Laila tańczy teraz wśród aniołów

Fot. Arch. prywatne

Uczniowie mówili na nią „Pani Klasyka”. Mąż żartował, że była „czarną blondynką”. W środowisku artystycznym nazywana „Aniołem Życia i Tańca”. Tancerka, choreografka, reżyserka. Gdy odeszła, opłakiwał ją cały Rzeszów. Każdy, kto miał szczęście ją poznać, wspomina, że Laila Arifulina była niezwykła. Dla jednych była przyjaciółką, innym zastępowała matkę. Pełna niespotykanej mądrości i dobroci…

Była Tatarką urodzoną w Moskwie. Już od wczesnego dzieciństwa marzyła, by zostać baletnicą. Nic dziwnego. Pochodziła z artystycznej rodziny. Jej dziadek był tancerzem, solistą w Teatrze Maryjskim. Wujek, Naim Jakubov – solistą w Teatrze Stanisławskiego. To za jego namową dziewczynka wstąpiła do szkoły w Teatrze Bolszoj. Nauczyciele zachwycali się jej talentem. Po ukończeniu Szkoły Baletowej pracowała w Moskoncercie, gdzie łączyła taniec klasyczny z nowoczesnymi trendami.

Zaręczyny na pierwszej randce?

Miała zaledwie 19 lat gdy poznała swojego przyszłego męża. Był rok 1980. Zima. Pochodzący z Rzeszowa Andrzej Grzyb – obecnie znany menadżer siatkarski, studiował wtedy w Moskiewskim Instytucie Kultury Fizycznej. Do dziś pamięta tamten dzień: – Staliśmy opatuleni w kurtki na końcowej stacji metra w Moskwie, czekając na taksówkę. Kiedy przyjechała, Laila zaproponowała, żebym wsiadł z nią.

Podwiozła go pod akademik, a ponieważ nie chciała pieniędzy, w ramach wdzięczności zaproponował jej wspólną kawę. – Dała mi swój numer telefonu do domu. Gdy zadzwoniłem, odebrała jej mama. Byłem tym trochę zdegustowany, stąd tylko na tym skończyła się pierwsza część naszej znajomości – uśmiecha się. Przeznaczenia jednak nie oszukał, bo los znowu postawił ich na swojej drodze. I to w szpitalu.

– Tomek Witek, który ze mną studiował spotykał się wtedy z Niną Muradian, siatkarką grającą w reprezentacji ZSRR i znajomą Laili. Gdy przyszedłem w odwiedziny, leżały na jednej sali, jednak wtedy jej nie rozpoznałem – wspomina.

Jakiś czas później okazało się, że drużyna Dynamo Moskwa, w której grała Nina nocowała w Hotelu Sputnik, gdzie Laila z koleżanką dorabiały sobie występami. – W pewnym momencie, gdy rozmawialiśmy z Tomaszem i Ninką, Laila do nas podeszła, by zaprosić na koncert z Ałłą Pugaczową. Oczywiście pojechaliśmy. W międzyczasie Nina powiedziała, że Laila mnie zna – opowiada. „Skąd?” – zapytał zaskoczony. „Podwoziła cię taksówką. Nie pamiętasz?” – usłyszał w odpowiedzi. „Taka piękna dziewczyna! To umówcie mnie z nią!” – poprosił.

– Zaaranżowaliśmy spotkanie, bardzo romantyczne, bo… w hali przed meczem siatkówki – śmieje się Andrzej Grzyb. Pierwsza randka była wyjątkowa również z innego powodu. – Dzień wcześniej miałem sen, że się spotykamy i bierzemy ślub – zdradza. Bez chwili namysłu pobiegł więc do sklepu jubilerskiego, by kupić… pierścionek. – Powiedziałem Laili: „Śniło mi się, że się pobierzemy, więc proszę, przyjmij go” Była tak zaskoczona, że to zrobiła – nie kryje wzruszenia.

W 1984 r. Andrzej i Laila stanęli na ślubnym kobiercu. Doczekali się dwójki dzieci – Adeli i Bolka. – W domu nazywałem ją czarną blondynką – śmieje się mąż tancerki. – Udawała blondynkę, mimo że wszystko mogła zrobić. Była artystką, damą, której czasem trzeba było usłużyć. Ale ja robiłem to z przyjemnością.

Ze względu na coraz bardziej niebezpieczną sytuację w Rosji, postanowili wyjechać do Polski. – O tym by przenosić się z wielkiej Moskwy do Rzeszowa nie był mowy, zatem pod koniec lat 80. wybudowałem dom w Warszawie. „Na szczęście” dla mnie, w 1989 r. wstrzymano budowę całego osiedla i namówiłem żonę na Rzeszów – mówi. – Chcieliśmy przenieść się do stolicy, gdy sytuacja się zmieni, ale Laili tak się spodobało, że już nie chciała wyjeżdżać.

To ma być napięcie, a nie kluska”

Za namową znajomej założyła w Rzeszowie pierwsze studio baletowe. Początkowo przychodziło tam zaledwie kilka osób, ale ich liczba szybko rosła. Kiedy w 2016 r. szkoła obchodziła 25 rocznicę, uczyło się w niej już ponad 250 utalentowanych uczniów, którzy pod kierownictwem Laili Arfuliny zdobywali nagrody w Polsce i na świecie. – Wychowała kilka gwiazd, które trafiły do szkół tanecznych – również zagranicznych, tańczą w baletach i są choreografami. Swoją pasją zarażała kolejne pokolenia młodych tancerz – zauważa Andrzej Grzyb.

Jaką była nauczycielką? – Ze szkoły przy Teatrze Bolszoj wyniosła perfekcjonizm, ale była ciepła i cierpliwa. Tym przyciągała do siebie dziewczynki – ocenia mąż.

– Różniła się od stereotypowego nauczyciela tańca klasycznego. Bardzo serdeczna dla dzieci, ze zrozumieniem niedoskonałości, a przede wszystkim ogromnym poczuciem humoru. To było zabawne, kiedy upominała: „Gdzie ta noga? Wyżej! To ma być napięcie, a nie gotująca się kluska”. Jej uwagi nigdy nie wprawiały w zażenowanie – wspomina Marta Bury, aktorka, tancerka i choreograf. Laila była jej nauczycielką jogi, a później tańca klasycznego na kursie choreograficznym. – Byłyśmy w dosyć bliskich relacjach, a od momentu kiedy zaczęłam prowadzić u niej lekcje tańca współczesnego, nasza przyjaźń stała się bardziej zawodowa.

Tatianę Kudyko Laila wypatrzyła w studium choreograficznym dla Polonii. – Laila prowadziła zajęcia z klasyki i mnie zauważyła. – Po egzaminie zaprosiła mnie do pracy i tak się rozpoczęła moja przygoda w Rzeszowie – wspomina tancerka choreograf i kierownik zespołu Exercise. Jak mówi, Laila pomagała jej iść przez życie. – Na co dzień nie miałam rodziców, więc ona mi ich zastępowała. Była dla mnie mamą. Spędzałyśmy razem czas od rana do wieczora – chodziłyśmy na zakupy, koncerty, piłyśmy kawę, jadłyśmy śniadania, obiady. Jej córka mieszka we Wrocławiu, więc ludzie często mnie z nią mylili i mówili: „Pozdrów mamę” – opowiada. Kiedy Tatiana założyła własny zespół, drogi tancerek się nie rozeszły. – Ona zawsze była przy mnie. Pomagała w choreografiach, wspierała, kibicowała.

Pamięta, że uczniowie mieli do niej duży szacunek – Mówili na nią „Pani klasyka”. Sama jej postawa i ruchy powodowały, że każdy się nią zachwycał – nie ma wątpliwości Tatiana Kudryko. – Taniec był jej ogromną pasją, ale nie zależało jej na tytułach. Nigdy nie mówiła, że ktoś jest lepszy albo gorszy. Pokazywała dzieciom, że każdy ma szansę na występ i wygraną – Ostatnio usłyszałam od dziewczynek: „To nie była zwykła nauczycielka”. Kiedy któraś z nich miała problemy, przychodziła do Laili i razem je rozwiązywały. Odgrywała w ich życiu dużą rolę.

Fot. Arch. prywatne

Nie wiedziała, że umiera

– Pamiętam ostatni Sylwester, kiedy wpadła cała ubrana na kolorowo. Biła od niej energia. Wtedy po raz ostatni widziałam ją tak wesołą. Taka została w mojej pamięci – wspomina Tatiana Kudryko. – Codziennie rano wysyłała mi wiadomości, żarty, czy memy. Minął rok od jej śmierci, a każdego dnia po przebudzeniu sprawdzam telefon i myślę: „Nic od niej nie dostałam”. Do tej pory nie wierzę, że odeszła…

Nie tylko ona. – Zawsze gdy działo się coś nie tak, powtarzała, że trzeba to przyjąć oraz zrozumieć, że to musiało się wydarzyć, było do czegoś potrzebne. To zmieniło moje myślenie i pomogło mi to przejść przez różne trudy – wyznaje Marta Bury. – Laila była dla mnie niezwykle ważna. Pożegnałam w swoim życiu różne osoby, ale to jest jedyna śmierć, z którą jestem niepogodzona. Kiedy spotkałam się ją po raz ostatni, była pełna życia. Cieszyła się swoją wnuczką, opowiadała o kolejnych planach. Jej odejście było dla mnie wielkim szokiem – nie ukrywa.

– Do końca nie zdawała sobie sprawy z tego, że umiera. Lekarze i pielęgniarki nic jej nie powiedzieli. Kiedy dostawałem wyniki, czytałem, co piątą linijkę. Wiedziała tylko, że ma raka. Bardzo chcę podziękować lekarzom i całej obsłudze medycznej, za to że nikt jej tego nie zdradził – podkreśla Andrzej Grzyb. – To było dla niej bardzo pozytywne. Jeszcze niecały miesiąc przed śmiercią pojechała na spotkanie z dziewczynami kończącymi naukę z baletem. Miała plany na wyjazdy, urządzała nasz dom w Gruzji. Nie mam wątpliwości, że to wszystko tak długo trzymało ją przy życiu – przekonuje mąż tancerki. – Dopiero dzień przed śmiercią, gdy zobaczyłem już nie tylko ból, ale prawdziwe cierpienie, przewiozłem ją do szpitala. Nie minęła doba i było po wszystkim…

Artystka odeszła 3 lipca 2019 r.. Żegnała ją nie tylko rodzina, ale i całe Podkarpacie. Wszyscy, którzy ją znali i pokochali ją za jej dobroć i ciepło. Nazywana „Aniołem Życia i Tańca”, na zawsze pozostała w ich sercach.

– Przynajmniej raz w tygodniu odwiedzam ją z bliskimi. Przynosimy świeże kwiaty, codziennie z nią rozmawiamy – zdradza Andrzej Grzyb. – Najbardziej się wzruszam, kiedy wnuczka mówi: „Dajcie spokój babci Laili. Jej pokój jest już posty, ona jest teraz aniołkiem w niebie. Tam tańczy…”

wk

Leave a Reply

Your email address will not be published.