Którym politykom ufamy bardziej, a którym mniej?

W tegorocznych eurowyborach Tomasz Poręba (PiS) zdobył prawie 30 tys. głosów więcej niż 5 lat temu. Fot. Wit Hadło
W tegorocznych eurowyborach Tomasz Poręba (PiS) zdobył prawie 30 tys. głosów więcej niż 5 lat temu. Fot. Wit Hadło

PODKARPACIE. Co pokazały tegoroczne wybory?

W kończącym się roku głosowaliśmy dwukrotnie: w maju w wyborach do Parlamentu Europejskiego oraz w listopadzie w wyborach samorządowych. Ich wyniki jasno pokazują, którym partiom i politykom mieszkańcy Podkarpacia ufają coraz bardziej, a którym coraz mniej.

Wśród partii zdecydowanie prowadzi Prawo i Sprawiedliwość, które z olbrzymią przewagą wygrało zarówno w maju (49,31 proc. oddanych głosów), jak i w listopadzie (43,69 proc.). To przełożyło się na 2 z 3 mandatów do europarlamentu oraz 19 z 33 w sejmiku województwa.

Indywidualnie największym zaufaniem podkarpackich wyborców cieszy się obecnie europoseł PiS Tomasz Poręba, który zgarnął 113 tys. głosów, a więc o 28 tys. więcej niż w 2009 roku. – Od początku staram się aktywnie działać na rzecz Podkarpacia w ramach mojego hasła „przede wszystkim Podkarpacie” – mówi Poręba. – Ponadto moja partia podkreśla rolę Polski Wschodniej w rozwoju całego kraju i ludzie to czują, co przekłada się na efekt wyborczy – dodaje.

Mieszkańcy Podkarpacia ciągle ufają też Stanisławowi Ożogowi, który w maju zdobył mandat europosła startując dopiero z 3. miejsca na liście PiS. Jego wynik to 36 tys. głosów, a więc bardzo zbliżony do tych, jakie osiągnął w 2007 (38 tys.) i 2011 roku (37 tys.).

O takim wyniku jak Poręba może pomarzyć europosłanka PO Elżbieta Łukacijewska, której poparcie (42 tys.), w porównaniu z wyborami sprzed 5 lat, spadło o ponad 18 tys. głosów. – Wynika to ze spadku poparcia dla całej Platformy, a także tego, że kampania została sprowadzona do polskich spraw, a nie europejskich – tłumaczyła tuż po wyborach sama zainteresowana.

I rzeczywiście, poparcie dla Platformy Obywatelskiej w naszym regionie zdecydowanie spada. W eurowyborach PO zdobyła tylko 18,44 proc. głosów, czyli o prawie 11 proc. mniej niż w 2009 roku, a w samorządowych 15,36 proc. – o 12 proc. mniej niż w 2010 roku.

Niektórym politykom PO udaje się jednak utrzymać poparcie. Teresa Kubas-Hul, która w wyborach do sejmiku w 2006 roku zdobyła 7 353, a w 2010 12 359 głosów, w tym roku uzyskała ich 11 890.

Ciekawie wyglądają też wyniki nowego wiceprzewodniczącego sejmiku Jerzego Borcza, który po przejściu z Platformy do PiS-u utrzymał mandat, startując dopiero z ósmego miejsca na liście. 16 listopada zdobył 4 534 głosów, a więc o ponad tysiąc więcej niż 4 lata temu. – Mam swoich wyborców – tłumaczy krótko Borcz.

Największym wzrostem poparcia  w wyborach do sejmiku województwa może się jednak pochwalić Dariusz Sobieraj. W 2010 roku, startując z 3. miejsca listy PSL, uzyskał 8 947 głosów, a w tym roku jako „jedynka” aż 23 324. Więcej zdobył tylko, jak przystało na marszałka województwa, Władysław Ortyl (PiS) – 24 695.

Wielką zagadką byłby tegoroczny wynik wyborczy byłego marszałka Podkarpacia Mirosława Karapyty, który planował startować do Parlamentu Europejskiego, a później do sejmiku województwa, dopóki nie wybuchła wielka afera korupcyjno-obyczajowa z jego udziałem. Karapyta utrzymuje, że wciąż cieszy się poparciem swoich wyborców, ale ani SLD ani inna partia nie pozwoliła mu tego sprawdzić.

Arkadiusz Rogowski

16 Responses to "Którym politykom ufamy bardziej, a którym mniej?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.