
LWÓW. To była jedna z decydujących bitew o losach cywilizacji łacińskiej. Bolszewicy mścili się nawet nad poległymi, masakrując ich tak, że rozpoznano tylko kilka ciał.
Autobusami, pociągami i na rowerach pokonywali rodacy drogę do Zadwórza na Ukrainie. 97 lat temu grupa 330 młodych Polaków zatrzymała tam konnicę Budionnego, niwecząc jego rajd na Lwów i opóźniając wyprawę pod Warszawę. Poległo 318 z najdzielniejszych. Miejsce bitwy zostało nazwane Polskimi Termopilami.
Na polu bitewnym jest mały cmentarzyk i duży kopiec z pomnikiem na wzór słupa granicznego. Już w pierwszą rocznicę bitwy pod małą stacyjkę w Zadwórzu szły pielgrzymki nie tylko Polaków. Za przelaną krew wdzięczni Zadwórzakom są też Ukraińcy.
Duma i zobowiązanie
Delegacje z kilku podkarpackich miast stawiły się w rocznicę bitwy w Zadwórzu. Mszę pod kopcem poprzedził w tym roku apel poległych przy kwaterze zadwórzańskiej na Cmentarzu Orląt we Lwowie. Wśród osób składających hołd poległym był m.in. Jan J. kasprzyk, szef urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Gromkimi brawami powitana została Maria Mirecka-Loryś z podniżańskich Racławic. Mimo 102. lat przyjeżdża do Zadwórza w każda rocznicę bitwy. Brał w niej udział jej brat Bronisław. Jako jeden z dziewięciu szczęśliwie ocalał, by potem przyjąć święcenia kapłańskie i służyć wiernym na Kresach i Ukrainie.
– W Zadwórzu można stanąć z podniesionym czołem wierząc, że należymy do rycerskiego narodu, który nigdy nie zgina karku – mówił pod kurhanem min. J. Kasprzyk. Podczas mszy na cmentarzu polowym pod kopcem modlili się wysłannicy z kilku podkarpackich stowarzyszeń pomocy Kresowianom. Rejestracje autokarów wskazywały m.in. na Rzeszów, Łańcut, Leżajsk i Przemyśl. Z tego ostatniego miasta przyjechał też rowerowy rajd Zadwórzański.
jam



