Kto zawinił i jak to możliwe?

Przemyślanin figurował, jako pacjent covidowy w rejestrach miejscowego szpitala. Owszem mężczyzna miał covid-19, ale… jesienią 2020 roku. Fot. Archiwum

Do wręcz nieprawdopodobnej sytuacji doszło w Przemyślu. Mieszkaniec tego miasta w ostatnim czasie nie miał robionych testów na koronawirusa, ani też nie przebywał w przemyskim Wojewódzkim Szpitalu. Mimo to, w bazach figurował jako pacjent hospitalizowany
w tej placówce z powodu covid -19! Mężczyzna, niczego zresztą nieświadomy, był w tym czasie w domu. – To skandal – mówi jego żona, która o rzekomym pobycie męża w szpitalu dowiedziała się, próbując zarejestrować go na rehabilitację.

Wydawałoby się, że związany z koronawirusem chaos panujący w naszym kraju, ma jednak swoje granice. Okazało się, że niestety chyba jednak nie. W Polsce można bowiem nie mając żadnych objawów covid-19, ani nie przechodząc żadnych testów na koronawirusa trafić na szpitalny oddział covidowy i to z założenia, aż na miesiąc. „Trafić” wirtualnie, czyli figurować w bazach, jako właśnie taki pacjent. Niemożliwe? Owszem, niestety możliwe! Takie coś spotkało pana Pawła z Przemyśla.

Nie było go w szpitalu

Zacząć należy od tego, że przemyślanin na covid-19, owszem, chorował, ale jesienią 2020 roku. Poza tym cierpi na przewlekłą i poważną chorobę i musi być poddawany regularnej rehabilitacji. Ostatnie zabiegi z fizjoterapii miał na początku ubiegłego miesiąca. W środę (2 lutego) żona mężczyzny chciała zarejestrować go na kolejny cykl rehabilitacyjny. – Mąż nie jest w stanie załatwiać takich spraw samodzielnie ze względu na stan zdrowia, dlatego ja pojechałam do Wojewódzkiego Szpitala ze skierowaniem na rehabilitację – wyjaśnia kobieta. – Miła pani w rejestracji oznajmiła „Przecież pani mąż jest u nas na oddziale covidowym od 27 stycznia i ma być do 26 lutego”, tak mi powiedziała. Nie rozumiałam o co chodzi, bo mąż był w domu! Nie ma żadnych objawów covidowych, nie przechodził żadnych testów – tłumaczy żona pana Pawła. – Rozmawiałam z kierowniczką i ta potwierdziła, że tak mają w systemie i ona nic nie może zrobić, bo system nie pozwoli na zapisanie na rehabilitację osoby chorej na covid-19. Poradziła mi skontaktować się z sanepidem i wyjaśnić tam, że mój mąż nie jest ani chory na covid-19, ani w szpitalu – kontynuuje kobieta.
Pani Anna przez bite cztery godziny usiłowała dodzwonić się do przemyskiego sanepidu. – Ciągle słyszałam głos z automatu, że jestem 50 w kolejce. W końcu zdecydowałam się po prostu pojechać do sanepidu – opowiada. Kobieta pojawiła się tam tuż przed końcem godzin pracy instytucji. – Początkowo chciano mnie spławić, że koniec urzędowania, ale powiedziałam wprost, że nie wyjdę dopóki nie wyjaśnię sprawy mego męża, który „magicznie” rzekomo przebywa w szpitalu – irytuje się pani Anna. – W końcu mnie wysłuchano – wspomina.

Od Annasza do Kajfasza

W sanepidzie poinformowano żonę pana Pawła, że to szpital wprowadził do systemu dane jej męża jako osoby chorej i przebywającej na covidowym oddziale. – Stwierdzili, że oni nic z tym wspólnego nie mają, ale spowodują, że mój mąż przestanie figurować w bazach – relacjonuje pani Anna. – A o to mi przecież chodziło: żeby jego dane zniknęły stamtąd i żebym mogła wreszcie zarejestrować go na rehabilitację – podkreśla. Nieco uspokojona kobieta wróciła do domu. Nazajutrz rano zadzwoniła do sanepidu, by upewnić się, czy rzekoma kwarantanna czy też izolacja została z jej męża „zdjęta”. – Zapewniono mnie, że tak – wspomina pani Anna. – Postanowiłam jednak zadzwonić do szpitala i upewnić się, że tam już „widzą” mego męża w systemie normalnie. Okazało się, że nie! Nadal figurował, jako chory na covid-19 – mówi zdenerwowana kobieta.
Żona pana Pawła w kółko dzwoniła a to do sanepidu, a to do szpitala. – W sanepidzie mi powiedzieli, żebym pouczyła rejestrację w szpitalu, by ta się nauczyła obsługiwać komputer, albo żeby sobie szpital naprawił sieć, bo oni już dzień wcześniej „wyczyścili” z systemu dane mego męża – relacjonuje kobieta. – A w szpitalu mi mówili, że jest bez zmian: mój mąż nadal „jest” chory na covid-19 – wzdycha.

Pomógł rzecznik wojewody

Wtedy pani Anna zdecydowała się zwrócić do nas. – Nie chodzi o jakiś rozgłos – zastrzega. – Ale to wprost nieprawdopodobne, żeby raz, taka sytuacja w ogóle miała miejsce, a dwa, by nie potrafiono jej racjonalnie rozwiązać przez dwa dni – podkreśla. Trudno tu żonie pana Pawła odmówić racji. Po rozmowie z panią Anną skontaktowaliśmy się z rzecznikiem wojewody podkarpackiego, Michałem Mielniczukiem i przedstawiliśmy mu całą sytuację. – Proszę dać mi chwilę, zbadam sprawę w sanepidzie i NFZ – zadeklarował krótko. Cóż, różni urzędnicy tak obiecują, a potem czeka się kilka dni, albo i kilkanaście na reakcję. To jednak nie w przypadku rzeczniczka Mielniczuka, który oddzwonił do nas w trzy kwadranse informując, że w sanepidzie zapewniono go, iż pan Paweł już zniknął z baz jako chory na covid-19. No tak, ale nadal figuruje jako taki w szpitalnej bazie. – Zaraz to wyjaśnię – zapewnił rzecznik wojewody. Pół godziny później odezwała się do nas pani Anna. – Mam informację ze szpitala, że mój mąż już nie widnieje jako chory i mogę go zapisać na rehabilitację – oświadczyła z ulgą.
Cóż, możemy się tylko cieszyć, że chory człowiek wreszcie dostanie się na niezbędne mu zabiegi rehabilitacyjne. Poza tym jednak mamy jeszcze jeden powód do zadowolenia. Tym powodem jest postawa rzecznika wojewody podkarpackiego, Michała Mielniczuka, który błyskawicznie i skutecznie zareagował na absurdalną sytuację, za co serdecznie mu dziękujemy. Podziękowania należą się tym bardziej, że taka postawa urzędników nie jest wcale tak częsta.

Jak to możliwe?!

Można by uznać, że to koniec i to szczęśliwy całej tej sprawy, ale czy na pewno? Warto byłoby zbadać, jak w ogóle do tej sytuacji doszło! Owszem, w całej Polsce zdarzały się już przypadki, że ktoś testowany na koronawirusa i mający wynik negatywny był omyłkowo wprowadzany do systemu, jako zakażony. Jednak chwilę potem kontaktował się z nim miejscowy sanepid, więc taki „negatywny” obywatel informował go o swoim wyniku testu i sprawę „odkręcano”. Tyle, że pan Paweł nie był ostatnio poddawany testowi na koronawirusa! Nikt z sanepidu z nim się nie kontaktował.
– Skąd takie coś u kogoś, kto ani testu nie miał ostatnio, ani w szpitalu ostatnio nie leżał? A ilu jeszcze takich rzekomych „chorych” na covid-19 może być? – dopytuje żona pana Pawła. – Co, gdyby mojego męża oskarżono o łamanie izolacji czy kwarantanny? To także dla nas jest bardzo zagadkowe i interesujące: jak to się stało i kto personalnie za to odpowiada. Postaramy się tego dowiedzieć…
Jak to się stało, że człowiek, który na koronawirusa był chory ponad rok temu, jest w bieżących rejestrach pacjentów?! I dlaczego, choć przebywa w domu, system „widzi” go na oddziale covidowym?!

Monika Kamińska

7 Responses to "Kto zawinił i jak to możliwe?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.