Lekcja w piżamie

Po kolejnych tygodniach zdalnej nauki i nauczyciele i uczniowie przywykli już do nowych warunków pracy. Ci drudzy opanowali je wręcz do perfekcji. Fot. Pixabay

Najważniejsze to nastawić budzik. Niby wcześniej, gdy chodzili do szkoły też trzeba było wstać na czas, ale teraz liczy się każda sekunda. Perfekcjoniści potrafią wstać na pół minuty przed lekcją, na wpół śpiąco dać dowód głosem, że są obecni i przestawić alarm za kolejne 50 minut, kiedy rozpocznie się następna zdalna lekcja.

O tym, że nastolatki to mistrzowie wymówek, a ich kreatywność w wymyślaniu powodów w spychaniu obowiązków na dalszy plan, wie każdy rodzic. Zdalne nauczanie pobudziło w nich nowe pokłady ułatwiania sobie życia oraz ograniczenia umysłowego i fizycznego wysiłku do minimum.Choć łatwo nie jest. Trudno uciec ze zdalnej lekcji, jeśli ma się zakaz opuszczania domu w godzinach zajęć, a pod jedną ręką telefon, a pod drugą komputer. Czasem można zrzucić absencję na problemy z Internetem, ale na dłuższą metę, wymówki takie nie przechodzą. Najważniejsze to wstać na czas. Nauczyciele są rozliczani ze swojej aktywności w sieci, pilnują więc, aby o określonym w planie lekcji czasie, dane zajęcia się rozpoczęły. Sprawdzenie obecności trwa kilkadziesiąt sekund i uczeń, który ją przegapi, musi się gęsto tłumaczyć. Większość nauczycieli nie wymaga, aby uczniowie mieli ustawione kamerki. Sami wolą gdy tylko są słyszani, a nie widziani. Łączność głosowa ma ten plus, że w lekcji można brać udział nie tylko w piżamie, ale i w pozycji wskazującej na to, że dzień jeszcze na dobre się nie zaczął.

Coś z przywoływania duchów

Podsłuchiwanie tego, co dzieje się za klasowymi drzwiami zawsze było ciekawe, ale niekoniecznie w dobrym tonie. Nauczyciel i uczniowie, którzy gromadzą się w jednym miejscu stanowią swego rodzaju komunę, która rządzi się swoimi prawami, ma swój kod porozumiewania się i ustalone wewnętrzne zasady. Do pracujących zdalnie rodziców, chcąc nie chcąc, docierają jednak fragmenty rozmów prowadzonych za pośrednictwem Teams.

– Kto już jest? Kto mnie słyszy? Ania jesteś? Kasiu, czy ty mnie widzisz? Nie widzę Grzesia i Antka? – mówi znajomy głos nauczycielki – Ja panią słyszę, ale nie widzę – odpowiada jakaś dziewczynka. – A ja panią widzę, ale nie słyszę – dodaje inna. – Mnie rozłączyło, ale już jestem – dodaje kolejna osoba. I śmiesznie i strasznie, trochę bowiem tak, jakby w pokoju dziecka odbywał się przedpołudniowy seans spirytystyczny. Nastolatki potrafią zresztą wkręcać nauczycieli w problemy z łącznością, wychodzeniem z „teamsowych” pokoi tak długo, dopóki nie zaczyna się odpytywanie na oceny. Wówczas, łączność wraca, a rozgrzana humorem atmosfera przygasa.

Przerwa zawsze przy lodówce

Uczeń podczas zdalnego nauczania nie ma większej potrzeby przebierania się w strój wyjściowy, a nawet domowy. Piżama podczas zdalnego nauczania spełnia więc doskonale rolę mundurka czy szkolnego fartucha, który sporo z nas pamięta jeszcze z czasów własnej edukacji. Drugim atrybutem ucznia w czasie pandemii są słuchawki. Bezprzewodowe mają ten plus, że nie trzeba ich w ogóle zdejmować. Te z kablem, ograniczają co prawda promień poruszania się, ale za to łatwiej je znaleźć, gdy już je uczeń od uszu „odłączy”. Minister edukacji zalecał, aby lekcje zdalne trwały 30 minut, a kolejne 15 uczeń mógł pracować indywidualnie. W praktyce bywa jednak różnie. Gdy tylko nauczyciel skończy wykładać, uczeń zamiast dopracować temat, wędruje za głosem żołądka do kuchni. Głód jedzenia jest zdecydowanie większy niż głód nauki. Co przerwę więc, uczniowie penetrują wnętrza lodówki w poszukiwaniu czegoś dobrego, albo czegoś słodkiego, albo czegoś, co po prostu można zjeść między pierwszym a drugim śniadaniem, lub między drugim śniadaniem a obiadem, lub między obiadem, a podwieczorkiem. Część lekcji trwa nawet do godziny 16-17, uczeń ma więc prawo czuć ssanie w żołądku co najmniej kilka razy dziennie.

Leżenie najlepszą aktywnością

O ile wykładanie matematyki czy języków okazało się w tym roku szkolnym do ogarnięcia z pomocą platform ułatwiających zdalną łączność z uczniami, o tyle organizacja lekcji wychowania fizycznego wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Pomysłów na motywowanie do aktywności jest ogrom, najlepszym tego dowodem są przecież takie pasjonatki sportu jak Ewa Chodakowska czy Anna Lewandowska, ale mają one jednak większą moc przyciągania niż szkolni nauczyciele w-f. Od początku zdalnego nauczania uczniowie nie tyle ćwiczą, co najczęściej oglądają filmy o tym jak ćwiczą inni. Bywa, że zapoznają się z życiorysami sportowców, którym ktoś dał kiedyś taką motywację do walki z własnymi słabościami, że osiągnęli mistrzostwo. Uczniom na kwarantannie można póki co przyznać medale mistrzów kanapowego nauczania. Trofeami są w ich przypadku stosy kubków, misek i talerzy, które każdego dnia piętrzą się w ich pokojach na biurkach, szafkach i parapetach. I te okrzyki radości po ostatnim zdalnym dzwonku: „Wreszcie koniec”. Można się przeciągnąć, wyłączyć Teams’a i robić to co lubią najbardziej. Leżeć i patrzyć w komórkę przez następne kilka godzin.

Nie traćmy nadziei

Nadziei na zakończenie pandemii i zdalnego nauczania jednak nie traćmy. Tak jak wszystko co dobre, tak i wszystko co złe, kiedyś się kończy. Nastolatki przebiorą się w końcu z piżam. Opuszczą kanapowe legowiska. Zdejmą słuchawki. Odejdą od komputerów i przypiętych do kabli komórek. Pójdą do szkół. Będą prosić, żeby ich podwieźć. Wysępią od nas kolejną dychę na batona i napój. Zgubią następną czapkę i przyniosą kolejną pałę. A my będziemy się cieszyć, że znowu jest tak jak dawniej. Czasem wesoło, czasem nerwowo. Po prostu normalnie.

Małgorzata Rokoszewska

6 Responses to "Lekcja w piżamie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.