
„Dziś zaczyna się oddolna inicjatywa lekarzy – tydzień zdrowia. Tysiące lekarzy z całego kraju, z największym żalem opuszczą swoich pacjentów, by ratować własne zdrowie, w oczekiwaniu na długo wyczekiwaną reformę ochrony zdrowia i poprawę warunków pracy” – informowali w poniedziałkowym wpisie na FB młodzi lekarze.
Czy szpitale na Podkarpaciu odczują ubytek lekarzy rezydentów na dyżurach? – Na tę chwilę nic nie wiem o zwiększonej absencji. Kilku rezydentów zostało nawet oddelegowanych na izbę przyjęć. Oczywiście jest wśród nich duże rozgoryczenie w związku z przesunięciem w czasie wiosennych egzaminów ustnych – przyznaje dr n. med. Janusz Ławiński, dyrektor Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 1 w Rzeszowie. Zwiększonej absencji wśród lekarzy rezydentów nie zauważa też Barbara Rogowska, dyrektor KSW nr 2 w Rzeszowie, największego szpitala w regionie, który ma „na stanie” największą liczbę rezydentów. – Mam nadzieję, że odstąpią od protestu. Będziemy to jednak obserwować z dużym niepokojem – mówi.
Mają rację
Podjętym przez młodych lekarzy działaniom nie dziwi się dr n. med. Zdzisław Szramik, szef lekarskich związków zawodowych w regionie, członek władz krajowych OZZL. – Rząd liczy na to, że „jakoś to będzie” i traktuje lekarzy jak zło konieczne. Świadczą o tym chociażby ostatnie podwyżki – 19 zł dla specjalisty, podczas gdy waloryzacja najniższych emerytur to ponad 50 zł. Woli sprowadzić znachorów ze wschodu niż zagwarantować godne warunki pracy polskim lekarzom, to musiało się tak skończyć – komentuje . To samo piszą na Facebooku rezydenci. „Niewydolny, niedofinansowany od lat system upada pod naporem pandemii COVID-19, a lekarze zostają z tym sami, bez jakiegokolwiek wsparcia rządu. Minister Zdrowia wydaje kolejne szkodliwe decyzje – zamiast uwolnić kilka tysięcy młodych lekarzy po testowej części Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego, woli trzymać ich w gotowości do części ustnej (niepraktykowanej nigdzie indziej w UE). Lekarze dwoją się i troją, zastępują chorych kolegów na dyżurach, nie będąc w stanie zabezpieczyć podstawowych standardów świadczeń dla pacjentów, a minister w tym czasie blokuje powrót kilku tysięcy specjalistów do pracy. Minister drwi z Naszego wysiłku! Tymczasem, gdy blokowani są Polacy, ministerstwo ściąga lekarzy spoza UE – przy czym nawet nie próbuje weryfikować ich kwalifikacji zawodowych czy znajomości języka polskiego. Polskich lekarzy trzeba za to egzaminować kilkakrotnie z tego samego materiału…” – podnoszą.
Dodają również, że „z całej Polski dobiegają sygnały o powołaniach lekarzy do walki z COVID-19. Znów wojewodowie nie odrobili lekcji i nie przygotowali się, aby wykonać sumiennie swój obowiązek. Znów powołuje się przewlekle chorych czy kobiety karmiące. Ile jeszcze fal pandemii musi minąć, by rozwiązać tak proste zagadnienie administracyjne jak pozyskanie informacji o przeciwwskazaniach do powołania lekarzy w danym województwie? Niektóre osoby z przeciwwskazaniami w drugiej fali zostały ponownie powołane teraz, bo nikt tych przeciwwskazań nigdzie nie odnotował. Co więcej powołuje się lekarzy z POZ – z pierwszej linii frontu. Jaki będzie tego efekt? Dla nas oczywisty, ale chyba nie dla decydentów. Pacjenci, którzy nie będą mogli uzyskać pomocy w POZ pójdą na już skrajnie przeciążony SOR! SOR, na którym pacjenci spędzają wiele godzin bez zapewnienia chociażby bezpiecznej epidemiologicznie odległości. SOR, który nie jest gotowy do walki z tą pandemią, mimo, że to już trzecia fala”.
Dofinansowanie ochrony zdrowia? „Nic z tych rzeczy. Rada Dialogu Społecznego (na której lekarze nie mieli prawa głosu!) ustaliła po raz kolejny, że zdrowie pacjentów nie jest priorytetem dla władz Państwa Polskiego. (…) Podwyżki dla lekarzy, aby zachęcić ich do pracy w tych krytycznie ciężkich warunkach? Nie ma problemu! 19 zł miesięcznie BRUTTO podwyżki dla lekarza specjalisty. Tyle jest warta wg. MZ jego wiedza i umiejętności”.
Mają DOSYĆ
„Dosyć obojętności polityków na krzywdę i śmierć Polaków. Nie ma możliwości zaopatrywania bieżących problemów zdrowotnych, a wciąż wydłuża się kolejka przekładanych wciąż zaległych wizyt. Dla wielu pacjentów, w tym zwłaszcza onkologicznych, ta kolejka może się okazać śmiertelnie długa. Wiemy, że lekarze dawali z siebie 300 proc. w poprzednich dwóch falach pandemii i nie mają już siły walczyć samotnie. Wiemy, że ogarnia ich bezsilność, frustracja i wypalenie. Wiemy, że wielu z nich zdecydowało, że nie może już tak dłużej pracować i skorzystało z urlopów lub zwolnień lekarskich, aby ratować swoje własne zdrowie. Nie możemy mieć do nich o to pretensji. Żal mamy jedynie do polityków, że podczas gdy my walczymy ze wszystkich sił i z narażeniem własnego zdrowia i życia, oni nadal zamiast nam pomagać, utrudniają walkę z pandemią. Ciągle zmieniane nakazy, zakazy i brak realnych działań” – kontynuują. I pytają publicznie: „Co musi się wydarzyć, aby politycy w końcu zainteresowali się zdrowiem zwykłego Kowalskiego, którego nie stać na leczenie prywatne, a nie ma on dostępu poza kolejnością do szpitali MSWiA tak jak rządzący. Ile jeszcze osób musi umrzeć lub stracić sprawność, by rząd wprowadził realną reformę ochrony zdrowia zamiast niekończących się prac kosmetycznych i gaszenia pożarów, które w środowisku zwykło się już nazywać „pudrowaniem trupa”?
„Nie chcemy opuszczać potrzebujących, ale też nie możemy już tak dłużej pracować, utrzymując na własnych barkach cały system, bez jakiejkolwiek pomocy rządu. Przepraszamy Was pacjenci, ale jest to heroizm jakiego nie powinno się od kogokolwiek wymagać. To już zbyt wiele. Ile można nie spać? Ile śmierci oglądać każdego dnia? Oczekujemy stanowczych działań Ministerstwa Zdrowia! Tylko od tych działań będzie zależało, czy i kiedy lekarze wrócą do pracy. Mamy nadzieję, że rząd nie każe pacjentom czekać dłużej niż tydzień”. – Niezrozumiałe dla mnie jest postępowanie niektórych konsultantów krajowych, którzy nie chcą zwolnić – jak podkreślam – z części egzaminu, jakim jest egzamin ustny, w przypadku zdania egzaminu testowego. 500 rezydentów z zakresu chorób wewnętrznych, prawie 200 z intensywnej terapii – to są młodzi ludzie, którzy w tej chwili przebywają na urlopach szkoleniowych, ucząc się do najważniejszego egzaminu w życiu i są zmuszeni do podróży po Polsce – mówił prof. Matyja, szef Naczelnej Rady Lekarskiej w niedzielnym programie TVN24. Podał też przykład rezydenta anestezjologii, który miesiąc temu pod nadzorem swojego kierownika specjalizacji znieczulał do zabiegu pacjenta z tętniakiem aorty, po południu biegł do innego zakładu opieki zdrowotnej, by pomóc znieczulać, a nie ma dokumentu i nie jest specjalistą.
– Gdy słyszę od niektórych konsultantów krajowych, że to obniży jakość kształcenia – to w kontekście tego, że zapraszamy lekarzy spoza Unii Europejskiej i od nich nie żądamy egzaminu ustnego, dajemy im zezwolenie na pracę – traktu
jemy tego polskiego lekarza, nie tak jak się powinno traktować. Wskazał przy tym, że chodzi o ponad 3 tysiące lekarzy po 6-letnim trudnym okresie rezydentury.
Anna Moraniec


