
Lekarze rodzinni alarmują, że bałagan wokół doustnego leku antywirusowego – molnupiravir – stosowanego we wczesnej fazie leczenia COVID-19 trwa. I dodają wprost: leku widmo na COVID-19 jak nie było, tak nie ma. A przecież, według zapewnień ministra zdrowia miał być. Według zapewnień miał trafiać do osób dorosłych z rozpoznanym COVID-19, u których wystąpiły objawy choroby w ciągu ostatnich 5 dni i które należą do grupy ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19. Czyli sporej grupy osób, bo w wieku >65 lat, z aktywnym procesem nowotworowym (nowotwory złośliwe), leczonych immunosupresyjnie, z niewydolnością serca, czy chorobą niedokrwienną serca, z kardiomiopatią, cukrzycą, przewlekłą obturacyjną chorobą płuc, otyłością (BMI >35), przewlekłą chorobą nerek, oraz pensjonariuszy domów pomocy społecznej. Ba, do kilku przychodni w regionie trafiło nawet po kilka opakowań. Wygląda jednak na to, że jak zwykle na szumnych zapowiedziach, że będziemy leczyć COVID-19, po prostu się skończyło. Pojawił się już bowiem komunikat, że leku zabrakło i będzie dostępny dopiero… od 14 lutego. Oczywiście po wcześniejszym zamówieniu i dostawie. Co jednak z pacjentami, którzy dowiedzieli się z mediów, że lek jest, potrzebują go, ale zamiast niego dostaną teraz przysłowiową „figę z makiem”? Ewentualnie, obietnicę, że dostaną go za tydzień? Tylko po co, skoro powinien być podany w ciągu pierwszych 5 dni od zakażenia? Skoro więc leku nie było, albo był w ilościach śladowych, bo jak inaczej mógł się skończyć po kilku dniach, to nie trzeba było robić zamieszania, ogłaszać uroczyście w mediach, że jest. Tym bardziej, że ministerstwo zdrowia do tej pory nie przekazało lekarzom charakterystyki reklamowanego produktu leczniczego, i jak zwracają uwagę medycy – „nigdzie nie podano oficjalnej informacji o tym, że minister zdrowia Adam Niedzielski podpisał decyzję o zastosowaniu tego leku w Polsce”. Lekarze podkreślają, że jest to niezbędne, gdyż molnupiravir nie jest dopuszczony do stosowania w Unii Europejskiej. Podawany jest pacjentom w: Stanach Zjednoczonych, Australii i Wielkiej Brytanii. Europejska komisja ds. leków podobno wydała już zgodę, ale nadal lek nie jest zarejestrowany, a więc formalnie nie spełnia wymogów do stosowania w Polsce. Jak informuje Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie: „Pacjent musi być świadomy, że chodzi o lek, który na terenie UE nie jest jeszcze dopuszczony do stosowania”. To może budzić poważne obawy o wiarygodność wszystkiego, co podaje ministerstwo.
Redaktor Anna Moraniec




2 Responses to "Lek widmo, miał być, a go nie ma"