
RZESZÓW, KROSNO. Zaczyna się kwalifikowanie do programu.
– Ze względu na ściśle określone kryteria, leczeniem nie obejmiemy tak dużej jak chcielibyśmy grupy pacjentów, ale program dopiero rusza. Dobrze byłoby, gdyby neurolodzy opiekujący się chorymi na SM wyłapywali tych, którzy spełniają kryteria, kierowali ich do naszej poradni, gdzie mogliby być zakwalifikowani do leczenia – mówi Adam Perenc, specjalista neurolog, z-ca ordynatora oddziału neurologii i leczenia udarów w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie.
To dobra wiadomość dla chorych na SM, zważywszy że jeszcze rok temu wrocławianka zaskarżyła szpital do sądu za odmowę leczenia jej tym nowoczesnym lekiem.
– Długo czekaliśmy na refundowanie gilenyi. Szkoda, żeby teraz nie wykorzystać danej nam szansy. To nowoczesny, sprawdzony lek II rzutu dla chorych, dla których leczenie interferonem jest nieskuteczne. W dodatku podawany jest w wygodnej formie tabletek, a nie wlewów – mówi Anna Drajewicz z Podkarpackiego Stowarzyszenia Chorych na Stwardnienie Rozsiane.
Ze względu na wysoką cenę (miesięczna kuracja kosztuje ok. 8 tys. zł) nie jest jednak sprzedawany w aptekach, lecz wydawany przez placówki medyczne po spełnieniu rygorystycznych kryteriów.
Nikt nie wie, ilu jest chorych na stwardnienie
– W Polsce nie ma Narodowego Programu Leczenia SM, nie wiemy nawet, ile osób w Polsce cierpi na stwardnienie. Szacuje się, że na Podkarpaciu choruje 2500 osób – mówi Anna Drajewicz. – Ich leczenie wygląda bardzo różnie. Funkcjonują programy, do których chorzy boją się wchodzić, bo terapia refundowana jest tylko trzy lata i tylko jednostki, z pomocą rodziny, stać na kontynuację leczenia (zastrzyki kosztują 3,6 tys. zł miesięcznie). Reszta po prostu rezygnuje i choroba pustoszy ich organizm i w rekordowym tempie lądują w łóżku.
To tragedia, bo choroba dotyka coraz młodszych ludzi. Zdarza się, że już 14-latki mają rozpoznaną chorobę. Standard to obecnie 20 – 40 lat.
Anna Moraniec



10 Responses to "Leczą chorych na stwardnienie rozsiane nowoczesnym lekiem"