
AFERA SAMOLOTOWA. Marek Kuchciński nie chciał oddać pieniędzy za loty z rodziną samolotami rządowymi, a Kancelaria Sejmu kłamała, że takie loty miały miejsce.
Po ujawnieniu faktu, że marszałek Sejmu RP, Marek Kuchciński, z rządowych samolotów zrobił sobie darmowe powietrzne taksi dla swej rodziny, internauci prześcigają się w tworzeniu memów i pisaniu komentarzy na ten temat. Niektóre są prześmieszne, ale tak naprawdę śmiać nie ma się z czego. A to dlatego, że nie dość, iż do takiej sytuacji dochodziło wielokrotnie, to jeszcze PiS teraz usankcjonowało rodzinne latanie „rządówkami” dla swoich za śmieszne pieniądze. To po raz kolejny pokazuje, że PiS to nie tylko „dojna zmiana”, ale też szczególne standardy państwa: zamiast odwołania czy dymisji swego członka, który w rażący sposób „odstaje” od tego, co partia głosi, zmienia się po prostu prawo i „perfumuje” ów nieładnie pachnący fakt na zasadzie „nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało”.
Od kilku dni w Internecie krąży dowcip na czasie: „Jakie państwo ma najtańsze połączenia lotnicze? Państwo Kuchcińscy!” – gwoli sprawiedliwości, zabawny i do tego jeden z delikatniejszych, którymi Polacy kwitują zachowanie marszałka Sejmu RP. Są i ostrzejsze, także takie, które z racji użycia wulgarnych słów, do publikacji się nie nadają. Sympatycy PiS-u starają się nieudolnie „odgryźć”, wspominając o lotach premiera Donalda Tuska, czy Bogdana Borusewicza, ale słabo to wychodzi. Dlaczego? Ano dlatego, że przecież to nie kto inny tylko PiS zarzucało poprzedniej władzy arogancję i ukuło sobie sławetne hasło, że „wystarczy nie kraść”. W kontekście tego retoryka pt. „inni też kradli”, jako próba obrony obecnych standardów polskiego państwa, brzmi jak słaby żart.
Cała sprawa „rodzinnego latania” Marka Kuchcińskiego wypłynęła w miniony poniedziałek, gdy Radio Zet ujawniło, iż ma dokumenty, z których wynika, że z marszałkiem Sejmu, Markiem Kuchcińskim, latała rządowymi samolotami, w tym najnowszym – Gulfstreamem- jego rodzina: żona i dzieci. Reporterzy „Zetki” mieli potwierdzonych 6 takich lotów od początku tego roku: 3 z Warszawy do Rzeszowa, 2 na odwrotnej trasie i jeden z Warszawy do Krakowa. Już to wzbudziło oburzenie opinii publicznej, a wkrótce okazało się, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej. A przecież jeszcze wiosną na pytanie „Gazety Wyborczej” biuro marszałka Kuchcińskiego zaprzeczało, jakoby latał „rządówkami” z rodziną, kiedykolwiek. Zaprzeczało też Centrum Informacyjne Sejmu. Tym razem nie dało się już jednak zaprzeczać, bo dziennikarze mieli „twarde” dowody. Trzeba było zatem wagę sprawy zmniejszyć. No i trzeba przyznać, starano się. CIS poinformowało, że wszystko działo się zgodnie z prawem, a rodzina marszałka choćby i chciała za loty płacić, to – w domyśle – z bólem serca, nie miała możliwości. Poniekąd to prawda, za loty „rządówkami” podróżujący nimi nie płacą. Za to płacimy my, podatnicy!
Nie tylko loty i nie tylko Kuchciński
Warto sobie uświadomić, że za poselskie podróże w ogóle sporo płacimy. A za wojaże marszałka Kuchcińskiego, to już szczególnie. A to dlatego, że choć jako marszałek Sejmu dysponuje rządową limuzyną z „obstawą” SOP, to nie żałuje sobie rozliczając tzw. kilometrówkę za paliwo do prywatnego samochodu, która przysługuje posłom, to jeszcze wykazuje służbowe podróże odbywane… taksówkami! Doprawdy tylko podziwiać pana marszałka, który tak podróżuje szybko i dużo, że w rodzinnym Przemyślu prawie wcale go nie widać. Była premier pani Beata Szydło, która na weekendy do domu w Brzeszczach latała wojskową CASĄ, aż 77 razy w czasie swego premierowania, przynajmniej tam widziana była. No i niektórzy uważają, że z racji kłopotów byłej pani premier z limuzynami, które co i rusz miały wożąc ją jakieś kolizje, może to i lepiej, że latała, bo w powietrzu ruch mniejszy.
Zmuszony przez Kaczyńskiego wpłacił pieniądze, ale nie do budżetu
Marszałek konsekwentnie milczał w temacie swoich podróży z rodziną na Podkarpacie i z powrotem. Ale opozycja grzmiała, domagając się dymisji Kuchcińskiego, a ludzie coraz otwarciej okazywali swe oburzenie. Marka Kuchcińskiego to nie obeszło, ale dotarło do jego „guru”, prezesa Kaczyńskiego, który „tupnął nogą” i jak wieść medialna niesie, nakazał mu zwrócić pieniądze. Ale oczywiście nie do budżetu, bo to byłoby jawne przyznanie się do „dojenia” tegoż, tylko na cele charytatywne, no i oczywiście nie w realnej kwocie, tylko symbolicznej, bo przecież od ust dzieciom i żonie marszałek nie odejmie. Kuchciński na Caritas i fundację prowadzącą klinikę „Budzik” wpłacił 15 tys. złotych i to, zdaniem polityków PIS „powinno kończyć tę sprawę”.
„Ludzki pan” – mógł latać codziennie
Ale nie skończyło, a nawet wręcz przeciwnie. Opozycja uznała to za skandal, a ludzie za kpiny z podatnika. – Rozumiem, że jeśli ja komuś coś ukradnę, a potem wpłacę parę groszy na Caritas, to będzie po sprawie? – zastanawiał się w mediach społecznościowych jeden z internautów. – A może by tak nie kasować biletów w autobusach, tylko pokazywać dowód wpłaty na cel charytatywny? – kpił inny. Tymczasem opozycja i media zaczęły coraz bardziej drążyć. -Trudno powiedzieć ile naprawdę było tych lotów z rodziną od początku kadencji – zastanawiali się politycy opozycyjni. Centrum Informacyjne Sejmu ustami swego szefa, Andrzeja Grzegrzółki poinformowało, że lotów takich było 23! – A nie jak sugeruje opozycja ponad 100 – oświadczył z satysfakcją Grzegrzółka takim tonem, jakby to była ze strony marszałka Kuchcińskiego łaska, że w sumie tak rzadko bliskich rządowym samolotem „woził”. – Ludzki pan, skromny, niepazerny człowiek! Mógł codziennie ich zabierać, a tylko ponad 20 razy. Medal mu dać! – drwił z całej tej sytuacji internauta. – Może zwyczajnie przydzielić państwu Kuchcińskim po rządowym samolocie każdemu z członków rodziny? Niech mają się czym przemieszczać, co takim zacnym ludziom żałować – dodawał inny.
Do domu na weekend z „oficjalną misją”?
Bardzo skromny i wcale nie nadęty marszałek z Przemyśla nabrał wody w usta, licząc, że tę gorzką pigułkę, którą miał połknąć, już połkną i była ostatnia. Ale niestety, jak zawsze „podli” dziennikarze „będący na usługach totalnej opozycji i obcych krajów” nadal drążyli temat. I „dokopali się” do tego, że każdy z lotów marszałka z rodziną miał status HEAD. Jest to status przysługujący lotowi prezydenta, premiera oraz marszałków Sejmu i Senatu, gdy udają się oni w podróż z misją oficjalną. Poza tym, że tego rodzaju lot ma najwyższy możliwy priorytet w przestrzeni powietrznej, status HEAD wymaga także zapasowego samolotu z załogą na czas odbywania lotu, by w każdej chwili z wybranego lotniska móc ruszyć z pomocą, gdyby z podstawowym samolotem coś się stało! Podczas oczekiwania na ewentualne wezwanie pilnują go funkcjonariusze SOP. Do tego obie maszyny są skrupulatnie sprawdzane, z czego sporządzane są protokoły. Wymaga to zaangażowania wielu służb i ludzi i koszt takiego lotu trudno oszacować, wiadomo jednak, że jest wielokrotnie wyższy niż koszt biletu na rejsowy samolot, czy także ryczałtu za loty poselskie, za które Kancelaria Sejmu, czyli podatnicy, płacimy niecałe 600 złotych niezależnie od trasy przelotu parlamentarzysty.
„Te loty się im po prostu należały”!
To jednak nadal nie wszystko, albowiem w mediach pojawiły się informacje, że bliscy Kuchcińskiego nie tylko z nim latali „rządówkami”. Latali też, gdy marszałka nie było na pokładzie samolotu. Ot, takie prywatne taksówki podniebne dla rodziny marszałka. Opozycja zaczęła się domagać pełnej dokumentacji lotów „rządówkami” . Okazało się, ze trudno ją znaleźć…
– W każdym normalnym kraju marszałek po czymś takim podałby się do dymisji! Ale przecież nie zrobi tego Honorowy Obywatel Przemyśla, człek honoru, prawa i sprawiedliwości oraz cnót wszelkich! Te loty się jego rodzinie po prostu należały! – ironizował na jednym z forów internauta o uroczym nicku „przemyśl-przeprasza- za – kuchcińskiego”. – Loty lotami, ale mieszkańcy Przemyśla i okolic mają okazję widzieć co i rusz kolumnę, jak dla dyplomaty, jak pan marszałek raczy wracać za nasze do domu – napisała inna użytkowniczka Internetu.
Państwo to PiS, prawo to też PiS
Na to, że marszałek Kuchciński po ujawnieniu tego wszystkiego z honorem poda się do dymisji, tak naprawdę nikt nie powinien liczyć. Byłoby to bowiem dalece posuniętą naiwnością. Ale niektórzy liczyli, że jego partyjni koledzy w obliczu takiego blamażu po prostu zechcą go odwołać na wniosek opozycji. To też było bardzo naiwne. Prezes Kaczyński, jedyna władza w PiS-ie do dymisji nie dopuściłby, bo to oznaczałoby, że ktoś z „drużyny dobrej zmiany”, jedynie słuszny, prawy i sprawiedliwy zrobił coś paskudnego. Co zatem zrobił? Ano doprowadził do …zmiany prawa. Teraz już członkowie rodzin ministrów mogą latać z ministrami, tylko trzeba za to zapłacić tyle, ile za rejsowy lot na takiej samej trasie. Coś chyba niedokładnie zostało dopracowane, bo mowa na razie o rodzinach członków rządu, a marszałek Kuchciński w Radzie Ministrów nie jest. – Może nie jest na razie? Zrobią go ministrem transportu. Wie co znaczy takie latanie – drwią internauci. – Może zrobią go ministrem bez teki, przynajmniej na bagażu się podczas lotów zaoszczędzi – dodają inni. Bardziej jednak prawdopodobne jest to, że nowe rozporządzenie zostanie wkrótce poprawione na brzmiące tak, by i marszałek Kuchciński mógł nadal z rodziną latać.
Śmiech naszą bronią przed PiS-em
To z czym mamy obecnie do czynienia, jest tak tragiczne, że ludzie zaczynają z tego dowcipkować, żeby zwyczajnie nie zwariować. Tak było za PRL-u, kiedy drwienie z totalitarnej władzy było nierzadko jedyną „bronią” przeciwko niej. Po 30 latach od pierwszych, częściowo wolnych wyborów, dzieje się tak samo. Smutne to, ale niektóre komentarze Polaków na temat „AirKuchciński” są naprawdę śmieszne, choć to trochę taki śmiech przez łzy. Pozwalamy sobie Państwu zaprezentować niektóre z nich.
– „Rodzina Pana Marszałka nie lata, tylko testuje nowe samoloty. Nieodpłatnie i robi to dla Polski” (Szkło Kontaktowe TVN – sms widza)
– „Nareszcie Polska ma marszałka lotnictwa transportowego”
(Szkło Kontaktowe TVN – sms widza)
– „Byłoby fair wobec suwerena i dużo taniej, gdyby marszałek Sejmu latał sam – dronami”
(Szkło Kontaktowe TVN – sms widza)
– „Spotyka się dwóch gości na lotnisku w Jasionce. – Gdzie lecisz? – pyta jeden drugiego. -A do Honolulu. – A bilet masz? – Nie, ale marszałek Kuchciński to kuzyn mojej żony.”
(znalezione w sieci)
***
Czy po ujawnieniu przez dziennikarzy kompromitujących dokumentów do tyczących lotów marszałka Sejmu z rodziną na koszt podatnika, Marek Kuchciński będzie miał odwagę startować w wyborach parlamentarnych licząc na niepamięć i brak inteligencji Polaków?
Monika Kamińska



24 Responses to "Kuchciński wylądował na dnie!"