Lek dopuszczony do stosowania jest „be”, niedopuszczony „cacy”

Amantadyna przepadła, jeżeli chodzi o leczenie COVID-19. Uznało tak gremium specjalistów, z którymi ani nie mogę, ani nie chcę dyskutować. Jako zwykłemu Kowalskiemu nasuwają mi się jednak pewne wątpliwości, które oczywiście na pewno łatwo da się rozwiać, jeżeli tylko ktoś zechce. Zacznijmy od początku. Z pandemią walczymy już blisko dwa lata. O ile dość szybko udało się znaleźć szczepionkę, bo dystrybuowano ją już po niespełna roku (pandemię w Polsce ogłoszono w marcu 2020 r., a szczepić zaczęto w grudniu 2021 r.), leku jako takiego nie dało się jednak wynaleźć. Oczywiście nikt nie mówi, że pacjentów nie leczono, podawano im heparyny, zapobiegające zakrzepom, remdesivir, wcześniej stosowany przeciwko wirusowi Ebola czy MERS, osocze ozdrowieńców, ale tak naprawdę nic nie spełniało swoich zadań. Ciężko chorzy wcześniej czy później trafiali pod respirator i tu wychodził… kto silniejszy. Niestety taka jest prawda. Gdy do użycia dopuszczono remdesivir, jego skuteczności w leczeniu COVID-19 dowodziły tylko niepublikowane jeszcze wyniki polskiego badania SARSTer, w którym stwierdzono blisko 40 proc. niższą śmiertelność i o 13 proc. częstszą poprawę kliniczną u chorych leczonych – dowodził tego zresztą prof. Robert Flisiak. Podkreślając przy tym, że najbardziej jest skuteczny w pierwszych dniach choroby, czyli na pewno nie w leczeniu szpitalnym. Kiedy więc stan pacjenta się pogarszał i następowała ostra niewydolność oddechowa, podawano tocilizumab, lek biologiczny, immunosupresyjny, stosowany głównie w leczeniu reumatoidalnego zapalenia stawów i ciężkiej postaci zapalenia stawów u dzieci, który nie działał bezpośrednio na wirusa, ale był w stanie opanować reakcje autoimmunologiczne. Pacjentom, którym ze względu na uszkodzenie płuc nie pomagał już nawet respirator, a jeszcze „rokowali” (cokolwiek to znaczy), pozostawało tylko ECMO- terapia ostatniej szansy. Jest to jeszcze bardziej zaawansowany sposób na pozaustrojowe natlenowanie krwi, które jest nazywane również sztucznym płucem. Pacjentom w najcięższym stanie podaje się również deksametazon, steryd z grupy glikokortykosteroidów. Dotychczas był on stosowany powszechnie w leczeniu chorób reumatycznych i autoimmunologicznych, ze względu na silne i długotrwałe działanie przeciwzapalne. Ostatnio Ministerstwo Zdrowia głośno poinformowało w mediach, że lekarze podstawowej opieki zdrowotnej otrzymują już z Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych Molnupiravir (Lagevrio), czyli lek antywirusowy, opracowywany przez firmę Merck Sharp & Dohme we współpracy z Ridgeback Biotherapeutics. Lek nie dopuszczony w Unii Europejskiej, ale rekomendowany przez resort zdrowia. Powyższa rekomendacja „ ma wesprzeć organy krajowe, które mogą podjąć decyzję o możliwym wczesnym zastosowaniu leku przed dopuszczeniem do obrotu, na przykład w sytuacjach nagłych, w świetle rosnącego wskaźnika zakażeń i zgonów z powodu COVID-19 w całej UE. Z dopiskiem, że: „rozpoczęcie terapii produktem leczniczym Lagevrio nie wymaga pisemnej zgody pacjenta”. To wszystko w sytuacji, gdy jeszcze w listopadzie koncern farmaceutyczny Merck pisał, że badania pochodzące od ponad 1400 osób dorosłych pokazały, że „skuteczność molnupiraviru jest mniejsza niż oczekiwano” (…) A „lek ma redukować wspomniane ryzyko (ciężkiej choroby) jedynie o 30 procent.” I tu nasuwa się myśl – Ale o co tu chodzi? Odpowiedz jest znana wszystkim. Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Potwierdza to też dr Bodnar, który na stronie przychodni „OPTIMA” pisze: „Nieprzypadkowe jest, że właśnie teraz wchodzą nowe drogie leki na COVID-19 (koszt terapii to minimum 3000 zł, a lek (…) bez rejestracji, budzi wiele problemów natury prawnej. Dziwi go też, że przy ogromnej liczbie chorych na COVID-19, po kilkaset tys. dziennie, od kilku miesięcy nie udało się zebrać wymaganej do badania nad amantadyną liczby kilkuset pacjentów. Ubolewa też, że rząd dopuszcza do stosowania lek niezarejestrowany, a wzdraga się przed dopuszczeniem, przynajmniej warunkowo, leku od lat zarejestrowanego, także w Polsce. Co ciekawe, amantadynę też najlepiej jest podawać w pierwszych dniach od zainfekowania, gdy chory ma jeszcze lekkie objawy, a nie kiedy trafia do szpitala. I koło się zamyka…

Redaktor Anna Moraniec

3 Responses to "Lek dopuszczony do stosowania jest „be”, niedopuszczony „cacy”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.