Lepsi będziemy na pewno

Wigilia wigilii tego, co się wtedy zdarzyć niby nie mogło, a jednak stało się początkiem nowej – „naszej” ery. Żadne narodziny dziecka nie wywołały nigdy w historii świata takiego zamieszania, choć ta nasza era ani lepsza, ani gorsza – inna po prostu. Większy zasięg, to i więcej śmierci, bólu i cierpienia, więcej też pewnie radości, ale przecież nikt tego sprawdzić nie może. A dzisiaj szybciej jest wszystko po prostu. Coraz szybciej żyjemy, coraz szybciej odchodzimy, coraz szybciej się dziejemy.
W każdym razie coś się tam musiało wydarzyć te dwa tysiące lat temu takiego, że okoliczne wsie i przysiółki gadały o tym przez lata i rosło, tak rosło, aż po granice ówczesnego świata. Coś po cichu niezwykłego, bo to przecież tylko jakieś zwyczajne miejsce i zwyczajny poród, który z czasem stał się nadzwyczajny. A może ktoś legendę po prostu dorobił, bo trzeba było całą historię pięknie rozpocząć i opakować?
Bo jak się w coś wierzy, to warto to ładnie ubrać, żeby i inni uwierzyli. I nikt nie myśli wtedy, ile ta wiara tragedii przynieść może, kiedy się ją zinstytucjonalizuje, wsadzi w sztywne ramy i obowiązkiem powszechnym uczyni. Bo jak jest wiara – to jest cud, jest nadzieja – mimo wszystko.
A dwa tysiące lat temu urodziło się żydowskie dziecko, które – jak mówią – kiedy dorosło, w imię tej wiary dało się zabić. I bez względu na to czy my w to wierzymy, czy to legenda, albo jakaś odległa bajka, to możemy chyba się w tym naszym pośpiechu na chwilę zatrzymać, ładnie ubrać i nie jeść mięsa przez jeden dzień choćby dlatego, że inni wierzą. My sami chcemy wierzyć. Pewnie wszyscy chcą.
A potem zmrużyć zmęczone oczy i odpłynąć w perlistym śmiechu by opowieściom, facecjom, wspomnieniom końca nie było. Bo to jest istota wszystkich Świąt. Zapomnieć o życiu choć na chwilę. Dać sobie w prezencie bajkę i cieszyć się nią tak, żeby radość z kolejnych wełnianych skarpet była najprawdziwsza na świecie. Choinki płoną ognikami nadziei, tradycja obficie przelewa się przez wigilijne stoły, wierzymy że pojawi się w końcu biały puch, który radośnie przykryje wszystkie codzienne brudy. Ogrzejemy się wtedy w cieple kominka i zapomnimy na chwilę o naszej zwyczajności.
I tak będzie.
I będziemy wszyscy razem, nawet jeśli tak naprawdę w tym roku nie będziemy.
Wy wiecie, ja wiem, każdy to wie.
Tego błogiego spokoju zatem wszystkim życzę, bo kiedy jutro będziecie stali w korkach i klęli na palanta w berecie co nie zna pojęcia kierunkowskaz, kiedy wypchnie Was utorbiona, opryskliwa, wąsata przekupa z kolejki po karpia, kiedy choinka zrzuci igły po dziesięciu minutach w cieple Waszych domostw, kiedy prąd Was kopnie przy sześćdziesiątej wymianie zepsutych światełek, kiedy przypali się woda na herbatę, a ten cholerny wiatr z deszczem przytnie Wam po oczach – pomyślicie może, że jednak zostają te wszystkie inne fajne rzeczy, dzięki którym stajemy się lepsi – wiara, nadzieja, miłość.
Nawet jeśli mówimy: „o przytyłaś” (do niej) i „posiwiałeś” (do niego), przyjmijmy się nawzajem takimi jacy jesteśmy, z wszystkimi grzechami, wadami i wątpliwościami. Żeby świat stał się lepszy choćby na ten jeden wigilijny wieczór. A może i na dłużej.
Bo tak naprawdę życzę Wam, żeby uśmiech nie schodził z Waszych twarzy tak długo, jak to tylko możliwe czyli żeby na nich pozostał na zawsze.
I jeśli tak będzie, to będzie najlepiej, jak się da.
I sobie tego też życzę.

Redaktor Naczelny Super Nowości Jakub Karyś

22 Responses to "Lepsi będziemy na pewno"

Leave a Reply

Your email address will not be published.