
– Błagamy o pełną mobilizację. Musimy bardzo przyśpieszyć. Mamy może 2 – 3 tygodni na zbiórkę i wyjazd! Po konsultacji z doktorem Andrew Changiem z kliniki w San Diego jest ogromna obawa, że glejak może zaatakować też drugie oczko Leosia – przyznają rodzice 3-latka, dla którego tarnobrzeżanie stanęli na głowie, by uzbierać 1 mln zł.
Walka o zebranie funduszy na leczenie chłopca trwa od kilkunastu tygodni. Do tej pory udało się udało zebrać 1 031 375 zł, co stanowi blisko 90 proc. kwoty potrzebnej na sfinansowanie terapii protonowej w San Diego w USA.
Z placu zabaw na szpitalną salę
Przypomnijmy; diagnoza wyrwała Leosia z placu zabaw wprost do chłodnej, szpitalnej sali… – Nie tak miało wyglądać jego życie! Wciąż jeszcze nie możemy otrząsnąć się z szoku. Tragedia, jaką jest choroba naszego dziecka, spadła na nas niedawno, w lipcu. Zamiast pięknego lata czekał nas koszmar. Okazało się, że w główce Leosia jest guz. Diagnoza – glejak nerwu wzrokowego oczka prawego. Jeden z najgorszych możliwych nowotworów, bardzo trudny do leczenia, bardzo niebezpieczny – mów pochodzący z Tarnobrzega tata Leosia Mariusz Kuszaj.
Diagnoza była dla rodziców chłopca przeraźliwym szokiem i ogromnym bólem. – To nie był koniec zatrważających wieści. Po konsultacji neurologicznej okazało się, że guz nie jest operacyjny. Usunięcie wiąże się z całkowitą utratą wzroku. Nasz synek pogrążyłby się w ciemności. Nie możemy do tego dopuścić – mówi Karolina Kuszaj, mama chłopca.
Działać jak najszybciej
Rodzice Leosia, wspominając lipcowe dni przyznają, że nie mieli nawet czasu na rozpacz, bo musieli zacząć działać i to jak najszybciej. – Każdy dzień bez leczenia to bezpowrotnie stracona szansa. Lekarze zalecili chemioterapię. Synek jest już po pierwszej serii, która strasznie osłabiła jego organizm, a glejak zdaje się być niewzruszony – przyznaje pani Karolina. – Dalsze leczenie chemioterapią jest bardzo ryzykowne. Bardzo boimy się skutków ubocznych, które mogą wystąpić. Leoś ma dopiero 3 latka, jest taki malutki, bezbronny, kruchy.
Państwo Kuszajowie skonsultowali chorobę synka z lekarzami z USA i dowiedzieli się, że w leczeniu tego typu glejaków stosowana jest protonoterapia, która jest bezpieczniejszą drogą leczenia i daje świetne rezultaty. Wiązka protonów zostaje nakierowana bezpośrednio na guz, nie niszcząc zdrowych tkanek. To szansa dla naszego synka, by wyzdrowiał, by widział, by żył… – Z nowego rezonansu, który zrobiliśmy w poniedziałek, wynika, że guz jest blisko skrzyżowania nerwu wzrokowego lewego oka. Pan doktor daje nam aż 95 proc. szans na wyleczenie glejaka. Nie wiadomo jednak, czy wzrok w prawym oku powróci – nie może tego zagwarantować, ale też wykluczyć. Łudzimy się, że choć trochę da się go jeszcze uratować. Aby jednak tak się stało, musimy lecieć do USA jak najszybciej! Błagamy o pomoc! – proszą rodzice.
mrok



5 Responses to "Leoś za 3 tygodnie musi być w USA!"