Kuszą mężczyzn wdziękami i… zarabiają na drogich drinkach

Codziennie od godziny 20 dziewczyny z różowymi parasolkami natarczywie nagabują mężczyzn przechodzących przez rzeszowski rynek. Zachęcają ich do odwiedzin klubu go-go. Niektórzy panowie wchodzą tam i tracą co najmniej kilkaset złotych. Za te pieniądze dziewczynom tańczącym na rurze fundują drogie drinki. Fot. Paweł Bialic
Codziennie od godziny 20 dziewczyny z różowymi parasolkami natarczywie nagabują mężczyzn przechodzących przez rzeszowski rynek. Zachęcają ich do odwiedzin klubu go-go. Niektórzy panowie wchodzą tam i tracą co najmniej kilkaset złotych. Za te pieniądze dziewczynom tańczącym na rurze fundują drogie drinki. Fot. Paweł Bialic

W Rzeszowie i w większych miastach w całej Polsce działa sieć klubów go-go, gdzie panowie przepuszczają jednorazowo od kilkuset do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Rzeszowski rynek. Godzina 20.40. Przed jedną z kamienic przechadzają się panie z różowymi parasolami. Zachęcają do wejścia do pobliskiego klubu go-go. – Zapraszam, miło tam pan spędzi czas – mówią uśmiechnięte dziewczyny. Mężczyźni w różnym wieku najczęściej odpowiadają, że nie skorzystają. Ale zdarza się, że od czasu do czasu ktoś weźmie od dziewczyny karteczkę z wiadomością: Zapraszamy na imprezę zamkniętą. Do naszej redakcji zgłosił się 30-letni Janusz, który opowiedział, co dzieje się w takim klubie, za zamkniętymi drzwiami.

A co tam, trzeba się zabawić! – stwierdził Janusz. – Wziąłem kartkę od narzucającej się na rynku dziewczyny i postanowiłem wejść do drzwi, w całości oszklonych. Wcześniej, gdy wielokrotnie przechodziłem przez rynek, mówiłem grzecznie do tych dziewczyn, że nie jestem zainteresowany. Ale po kolejnym nagabywaniu stwierdziłem, a co tam, trzeba zobaczyć co to za klub. Na drzwiach zobaczyłem napis, że tam jest go-go, to pewnie dziewczyny chodzą z nagimi biustami i sprzedają napoje alkoholowe? – zastanawiał się Janusz.

Wejście do klubowego przybytku kosztuje 30 zł. Zaraz po otwarciu drzwi podchodzi umięśniony facet, pewnie ochroniarz, i pobiera trzy dychy. Zabiera do szatni torbę i kurtkę. Daje numerek. Pokazuje ręką, żeby wejść dalej. – W lokalu ściany, kanapy, bar – wszystko w kolorze różowym, przeplatanym fioletem – opowiada Janusz. – Teraz już wiem, co to za lokal, róż mówi sam za siebie. Siadam na kanapie, ale jakoś nie widać półnagich pań. To dziwne, bo zawsze słyszałem, że w klubach go-go do facetów podchodzą dziewczyny z obnażonymi piersiami i proponują zamówienie drinka, albo zjedzenie jakieś potrawy – dziwi się.

Tutaj jednak dziewczyny mają na sobie body, ich piersi są zakryte. – Podchodzi do mnie długonoga blondynka, w szpilkach, ma jakieś 176 cm wzrostu. Jest wyjątkowo szczupła, a włosy ma proste, sięgają aż do końca pleców – opowiada Janusz.

30-latek zamawia małe piwo za 12 zł. – Byłeś już u nas? – pyta Iza (tak się przedstawiła). – Nie – odpowiada Janusz. – A gdzie mieszkasz? – dopytuje. – Mieszkam  w Rzeszowie – mówi Janusz. – To jak to możliwe, że do nas jeszcze nie trafiłeś? – dziwi się.

Szampan za 15 tys. zł
– Może byś mi kupił drinka? – pyta dziewczyna i pokazuje kartę z alkoholami. W menu ceny bardzo wysokie, duże piwo 14 zł, szklaneczka whisky 23 zł, a szampan – cała butelka 14 999 zł! – Nie będę ci zamawiał drinka, ja tu przyszedłem, żeby się rozglądnąć, co to za lokal – mówi mężczyzna.

Dziewczyna jednak wciąż zachęca do kupna drinka, ale miałby on być tylko dla niej. Siada, przytula się i wciąż prosi: – Zafunduj mi – mówi. – W końcu po trzeciej takiej prośbie Janusz mówi: – Kupię ci ten najtańszy, za 79 zł… – Nie, ten droższy za 99 zł – naciska. – Dobrze – myślę sobie, kupię jej dla świętego spokoju ten za 99 zł. Dostaje stówkę. Zabiera ją idzie w kierunku ochroniarzy. Wraca, ale nie oddaje reszty – złotówki. Znów siada z Januszem na kanapie, uśmiecha się, potem odchodzi, przynosi większy kieliszek wypełniony jakimś winem. Pije zadowolona. Janusz dotyka jej kolan. Nie protestuje.

Po chwili podchodzi do rury przytwierdzonej do podłogi i sufitu. Sala jest rozświetlona reflektorami. Dziewczyna zaczyna tańczyć na rurze. Inna dziewczyna w tym czasie siedzi na kolanach młodego chłopaka patrząc mu prosto w twarz. Cztery inne dziewczyny nudzą się. Siedzą na czerwonej kanapie. Nikt im nie zafundował drinka. W całym klubie zresztą przebywa tylko dwóch mężczyzn, oczywiście nie licząc ochroniarzy. Ta druga dziewczyna tańczy na rurze dla dwudziestolatka, ale… pod samym sufitem, jakieś dwa metry nad podłogą.

– Gdy Iza skończyła tańczyć, przechodzi obok mnie, nie zatrzymuje się, idzie w kierunku ochroniarzy – relacjonuje Janusz. – Wraca już po chwili z drugą dziewczyną. Ty też tańczysz na rurze? – pytam.

– Nie, ja jestem tylko kelnerką – mówi koleżanka Izy, też jak ona szczupła i z długimi włosami.

Kup mi drugiego drinka
Iza znów zachęca Janusza: – Kup mi drugiego drinka za 99 zł. – Nie stać mnie, już i tak wydałem za dużo. Nie jestem milionerem – mówi Janusz. – Na pewno masz więcej pieniędzy. Widziałam, jak otwierałeś portfel, że masz jeszcze pieniądze – odpowiada tancerka.

Pytam, czy jest tu może prywatny pokaz tańca. – Jest. Płacisz 599 zł i zatańczę dla ciebie – wyjaśnia. – A seks? – zadaję kolejne pytanie. – Oficjalnie nie ma, bo to klub go-go, ale jak zapłacisz 1000 zł, to pójdziemy do pokoju i się zabawimy…

Jak się okazuje za każdego „wywalczonego” drinka, dziewczyna dostaje połowę kwoty, czyli za jeden – 50 zł. Może stąd to nagabywanie…

W końcu Janusz nie wytrzymuje tej natarczywości. Chce w spokoju posiedzieć, ale się nie da. Zgadza się zamówić drugiego drinka (trudno powiedzieć, co to za alkohol), również za 99 zł. Zamawia dla siebie kawę. Kelnerka przynosi ją i dodatkowo słone orzeszki. Kawa i orzeszki są za darmo. Dziewczyna wypija drink i znów zmierza w kierunku rury, i znów tańczy, ale jej ciało wije się bliżej podłogi, nie tak wysoko jak jej koleżanki. Tym razem jednak zdejmuje stanik i rzuca go na podłogę. Ma bardzo małe piersi. Za każdym razem, gdy tańczy, ma kamienną twarz. Nie uśmiecha się. Odchodzi z biustonoszem w ręku i znów omija Janusza, podąża w kierunku ochroniarzy.

Trzeciego też bym się napiła
Potem siada i prosi o… trzeciego drinka. Janusz odmawia. Mówi, że nie ma pieniędzy. – Widziałam, że masz jeszcze stówkę. – Mam, ale jej potrzebuję, muszę z czegoś żyć. Zresztą już wychodzę, mam ostatni autobus – mówi Janusz. – Na pewno masz jeszcze kolejny autobus – słyszy od Izy. Mężczyzna do pewnego momentu trzyma rękę na udzie dziewczyny. Ale w końcu podnosi obie ręce i mówi: – Widzisz, nie dotykam cię. Nie mam pieniędzy.

Jak wyjaśnia 30-latek, ręce podniósł w obawie, że ochroniarze zobaczą, jak dotyka kobiety, ale nie funduje już jej kolejnych drinków. – Nie chciałem, żeby ci panowie mnie dopadli – tłumaczy.

W tym momencie kelnerka chwyta go za dłoń i nie puszcza, a Iza masuje przez koszulę. Trwa to chwilę. W końcu udaje mu się wyswobodzić. Jest godzina 21.45. Po godzinie i pięciu minutach pobytu wychodzi z klubu. Na rynku dopada go dziewczyna z różowym parasolem i zaprasza, żeby odwiedził klub go-go. – Ja już tam byłem – mówi Janusz. – I jak było? – pyta panienka. – Beznadziejnie, straciłem 242 zł. Dziewczyny wyłudziły ode mnie pieniądze – dodaje zdenerwowany.

Andrzej Ryfiński

9 Responses to "Kuszą mężczyzn wdziękami i… zarabiają na drogich drinkach"

Leave a Reply

Your email address will not be published.