Leczenie jest jego pasją

Fot. Archiwum

Rozmowa z dr. Stanisławem Mazurem, internistą, kardiologiem, prezesem Centrum Medycznego Medyk w Rzeszowie.c

– Kim Pan się czuje najbardziej: lekarzem, biznesmenem, czy menadżerem?
– Jestem lekarzem. Trudno mi nawet pogodzić z leczeniem funkcje biznesmena i menedżera głównie ze względów czasowych. Będąc jednak lekarzem i znając najnowsze trendy w medycynie, łatwiej mi podejmować decyzje dotyczące kierunków rozwoju firmy, którą przecież jest Medyk. Nie ulega wątpliwości, że w Polsce mamy sporo zaległości jeżeli chodzi o poziom leczenia, dlatego potrzeba mnóstwo wysiłku, by dorównać do średniej europejskiej. Moim zdaniem, coraz bardziej nam się to udaje. Jesteśmy już nawet blisko krajów, które są liderami. Moją pasją jest przede wszystkim leczenie chorych i z tego względu nie chciałbym być tylko zarządzającym, nawet najlepszym. Kiedy pracowałem w szpitalu najwięcej satysfakcji dawało mi wyleczenie pacjenta, wypisanie go w lepszym stanie niż przyszedł. Tam miałem z nim kontakt codziennie i mogłem obserwować jego poprawę. Praca ambulatoryjna lekarza wygląda inaczej. Tu pacjenta widzimy rzadziej i nie mamy możliwości monitorowania jego stanu zdrowia. Kochałem pracę w szpitalu i nadal mi tego brakuje. Teraz mam namiastkę szpitala w prowadzonym przez Medyk izolatorium, gdzie trafiają zakażeni COVID-19, ostatnio nie tylko w lekkim stanie. Lubię tam pojechać i mieć bezpośredni kontakt z pacjentem. Stąd wniosek, że… najbardziej jestem jednak lekarzem.
– Zapowiedział Pan zaszczepienie 450 tys. osób w regionie, już do końca czerwca. Jak Pan to zamierza zrealizować?
– Do tej pory zaszczepiliśmy już blisko 100 tys. osób. Mogliśmy więcej, ale problemem był brak szczepionek. Żeby osiągnąć odporność populacyjną, dobrze byłoby zaszczepić milion 200 tys. osób. Jak z kadrami? Sami przeszkoliliśmy do tej pory 1000 osób, kładąc nacisk nie tylko na sprawach technicznych, ale i bezpieczeństwa, szczególną uwagę poświęcając wstrząsowi anafilaktycznemu czy zatrzymaniu krążenia. Bo to, choć rzadko, ale może się zdarzyć wszędzie i w dużej przychodni, i małym punkcie, zorganizowanym w remizie czy domu kultury. Teraz stawiamy na organizację szczepień na powierzchniach wielkogabarytowych, jak to w FULL Market w Rzeszowie, gdzie mamy zainstalowane specjalne lampy i ozonowanie, więc powietrze cały czas jest czyszczone. Jest też duża przestrzeń i łatwo zachować dystans. Co ważne, kwalifikować mogą już nie tylko lekarze, ale i pielęgniarki, i ratownicy medyczni, a także farmaceuci. To solidna grupa zawodowa, którą szkoda sprowadzać do roli sprzedawców leków. Kiedy zrobi się ciepło zaczniemy szczepić w mobilnych punktach – drive thru. W maju, podobnie jak w Arizonie czy na Florydzie, będziemy szczepić z samochodu. Do tej pory szczepiliśmy najstarszych i najsłabszych. W tej chwili przyszedł czas na szczepienie na dużo szerszą skalę. 40 tys. osób tygodniowo, czyli ok. 150 – 160 tys. miesięcznie, do końca czerwca zaszczepimy więc 450 tys. osób. Mamy motywację i misję do spełnienia. Nie damy się już wirusowi. Dysponujemy wszystkimi trzema szczepionkami przeciwko COVID-19. Pacjenci mogą wybierać, który preparat otrzymają
– Już teraz ma Pan punkty szczepień w remizach, ośrodkach kultury itp. Jak radziliście sobie z dojazdem i szczepieniem w takich miejscowościach jak Wielkie Oczy czy innych, często na obrzeżach regionu albo w bieszczadzkich wioskach. Kiedy zaczęliście szczepienia populacyjne z grupy I, to w Polsce panowała zima. Dojazd do tych miejscowości na pewno był nie lada wyzwaniem.
– Przygody były różne, a to spotkanie z wilkami, a to stadem jeleni, a to śnieżyca i zakopanie się w śniegu. Ale za to jakie widoki, wschody czy zachody słońca. Żeby dojechać do punktu trzeba było spędzić pięć godzin w drodze. A potem okazywało się, że nikt się nie zgłosił. Zapomniał, zachorował, albo nie miał jak dotrzeć. I trzeba było szybko wracać i obdzwaniać ludzi z kolejki, żeby się zgłosili wcześniej, żeby nic nie zmarnować. Czasem o 21 czy 22 w nocy, na takiej zasadzie jak przy przeszczepach nerki. Masz telefon i jedziesz. Na szczęście mamy odpowiednie zamrażarki, więc mogliśmy szczepionkami dobrze gospodarować. Mieliśmy najwyższą wydajność w Polsce jeżeli chodzi o wykorzystanie całości ampułki. Z trzech mieliśmy nie 30 dawek, ale 34. Sam zaszczepiłem się taką zaoszczędzoną z kilku ampułek dawką szczepionki. Mieliśmy też masę ofert sprzedaży szczepionek. Cena? 15 tys. zł. Ale w Medyku wprowadziliśmy w tym względzie spory reżim. Za szczepionkę nie wolno było przyjąć nawet ciasta z domowego wypieku czy kwiatka. Wszystko chodziło jak w szwajcarskim zegarku. Tylko jednej osobie kwalifikującej musieliśmy podziękować za współpracę.
– Zapowiada Pan szczepienia w zakładach pracy, które od początku pandemii były siedliskiem zakażeń. Jak Pan planuje ich organizację?
– Do szczepień wytypowaliśmy 33 zakłady. Pierwsze szczepienia najstarszych pracowników wykonaliśmy w środę w firmie B&P Engineering w Przeworsku. Będziemy też szczepić w: Rzeszowie, Dębicy, Mielcu, Tarnobrzegu, Jaśle, Stalowej Woli, Leżajsku, Przemyślu, Krośnie, Dębicy i Łańcucie. W tej chwili obsługujemy już 108 punktów w regionie. Oczywiście do każdego wyjazdu dopłacamy ok. 1,5 tys. zł, ale traktujemy to jako misję. Co mogę jeszcze dodać? Szczepmy się, szczepmy się, szczepmy się, a będzie lepiej. Już w lipcu zaczniemy wracać do normalności. Każda zaszczepiona osoba w Medyku dostaje ulotkę, jak reanimować i skierowanie na mammografię, kolonoskopię, a także propozycję wykonania po promocyjnych cenach szybkich testów antygenowych, albo z kropli krwi, które wykażą, czy nie jesteśmy np. w trakcie zakażenia, lub czy mamy antyciała po przechorowaniu. Wtedy warto może odłożyć szczepienie.
– Jeździcie też ze szczepionkami do osób leżących w domach. Czy to dużo większe obciążenie całego zespołu Medyka?
– Tak, to kolejne wyzwanie, ale złożyliśmy deklarację, że będziemy jeździć tam, gdzie nikt jeździć nie chce i tego się trzymamy. Mamy program z GPS, który wyznacza nam najbliższą drogę, bo niestety ci pacjenci są bardzo rozproszeni w terenie. To przede wszystkim leżący obłożnie chorzy ludzie, którzy czekają na naszą pomoc i my z nią śpieszymy.
– Medyk to rodzinna firma. W którym kierunku chce ją Pan rozwijać? Ostatnio podjął Pan decyzję o otworzeniu się szerzej na pacjentów onkologicznych. Co jeszcze?
– Przez 32 lata to ja z żoną wyznaczałem kierunki. Mamy czworo dzieci, a Medyk był zawsze naszym piątym dzieckiem, które często kradło nasz rodzicielski czas reszcie. Teraz pałeczkę przejmują oni. Syn postawił na informatyzację, e-zdrowie, kupiliśmy najnowocześniejsze oprogramowanie. Jeden syn jest kardiologiem jak ja, drugi architektem, córka prawnikiem, druga pediatrą jak mamusia, synowa prawniczka, zięć kardiolog. Jestem spokojny o los Medyka. A jeszcze cztery wnuczki i 4,5 mln zł kredytu. Dla wszystkich wystarczy (śmiech).

Z dr. Stanisławem Mazurem, internistą, kardiologiem, prezesem Centrum
Medycznego Medyk w Rzeszowie Rozmawiała Anna Moraniec

8 Responses to "Leczenie jest jego pasją"

Leave a Reply

Your email address will not be published.