
RZESZÓW. Jacek H., lekarz gastrolog, chciał dobrowolnie poddać się karze jednego roku w zawieszeniu na 3 lata.
Sąd Rejonowy w Rzeszowie oddalił w piątek wniosek o dobrowolne poddanie się karze 57-letniego Jacka H., znanego lekarza gastrologa, który w grudniu ub.r. potrącił śmiertelnie na przejściu dla pieszych w rejonie Nowego Świata 27-letniego Andrzeja Lutaka. – Rok więzienia w zawieszeniu za śmierć człowieka to skandal. Jestem zadowolony, że człowiek odpowiedzialny za naszą tragedię będzie miał normalny proces. Sprawiedliwości musi stać się zadość – mówił po ogłoszeniu decyzji sądu Leszek Lutak, ojciec potrąconego mężczyzny. Co szokujące, tuż po wypadku lekarz zamiast rzucić się na pomoc potrąconemu… poszedł sprawdzić, jak bardzo uszkodził swój samochód.
– Wobec sprzeciwu ojca reprezentującego prawa zmarłego pokrzywdzonego wniosek nie został uwzględniony i sprawa została zwrócona prokuratorowi – potwierdziła nam w piątek sędzia Alicja Kuroń, wiceprezes Sądu Rejonowego w Rzeszowie. – To nie chodzi o zemstę, bo nikt ani nic nie wróci życia mojemu synowi. Chcę, by zapadł wyrok sprawiedliwy i adekwatny do czynu, którego ten człowiek się dopuścił – komentował Leszek Lutak, który w procesie będzie oskarżycielem posiłkowym. Na Jacku H. ciąży zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, za co grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8 i zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych od roku do 15 lat.
Przypomnijmy. Do tragicznego wypadku doszło 3 grudnia 2018 r. Była 6.50. Andrzej Lutak zmierzał na przystanek autobusowy, z którego chciał się dostać do centrum, przechodził przez oznakowane przejście dla pieszych na ul. Krakowskiej. Był już na wewnętrznym lewym pasie ruchu, gdy uderzyło w niego jadące tym samym pasem Volvo za kierownicą którego siedział 57-letni Jacek H., znany w Rzeszowie i regionie gastrolog. – Syn praktycznie schodził już z przejścia gdy został uderzony zderzakiem w nogę i wciągnięty na samochód. Uderzył głową o szybę od strony kierowcy – opowiadał nam ojciec ofiary. – Prędkość z jaką poruszał się kierujący musiała być duża, bo ciało syna przeleciało prawie 25 metrów. Co do prędkości, z jaką poruszał się Jacek H. prokuratura nie wypowiada się. Z reportażu, który ukazał się w TVN „Uwaga” wynika, że samochód jechał prawdopodobnie z prędkością około 93 km na godzinę. Taką prędkość podał poproszony o analizę nagrania z monitoringu rzeczoznawca samochodowy. Pana Leszka Lutaka zszokowało szczególnie zachowanie Jacka H. tuż po wypadku. – Ten człowiek jest lekarzem, a nie udzielił mojemu synowi pierwszej pomocy. Zrobił to dopiero policjant, który przyjechał na miejsce. Do dzisiaj zresztą nie nawiązał z nami kontaktu. Nie przeprosił… – dodaje. – Trudno zakładać, że lekarz specjalista nie zna podstawowych czynności, sprawdzających funkcje życiowe. Trzeba wymagać od medyka odpowiedniego zachowania z uwzględnieniem jego kwalifikacji i umiejętności. Powinno to być zachowanie o wyższym progu staranności i zaangażowania niż od osoby bez wiedzy medycznej – podkreśla w TVN „Uwaga” Arkadiusz Jóźwik, ekspert prawa medycznego, radca prawny. – Mamy tu dwa czyny do rozpatrzenia. Kierowca, który nie udziela pomocy ofierze wypadku popełnia czyn zabroniony. Było kogo ratować. Ta pomoc była obiektywnie możliwa. Prokurator powinien uwzględnić te okoliczności w innym, lub tym samym postępowaniu – zaznacza ekspert.
Katarzyna Szczyrek



8 Responses to "Lekarz, który śmiertelnie potrącił 27-latka będzie miał proces"