
nadal są ślady krwi. Fot. Archiwum
– Wracaliśmy do domu, gdy zobaczyliśmy chłopaka biegającego po chodniku i ulicy. Krzyczał jak opętany, że ma odciętą rękę – opowiadają świadkowie. – Wszędzie była krew – na chodniku, bramie i wiszącej na niej skrzynce na listy. Ludzie ze służb drogowych szorowali to szczotkami, ale nie udało im się wszystkiego wyczyścić – mieszkanka ul. Lipy wskazuje brunatne plamy na kostce. Ślady po poniedziałkowej jatce.
Było ok. godz. 22. – Pokrzywdzony jechał rowerem – relacjonował prok. Krzysztof Ciechanowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. – Zatrzymał się, gdy nagle podjechał do niego napastnik na skuterze. Narzędziem typu tasak kuchenny odciął mu dłoń u lewej ręki, a następnie uciekł w nieznanym kierunku.
Historia ta wciąż budzi grozę
– Chłopak jechał do kolegi. Spadł mu łańcuch. Gdy próbował naprawić rower, podjechał tamten mężczyzna. Zamachnął się maczetą i odciął mu dłoń. A potem uciekł – opowiada jeden ze świadków. 21-latek sam wezwał karetkę. Potem zadzwonił po kolegę. – Na to nadeszło małżeństwo. Myśleli, że tamci się wygłupiają. Kiedy usłyszeli: „Ja mam rękę odciętą!”, zauważyli, że na ziemi faktycznie leży dłoń – kontynuuje z przejęciem mieszkanka Leżajska.
Udało nam się dotrzeć do osób, które jako pierwsze udzielały okaleczonemu pomocy. – Wracaliśmy do domu od rodziców, gdy zobaczyliśmy chłopaka biegającego po chodniku i ulicy. Krzyczał, jak opętany, że ma odciętą dłoń. Jego kolega rozmawiał już przez telefon z ratownikiem – wspomina kobieta. Ten polecił mu uciskać krwawiącą kończynę. – Pobiegłam do domu po pasek, którym można było obwiązać rękę. Zabrałam też lód, żeby obłożyć mu dłoń – zauważa. W międzyczasie znajomy uspokajał 21-latka. Świadkowie ucisnęli ranę i obłożyli oderwaną kończynę lodem. Chwilę potem przyjechała policja i karetka.
Ranny trafił do Szpitala Specjalistycznego im. Ludwika Rydygiera w Krakowie, gdzie przeszedł kilkugodzinną operację. Zespół lekarzy pod kierunkiem znanej specjalistki z chirurgii plastycznej i rekonstrukcyjnej dr Anny Chrapusty zdołał przyszyć mężczyźnie odciętą dłoń.
Dr Artur Asztabski, prezes krakowskiego szpitala im. Rydygiera, w rozmowie z radiem RMF FM przyznał, że to jedna z najtrudniejszych operacji, jakie przeprowadzono w placówce. Trwała kilka godzin. – Te operacje wymagają od operatorów dużego doświadczenia i wiedzy. Musimy zszyć naczynia, więzadła, mięśnie, powięzi, wszystko to musi być szyte tak, by ręka żyła, żeby ukrwienie, czucie i ruchy były właściwe – zaznaczył.
Prezes szpitala podkreślił, że bardzo istotny jest czas: „ – żeby nie doszło do zmian już nieodwracalnych, martwicy tkanek”. Pytany, kiedy będzie wiadomo, czy ręka przyszyta 21-latkowi się przyjęła, odparł: – Na wstępnym etapie można tylko ocenić, czy jest ukrwienie. Natomiast jeśli chodzi o ruchy ręki, to to wymaga czasu, dlatego że tkanki są obrzęknięte. To wszystko nie funkcjonuje jeszcze właściwie. No i później ręka na pewno będzie wymagała rehabilitacji.
– Pierwsza diagnoza to kwestia kilku dni, kiedy możemy ocenić wczesne objawy tego, jak ręka została przyjęta – zaznaczył dr Artur Asztabski.
Był znany policji
Podejrzany o napaść na 21-latka już następnego dnia został zatrzymany w jednym z lokali gastronomicznych w Leżajsku. To 43-letni Marek T., mieszkaniec powiatu leżajskiego. Znaleziono przy nim tasak kuchenny, którym miał odciąć dłoń. Narzędzie poddano badaniom. – Oprócz własnych ustaleń, zeznań czy zabezpieczonego monitoringu chcieliśmy potwierdzenia, że zabezpieczone ślady należały do pokrzywdzonego – wyjaśnia prok. Ciechanowski. Dlatego z przesłuchaniem zatrzymanego wstrzymano się do otrzymania wyników.
W środę mężczyzna został przesłuchany. – Postawiono mu zarzut spowodowania ciężkiego kalectwa. Podejrzany przyznał się do zarzuconego mu czynu i złożył obszerne wyjaśnienia – informuje prok. Ciechanowski.
Jeszcze w środę prokurator skierował do sądu wniosek o środek zapobiegawczy w postaci 3-miesięcznego aresztu dla Marka T. W czwartek sąd przychylił się do wniosku. Mężczyźnie grozi od 3 do 15 lat więzienia.
Prokuratura nie zdradza szczegółów dotyczących wyjaśnień złożonych przez podejrzanego. – Nie przesłuchaliśmy jeszcze pokrzywdzonego. Chcemy poczekać aż wydobrzeje, poznać jego wersję i skonfrontować ją z tym, co powiedział podejrzany – wyjaśnia rzecznik Prokuratury Okręgowej.
W Leżajsku mają jednak swoje teorie. – Gdy dowiedzieliśmy się, kim są napastnik i okaleczony, od razu było wiadomo, że to nie przypadek. Jeden i drugi są z półświatka. Pewnie mieli jakieś porachunki – ocenia jeden z naszych rozmówców. – Ten młody mieszka w Leżajsku, w blokach, przy ul. Mickiewicza. A ten, co to zrobił, jest ze Starego Miasta – precyzuje. – Jego matka to taka dobra kobieta. Ma czterech synów, z którymi zawsze miała problemy, a z nim najbardziej. Nawet z domu potrafił wynosić różne rzeczy, jeśli ich nie zamknęła – zaznacza ktoś inny.
W miejscowości, z której pochodzi Marek T., aż huczy od sensacyjnych doniesień. – Ostatniej nocy brygada z bronią zrobiła tu nalot. Obstawili cały dom rodzinny T. Szukali dowodów, ale niczego nie znaleźli. On nie mieszka tu, tylko w Leżajsku – tłumaczy napotkany mężczyzna. – Od dawna był zamieszany w podejrzane interesy. Na swoim koncie ma kradzieże i gorsze rzeczy – twierdzi. To plotki? – pytamy. – Nie, informacja! Sam tego nie robił. Różne tu są połączenia. Dużo by mówić…, ale ludzie są przestraszeni, więc milczą
– kwituje.
We wsi mówią, że był już w więzieniu. – Tak, mogę potwierdzić, że 43-latek był karany za jazdę na rowerze pod wpływem alkoholu oraz kradzieże. Ale nie będzie kwalifikacji w warunkach recydywy, bo nie siedział w więzieniu na tyle długo – tłumaczy prok. Krzysztof Ciechanowski.
To potwierdza Tomasz Potejko, oficer prasowy KPP w Leżajsku.
Strach wyjść wieczorem
– Ja się obawiam, czy on nie chciał mu obciąć głowy, skoro bez skrupułów zrobił coś takiego – wyznaje jedna z mieszkanek ul. Lipy w Leżajsku. – To okropne, żebym na własnej ulicy nie czuła się bezpiecznie! – oburza się.
Miejscowi mówią, że boją się wychodzić wieczorami z domu.
– Proszę zapytać burmistrza, jak dba o nasze bezpieczeństwo. Świeci się jedna latarnia na cztery, a o godzinie 22 jest wyłączana. Mamy takie ciemności, że tam praktycznie codziennie dilują. W tej ciemnej uliczce stoją 2, 3 auta i banda ludzi. Czego oni mają tu szukać? – pyta jeden z naszych rozmówców.
– Do mnie nie docierały sygnały, że tam jest miejsce jakichś spotkań. Jeżeli mieszkańcy widzą rzeczy, które ich niepokoją, powinni zgłaszać to na policję – stwierdza Ireneusz Stefański, burmistrz Leżajska. – Natomiast jeśli chodzi o oświetlenie, nie wyłączamy go w nocy. Od dawna jest przyjęta zasada, że w przypadku tego starego oświetlenia świeci się co druga lampa, a od godz. 23 – co czwarta – tłumaczy włodarz.
– Myślę jednak, że nie należy upatrywać przyczyny zdarzenia na przedmieściach w złym oświetleniu, bo mogło do niego dojść w każdym innym miejscu – ocenia burmistrz.
Jak poinformował nas Tomasz Potejko, oficer prasowy KPP w Leżajsku, mieszkańcy nie zgłaszali, że w okolicy kręcą się podejrzane osoby. Dotychczas nie odnotowano tam również poważnych przestępstw kryminalnych.
– W tym rejonie najczęściej występują wykroczenia drogowe, przede wszystkim przekraczanie dozwolonej prędkości – zaznacza rzecznik.
Na pytanie, czy po ataku ul. Lipy będzie częściej patrolowana, odpowiada: – Zgodnie z zadaniami stałymi do służby w celu zapewnienia bezpieczeństwa, porządku i spokoju publicznego, patrole systematycznie kontrolują miejsca zagrożone.
Wioletta Kruk



2 Responses to "Lekarze przyszyli mu odciętą dłoń"