KUL się reformuje, a nie wyprowadza

- Łączenie wydziałów naszej uczelni w realiach Stalowej Woli jest koniecznością - powiedział podczas konferencji ks. prof. Antoni Dębiński, rektor KUL (w środku). Fot. Jerzy Mielniczuk
– Łączenie wydziałów naszej uczelni w realiach Stalowej Woli jest koniecznością – powiedział podczas konferencji ks. prof. Antoni Dębiński, rektor KUL (w środku). Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Ekonomia dyktuje kierunki zmian na uczelni, choć po raz pierwszy w tym roku nie było naboru na ten kierunek studiów.

Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II boleśnie odczuwa skutki demograficznego tsunami. Jego fala nie zmyje jednak wydziałów zamiejscowych w Stalowej Woli. Osobiście zapewnił o tym ks. prof. Antoni Dębiński, rektor KUL. Zostaną one jedynie przekształcone. Nie obejdzie się przy tym bez zwolnień pracowniczych.

– KUL na pewno zostanie w Stalowej Woli, bo z miastem tym wiążemy kilka przyszłościowych projektów – zapewnił na początku konferencji prasowej Jego Magonificencja prof. Dębiński. Lubelska uczelnia jest w Stalowej Woli trzecią dekadę, a jej rektor po raz pierwszy spotkał się z miejscowymi dziennikarzami. Musiało wydarzyć się coś ważnego.

Dostosować program do realiów
Nie zdarzyło się nic poza niżem demograficznym, który dotyka wszystkie polskie uczelnie, ale w różnym stopniu. W szczytowym momencie rozwoju na całym KUL studiowało 25 tys. studentów. Teraz jest ich 16 tys. W Stalowej Woli było 5,5 tys. studiujących, a dziś jest ich nieco ponad 1,4 tys. To za mało dla funkcjonowania dwóch wydziałów. Zostaną połączone w jeden. To będzie się wiązało ze zwolnieniami, ale rektor Dębiński zapewnił, że nie będzie zwolnień grupowych. To jednak nie jest dobra wiadomość dla zatrudnionych na umowach czasowych, bo ich kontrakty nie zostaną przedłużone. Nie będzie też przyjęć nowych pracowników. – Mamy dobrą kadrę i damy jej szansę sprawdzenia się w nowych warunkach – mówi prof. Dębiński.

Oszczędności osobowe, to tylko fragment większego programu dostosowywania ambicji uczelni do liczby studentów. KUL zrezygnuje z wynajmowania pomieszczeń choćby od Fundacji Uniwersyteckiej czy Kościoła, bowiem część z nich nie jest wykorzystywana nawet w 20. proc. Z salami do wykładów i ćwiczeń Uniwersytet nie będzie miał najmniejszych problemów, bowiem już w tym roku zyska dwa duże gmachy budowane wspólnie z miastem i Unią. Osadzone w nich zostaną kierunki techniczne, z którymi KUL wiąże duże nadzieje. Jest wielce prawdopodobne, że poza inżynierią środowiska i inżynierią materiałową, wkrótce zostaną otwarte inne kierunki o podobnym profilu. Miasto potrzebuje inżynierów, a KUL chce ich nad Sanem kształcić coraz więcej. To swego rodzaju paradoks, bowiem jeden z najstarszych polskich uniwersytetów sprowadzany był w latach osiemdziesiątych ub. wieku do Stalowej Woli, by „zhumanizować robotnicze miasto”. Po ćwierćwieczu humanistów w mieście spotyka się najczęściej w pośredniaku, a o inżynierów miejscowe firmy się biją.

Jerzy Mielniczuk

Leave a Reply

Your email address will not be published.