Lekarz zabił na pasach. Minęło kilka miesięcy, a sprawa nadal nie trafiła do sądu

Do tragicznego wypadku doszło 3 grudnia na oznakowanym przejściu dla pieszych na ul. Krakowskiej w Rzeszowie. W miejscu tragedii nieustannie palą się znicze. Fot. Paweł Dubiel

RZESZÓW. Jacek H., lekarz gastrolog, chciał dobrowolnie poddać się karze. Nie zgodził się na to ojciec ofiary, który od początku domagał się procesu.

Sprawa znanego w regionie lekarza, 57-letniego Jacka H., który w grudniu ub.r. na przejściu dla pieszych w rejonie Nowego Świata potrącił śmiertelnie 27-letniego Andrzeja Lutaka, obiegła media nie tylko podkarpackie, ale i krajowe. Reportaż w tej sprawie zrobili nawet dziennikarze z programu „Uwaga” emitowanego w TVN. Sprawa niby prosta i oczywista, bo nie chodzi tu o np. skomplikowane zabójstwo, tyle że do dziś nie ma aktu oskarżenia, a tym samym postępowanie nie może trafić do sądu. Kiedy więc prokuratura zakończy śledztwo, a rodzina ofiary doczeka się sprawiedliwości?

O tragicznym wypadku, do którego doszło 3 grudnia ub.r. na oznakowanym przejściu dla pieszych na ul. Krakowskiej w Rzeszowie zrobiło się głośno za prawą faktu, że za kierownicą samochodu, który śmiertelnie potrącił przechodzącego na pasach mężczyznę siedział znany gastrolog – Jacek H. 57-latek usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, za co grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8 i zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych od roku do 15 lat. Lekarz złożył do sądu wniosek o dobrowolne poddanie się karze, proponując karę 1 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, 8 tys. zł grzywny, poniesienie kosztów postępowania i zakaz prowadzenia pojazdów przez trzy lata. Prokuratura wstępnie na to przystała i wniosek został skierowany do sądu. Na takie zakończenie sprawy nie zgodził się jednak ojciec tragicznie zmarłego 27-latka, więc Sąd Rejonowy w Rzeszowie początkiem marca nie uwzględnił wniosku lekarza i sprawa została zwrócona prokuraturze. Od daty wydania tego rozstrzygnięcia w czerwcu miną 3 miesiące, dlatego zapytaliśmy prokuraturę o to, co aktualnie dzieje się w śledztwie. – Sprawa w dalszym ciągu jest w toku – przyznaje prok. Renata Krut, szefowa Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszów.

Powstaje pytanie, dlaczego tak długo? Tego jednak nie udało nam się dowiedzieć. O szczegółach śledztwa prokurator nie chciała mówić, dopóki nie zostaną podjęte ostateczne decyzje. Na końcu rozmowy dodała jednak: – Mam informację od prokuratora, że prawdopodobnie w czerwcu zapadnie już ostateczna decyzja.

„Tu nie chodzi o zemstę”

Opinia publiczna i zainteresowanie mediów tą sprawą to jedno. Jednak na zakończenie powstępowania czeka przede wszystkim ojciec ofiary Leszek Lutak, który w procesie będzie oskarżycielem posiłkowym. – Tu nie chodzi o zemstę, bo nikt ani nic nie wróci życia mojemu synowi – podkreśla. – Chcę, by zapadł wyrok sprawiedliwy i adekwatny do czynu, którego ten człowiek się dopuścił – dodaje.

Ojciec ofiary wypadku – Leszek Lutak od początku domagał się procesu.

Przypomnijmy. Do wypadku doszło o godz. 6.50. Andrzej Lutak zmierzał na przystanek autobusowy którym chciał się dostać do centrum, przechodził przez oznakowane przejście dla pieszych na ul. Krakowskiej. Był już na wewnętrznym lewym pasie ruchu, gdy uderzyło w niego jadące tym samym pasem Volvo. – Syn praktycznie schodził już z przejścia gdy został uderzony zderzakiem w nogę i wciągnięty na samochód. Uderzył głową o szybę od strony kierowcy – opowiadał nam wówczas ojciec ofiary. – Prędkość z jaką poruszał się kierujący musiała być duża, bo ciało syna przeleciało prawie 25 metrów.

Co do prędkości z jaką poruszał się Jacek H. prokuratura nie wypowiada się. Z reportażu, który ukazał się w TVN „Uwaga” wynika, że samochód jechał prawdopodobnie z prędkością około 93 km na godzinę. Taką prędkość podał poproszony o analizę nagrania z monitoringu rzeczoznawca samochodowy. Pana Leszka Lutaka zszokowało również zachowanie Jacka H. tuż po wypadku. – Ten człowiek jest lekarzem, a nie rzucił się na ratunek mojemu synowi, tylko sprawdzał uszkodzenia samochodu – relacjonował. –  Do dzisiaj zresztą nie nawiązał z nami kontaktu ani nie przeprosił – dodaje.

Katarzyna Szczyrek

16 Responses to "Lekarz zabił na pasach. Minęło kilka miesięcy, a sprawa nadal nie trafiła do sądu"

Leave a Reply

Your email address will not be published.