Kto pije i kradnie…

Anna B. prowadziła spokojny żywot rozwódki w średnim wieku. Miała niewielkie, ale własne mieszkanie, średnie zarobki oraz dość już wysłużony samochód. I nagle poznała Zenona L., który przedstawił się jako prowadzący własną działalność gospodarczą. Z tym tylko, że chwilowo musiał zaniechać tej działalności, gdyż rozkręca nowy interes, który z pewnością przyniesie mu dużo większe dochody. Ale najpierw musi zainwestować i to niemałe pieniądze, których niestety mu zabrakło.
– Sprzedałem nawet swój apartament oraz drogie auto, by wszystkie pieniądze włożyć w nowy biznes – zwierzył się Annie i ona mu uwierzyła. – Ale niebawem odkuję się i to z nawiązką.
Zenon najwyraźniej przypadł do gustu nowo poznanej kobiecie, która zaproponowała mu nawet, by tymczasem, zanim ten swój interes rozkręci, zamieszkał u niej, z czego on chętnie skorzystał. I chociaż wciąż podkreślał, że ciuła każdy grosz (oczywiście tylko do czasu otwarcia swej nowej firmy), to jednak nie skąpił pieniędzy np. na suto zakrapiane kolacyjki. Tyle tylko, że były to pieniądze Anny B.
Zakochana i ufna kobieta święcie wierzyła, że niebawem wszystko się zmieni i oboje – jak obiecywał Zenon – „rozpoczną nowe życie”. Dlatego nie zdziwiła się nawet wtedy, gdy obrotny amant zaproponował, by sprzedać jej samochód. – Można wziąć za niego kilkanaście tysięcy. Ja je zainwestuję, a niedługo kupimy taką furę, że ci oko zbieleje – zachęcał Annę i ona się zgodziła.
Zenon wyjątkowo szybko znalazł kupca, spisał z nim umowę, którą Anna podpisała, wziął pieniądze i jeszcze tego samego dnia… ukradł nabywcy sprzedane auto! Było to bardzo proste, gdyż zatrzymał zapasowe kluczyki i wiedział, że nowy właściciel zaparkował samochód na ulicy przed swoim domem. Zwinął zatem świeżo sprzedany wóz i pojechał do kolegi, też kryminalisty, który kupował kradzione auta na części. Wziął od niego forsę, po czym wsiadł do… pociągu i odjechał w siną dal.
Oczywiście Anna B. nie była jego pierwszą ofiarą, ale najprawdopodobniej ostatnią. Przynajmniej na razie, gdyż teraz Zenon L., od dawna poszukiwany już przez policję, wpadł jak nowicjusz. Mając przy sobie grubszą gotówkę, upił się w pociągu i okradł z pieniędzy jedną z pasażerek. Zrobił to jednak tak nieudolnie, że poszkodowana zawiadomiła konduktora i na najbliższej stacji na Zenka czekali już policjanci, którzy odzyskali wszystkie pieniądze, pomniejszone tylko o kwotę, którą zdążył wydać na alkohol.
I bardzo dobrze, że wydał. Bo na trzeźwo to on był ponoć specem w swym przestępczym fachu. Ale – jak mówi nieznane przysłowie – kto pije i kradnie, ten szybko wpadnie.
JAN M.

2 Responses to "Kto pije i kradnie…"

Leave a Reply

Your email address will not be published.