
Dziś PGE Stal Mielec rozegra zaległe spotkanie 16. kolejki, w której biało-niebiescy mieli na własnym stadionie podjąć Wisłę Płock. Wówczas mecz nie doszedł do skutku, ponieważ zaśnieżony stan murawy w Mielcu uniemożliwił tę konfrontację. Tym razem nic nie stoi na przeszkodzie, a Stal musi bezwzględnie wygrać, by opuścić jedyne spadkowe miejsce w ekstraklasie.
Mielczanie tracą 2 punkty do miejsca gwarantującego utrzymanie, dlatego w meczu z Wisłą ekipie Leszka Ojrzyńskiego nie będzie przyświecał żaden inny cel, jak zwycięstwo. Aby jednak móc cieszyć się po końcowym gwizdku, Stal koniecznie musi wyciągnąć wnioski z ostatniej porażki z Lechią Gdańską. Beniaminek był zdecydowanie lepszą drużyną i tylko przez własną niefrasobliwość strzelecką przegrał to spotkanie. – Porażka nie podcina skrzydeł, bo bramka była przypadkowa. Mamy dużo spotkań przed sobą i będziemy to kontynuować i wygrywać kolejne mecze – zapewnia Leszek Ojrzyński. – Nie gramy o mistrzostwo, tylko wiemy o co walczymy. Szczęście przychodzi nam ciężko, mogłoby być inaczej, a wszystko wychodzi na odwrót. Zostaje coraz mniej spotkań, rozgoryczenie może być większe i nie może dochodzić do takich sytuacji – komentował porażkę z gdańszczanami sternik Stali. Biorąc jednak pod uwagę organizację gry w ofensywie mielczan, która poza finalizacją nader dobrze zdała egzamin w meczu z 4. zespołem ekstraklasy, można się spodziewać, że i „nafciarze” będą mocno skoncentrowani na grze w destrukcji, tym bardziej że ta nie jest w najlepszej kondycji. Wisła w niedzielnym meczu ze swoją imienniczką z Krakowa prowadziła do 82. minuty, aby po trzech błędach w obronie, w tym jednym bramkarza, zejść z boiska pokonana. Płocczanie wcześniej nie zwykli przegrywać w taki sposób, a trener Ojrzyński bardzo ciepło wypowiadał się o najjaśniejszych punktach Wisły. – Na pewno jest tam charakter, dwóch bardzo dobrych stoperów i bramkarz. Środek pola bardzo dobrze grający, biegający, w tym Szwoch, który jest liderem asyst – oceniał opiekun stalowców, który komplementował swoich rywali przed odwołanym wówczas meczem. Trener mielczan raczej nie zmienił zdania i na pewno przekazał podopiecznym, aby mieli na uwadze zwłaszcza ofensywnego pomocnika „nafciarzy”. Mateusz Szwoch bowiem dalej króluje wśród asystentów najwyższej klasy rozgrywkowej, mając na koncie 7 podań, które jego koledzy zamieniali na bramki.
Sentymentalny mecz
Dla szkoleniowca Stali mecz z Wisłą będzie miał szczególne znaczenie. Ojrzyński bowiem przed objęciem posady w Mielcu trenował „nafciarzy”, którzy mają z nim dobre wspomnienia. W sezonie 2018/19 48-latek miał za zadanie utrzymać płocczan w ekstraklasie i zrealizował to zadanie z powodzeniem. Z posady szkoleniowca zespołu z Płocka Ojrzyński zrezygnował w lipcu 2019 r. z powodu choroby żony. – Cieszę się na kolejne spotkanie z piłkarzami Wisły. Chcę im po raz kolejny podziękować. Miałem wtedy zakręt w życiu, a oni mi pomogli. Pomógł mi też zarząd, pomogli kibice i całe otoczenie klubu. Za to będę im wdzięczny do końca życia. Na pewno gra będzie fair play – mówił z sentymentem opiekun mieleckiego beniaminka. Coach Stali zna też dobrze swojego vis-a-vis, Radosława Sobolewskiego. Obaj panowie spotkali się w Górniku Zabrze, kiedy obecny trener Stali prowadził zabrzan, a popularny „Sobol” był jego piłkarzem. Ojrzyński przed pierwotnie zaplanowanym pojedynkiem dodał nieco oliwy do ognia na przedmeczowej konferencji, wspominając swoją współpracę z byłym reprezentantem Polski. – To wyglądało słabo. Radek jako piłkarz myślał już chyba o trenerce i to było nieprofesjonalne podejście. Jako piłkarz powinien myśleć o grze i wykonywaniu poleceń. To jego rola i tyle w temacie. Było natomiast widać od razu, że zostanie trenerem. Miał zresztą być asystentem w Górniku, ale wrócił do Wisły Kraków – przytaczał Ojrzyński. Sobolewski nie wracał do przeszłości i doceniał atuty drużyny swojego byłego trenera. – Stal miała naprawdę dobry koniec poprzedniej rundy i nieźle wystartowała na wiosnę. Widać, że ten zespół funkcjonuje bardzo dobrze i jest odpowiednio przygotowany do sezonu – mówił opiekun „nafciarzy”. Gracze z Płocka przyjadą do Mielca podrażnieni dwoma porażkami z rzędu i znając nieustępliwy charakter Sobolewskiego, staną na głowie, aby poprawić sobie humory. Tego samego można się również spodziewać po gospodarzach, którzy w końcu muszą przełamać niekorzystną serię. – Musimy poprawić skuteczność i być z wiarą nastawieni, że wyjdziemy z ostatniego miejsca na finiszu. Mężczyzn poznaje się po tym, jak kończą – nie ma wątpliwości trener beniaminka.
Miejscowi powinny przystąpić do zaległego meczu z podobną kadrą, jak w starciu z Lechią. W szeregach Wisły zabraknie natomiast pauzującego za kartki podstawowego środkowego pomocnika Dušana Lagatora.
PGE STAL – WISŁA P.
CZWARTEK GODZ. 20.30
(TRANSMISJA CANAL + SPORT)
Łukasz Szczepanik


