Lekarz w Mielcu dyżurował 10 dni pod rząd!

- Dyżur w pogotowiu to ciężka i odpowiedzialna praca, duże obciążenie psychiczne. Według mnie, 10-dniowy dyżur bez przerwy jest niemożliwy do wytrzymania - mówi lek. med. Andrzej Włodyka. Fot. Archiwum
– Dyżur w pogotowiu to ciężka i odpowiedzialna praca, duże obciążenie psychiczne. Według mnie, 10-dniowy dyżur bez przerwy jest niemożliwy do wytrzymania – mówi lek. med. Andrzej Włodyka. Fot. Archiwum

MIELEC. – To nie do wytrzymania – mówi lekarz medycyny ratunkowej z 20-letnim stażem. – To zagraża bezpieczeństwu pacjentów i samego medyka.

Kilka dni temu w Białogardzie zmarła lekarka, która pełniła dyżur w szpitalu przez cztery doby. Jeden z lekarzy w mieleckim pogotowiu pełnił dyżur nieprzerwanie od 10 dni. „Je tam, śpi, myje się i pracuje. Czy praca non stop jest do zaakceptowania? Czy lekarz, po którejś tam dobie dyżuru, jest w stanie profesjonalnie zająć się pacjentem i mu nie zaszkodzić? – pyta Jerzy Z. z podmieleckiej wsi.

– Problem z obsadzeniem dyżurów jest nie tylko u nas. W całej Polsce brakuje bowiem tzw. lekarzy systemu, którzy mogą pełnić dyżury w karetce, czyli lekarzy medycyny ratunkowej, anestezjologów, internistów, chirurgów, pediatrów czy ortopedów – mówi Aneta Dyka-Urbańska, rzecznik prasowy Pogotowia Ratunkowego w Mielcu. – Nasze pogotowie podpisało umowę na pełnienie dyżurów z firmą zewnętrzną. Dziesięciodniowy dyżur to była wyjątkowa sytuacja, która zdarzyła się raz w sezonie urlopowym. We wrześniu na grafiku najdłuższy dyżur trwa tylko trzy dni z rzędu.

Pani rzecznik podkreśla, że praca w karetce jest specyficzna, bo lekarz nie ma do czynienia cały czas z pacjentem, jak na SOR czy oddziale. – Tu jest praca od wyjazdu do wyjazdu. W międzyczasie lekarz może odpocząć i się zrelaksować – mówi. Dodaje również, że nigdy nie było skarg na pracę załóg lekarskich, wprost przeciwnie.

Powiat mielecki obsługuje 5 karetek, dwie specjalistyczne z lekarzem i trzy podstawowe, obsadzone ratownikami medycznymi.

Czy 10 dni dyżuru to zwykła praktyka na pogotowiu?

– Mamy duży niedobór lekarzy systemu, ale dyżur przez dziesięć dni? To niemożliwe – mówi Andrzej Włodyka, specjalista medycyny ratunkowej, kierownik Pogotowia Ratunkowego w Strzyżowie. – Praca w pogotowiu to ogromny stres. Musimy być cały czas w gotowości. Nawet sen nie jest snem. Pracuję w ratownictwie ponad 20 lat i wiem, co mówię. Śpiąc w domu nie słyszę nawet burzy, w pogotowiu w nocy nie śpię, tylko czuwam, i słyszę każdy szmer. Faktem jest, że w pogotowiu nie ma komu dyżurować i wszyscy lekarze systemu dostają propozycje pracy na całkiem przyzwoitych warunkach z różnych miejsc Polski. Wybór należy do nas samych., ja dyżuruję tylko w karetce i w szpitalnym oddziale ratunkowym miejscowego szpitala.

KOMENTARZ
Jolanta Czekierda-Stamenkovic, z-ca dyrektora ds. medycznych Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie:

– Normalny lekarz nie jest w stanie wytrzymać trwającego 10 dni dyżuru. 2 doby to maksymalny czas pracy non stop. To nieważne, czy wyjazdów jest dużo, czy mało. Będąc na dyżurze jesteśmy cały czas w gotowości. Mamy określony czas na wyjazd karetki. Nie możemy wyjść na spacer czy do sklepu. Śpimy (czuwamy) w ubraniu, więc to nie jest relaks czy odpoczynek. Nikt z moich lekarzy (ani ja sama) nigdy nie dyżurował tak długo. Przecież po 4 dobach niespania człowiek zdradza objawy psychotyczne. Nie chciałabym, żeby mnie reanimował lekarz będący na dyżurze którąś dobę z rzędu. 10-dniowe dyżury to patologia, którą ktoś powinien ukrócić.

Anna Moraniec

18 Responses to "Lekarz w Mielcu dyżurował 10 dni pod rząd!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.