
II LIGA. Rozmowa z Sebastianem Łętochą, napastnikiem Stali Mielec.
Najlepszy strzelec lidera II ligi (10 goli) w rundzie jesiennej opuścił kilka spotkań z powodu problemów z sercem. Wiosną już takich przygód Sebastian Łętocha nie powinien doświadczać.
– Jak z pana zdrowiem?
– Dziękuję, dobrze. Trenuję z drużyną na pełnych obrotach, choć na sparing z Zagłębiem Sosnowiec nie pojechałem (mielczanie zremisowali 1-1 po golu Kamila Radulja – red.). Ostrożność nie zawadzi.
– Czyli nie straci pan kilku pierwszych tygodni w lidze, jak słyszeliśmy?
– Ludzie różne rzeczy mówią… Ćwiczę równie mocno jak pozostali koledzy: interwały, sprinty, siłownia. Odpukać, nic złego się nie dzieje. W miesiąc można się przygotować do rundy i taki jest mój cel. Prawdę mówiąc, już się nie mogę doczekać, kiedy wybiegnę na boisko i zagram w meczu o stawkę.
– Opowie pan o ablacji?
– To zabieg polegający na wprowadzeniu elektrody przez pachwinę do serca. Sprawdza się pracę organu, wykonuje się przeróżne stymulacje. U mnie wykryto dodatkowe skurcze serca, ale teraz wszystko jest OK. Dostałem 100-procentową gwarancję, że nic złego się już nie wydarzy.
– Bał się pan?
– Zabiegu? Nie. W krakowskiej klinice im. Jana Pawła II miałem kapitalną opiekę. Lekarze zapewnili mnie, że to kosmetyka. Otrzymałem znieczulenie miejscowe i mogłem oglądać pracę kardiologów na czterech monitorach.
– W sumie fajna przygoda…
– Tak bym tego jednak nie określił (śmiech). To mimo wszystko zabieg, elektryka serca trwająca prawie dwie godziny. Choć sami lekarze podkreślali, jak bardzo medycyna poszła do przodu. Kiedyś, żeby zobaczyć co jest w środku, trzeba było człowieka rozciąć. Taka operacja niosła za sobą spore ryzyko. Teraz robi się dwa krótkie nacięcia” pach, pach, i po sprawie. Po pięciu dniach wolnego mogłem wrócić do treningów.
– Dziś odczuwa pan ulgę, ale pamiętam, jak jeździł pan po lekarzach. Nie było mądrego, żeby zdiagnozować problem.
– Ujmę to tak: kardiologów jest dużo, specjalistów niewielu. Dobrze, że w końcu trafiłem do Krakowa, na kompetentny zespół.
– Zimą w drużynie Stali zaszły zmiany, przyszli nowi zawodnicy. Wszystko jest podporządkowane jednemu celowi: zdobyciu przepustek na zaplecze ekstraklasy. Będziecie mocniejsi niż jesienią?
– Rozumiem zainteresowanie mediów i kibiców naszym zespołem, ale nie będę wybiegał przed szereg. Dla mnie najważniejsza jest ciężka praca i każdy kolejny mecz. Drużyna jest fajna, mam nadzieję, że pokażemy wiosną ciekawy futbol.
– Nie tylko pan wróci na boisko z naładowanym akumulatorem. Drugim rekonwalescentem jest Kamil Radulj.
– Miał znacznie dłuższą przerwę ode mnie, ale wierzę, że w drugiej części sezonu Kamil znów pomoże Stali. Wszyscy w klubie bardzo na niego liczymy.
– Kamil w formie to dla pana większa szansa na bramki…
– Cóż, mówimy o zawodniku, który podnosi jakość. Drużyna ufa Kamilowi, Kamil ufa drużynie. Gdy jest wzajemne zrozumienie, łatwiej o dobre wyniki.
Rozmawiał Tomasz Szeliga



One Response to "– Lekarzy jest dużo, specjalistów niewielu"