Kto odpowiada za śmierć koni?

– Zgłosił się do nas
19-letni mężczyzna, który powiedział, że to on kierując samochodem zderzył się z końmi na drodze krajowej nr 9 w Hadykówce.
Tłumaczył, że odjechał
z miejsca kolizji, bo się wystraszył – mówi
Jolanta Skubisz-Tęcza, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Kolbuszowej. Fot. Paweł Galek

Mamy nowe informacje w sprawie śmierci koni, która poruszyła mieszkańców regionu. Zwierzęta, prawdopodobnie spłoszone przez fajerwerki, uciekły w sylwestrowy wieczór z jednej ze stadnin na terenie gminy Kolbuszowa. Policja informuje, że zwierzęta, które wyszły cało z tego zdarzenia, wróciły już do swych właścicieli. Znany jest również kierowca, który śmiertelnie potrącił dwa konie w Hadykówce.

Tragiczny wypadek z udziałem koni, do którego doszło w noc sylwestrową (31.12.) na drodze krajowej nr 9 w Hadykówce poruszył wielu mieszkańców regionu. Pisaliśmy o tym „na gorąco” w noworocznym wydaniu Super Nowości. Dziś już jednak znamy więcej informacji na ten temat, które dodatkowo są potwierdzone przez kolbuszowską policję.

Spłoszyły je petardy

Z informacji przekazanych mundurowym przez właścicielkę stadniny wynikało, że zwierzęta prawdopodobnie zostały spłoszone przez odgłosy odpalanych petard. Przerwały ogrodzenie i uciekły. Policja ustaliła, że na pastwisku znajdowało się ponad dwadzieścia zwierząt. Rozbiegły się one w różnych kierunkach. Stada w liczbie od kilku do kilkunastu zwierząt widziane były w różnych miejscowościach gmin Kolbuszowa, Cmolas i Niwiska.
Pierwszy raz widziano je ok. godz. 19 w okolicy w Trześni. Biegły w stronę Huciska. Później ktoś spostrzegł je w Nowej Wsi, a ok. godz. 20 w Kłodzinach, koło Trzęsówki.
– Funkcjonariusze kilkukrotnie sylwestrowego wieczoru interweniowali w związku z tymi zgłoszeniami. W poszukiwaniu koni uczestniczyli także strażacy – relacjonuje Jolanta Skubisz-Tęcza, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Kolbuszowej. – Ok. godz. 20, policjanci patrolujący drogę relacji Kolbuszowa – Niwiska, napotkali pięć koni, które udało im się bezpiecznie doprowadzić do stadniny. Godzinę później policjanci interweniowali w Trzęsówce, gdzie mieszkanka tej miejscowości zgłosiła zdarzenie z udziałem zwierząt.

Odjechał, bo był w szoku?

Z relacji kobiety wynikało, że jadąc samochodem zauważyła stado koni. Kierująca zatrzymała się, ale niestety, kilka zwierząt uderzyło w jej pojazd. Na szczęście, ani jej, ani jadącemu z nią pasażerowi nic się nie stało. Do kolejnego, niestety, już tragicznego dla koni, zdarzenia doszło przed godziną 22 w Hadykówce, na drodze krajowej nr 9.
– Z ustaleń policji wynika, że kierujący seatem, potrącił tam dwa konie i odjechał z miejsca zdarzenia. Na leżące na jezdni zwierzę, najechało jeszcze audi. Kierowca nie odniósł obrażeń, ale uszkodził swój pojazd. Jeden z czworonogów zginął na miejscu; drugi decyzją lekarza weterynarii, z uwagi na obrażenia, został uśpiony – zaznacza Jolanta Skubisz-Tęcza.
Dwa dni po zdarzeniu, na komendę zgłosił się 19-letni mieszkaniec powiatu kolbuszowskiego. Powiedział, że to on kierował samochodem, który zderzył się z końmi na krajowej „dziewiątce” w Hadykówce. Mówił, że odjechał z miejsca kolizji, bo się wystraszył.

Konie same wróciły

Z informacji przekazanych policji przez właścicielkę stadniny wynika, że wszystkie spłoszone w sylwestrowy wieczór konie, które przeżyły, same wróciły do stadniny.
Obecnie w tej sprawie prowadzone są czynności wyjaśniające. Funkcjonariusze ustalają między innymi, czy właściciele spłoszonych koni dopełnili obowiązku właściwego zabezpieczenia zwierząt. Z odpowiedzialnością za wykroczenie musi liczyć się także 19-latek, który zderzył się w końmi i nie udzielił im pomocy, tylko odjechał z miejsca zdarzenia.

Paweł Galek

4 Responses to "Kto odpowiada za śmierć koni?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.