STAL STALOWA WOLA – WISŁA PUŁAWY. Zielono-czarni po raz ostatni stracili cztery gole… 21 miesięcy temu!
Gdy o wyczynach „Stalówki” zaczyna być głośno, zespół nie wytrzymuje ciśnienia. Tak było w meczu z Nadwiślanem Góra (0-1) i w sobotę, gdy punkty pojechały do Puław. Po tej porażce ekipa Jaromira Wieprzęcia spadła w tabeli z pierwszego na czwarte miejsce.
Może to nie jest sensacja, bo Wisła wiosną prezentuje się naprawdę godnie, ale niespodzianka na pewno tak. Zdumiewające są rozmiary porażki. Zielono-czarni po raz ostatni cztery gole stracili 3 sierpnia 2013 roku, przegrywając z Motorem w Lublinie 0-4. Kiedy dali sobie wbić tyle bramek na własnym boisku? Tego nie pamiętają najstarsi kibice.
Zawodnicy Stali powinni wiedzieć, że w 2015 roku „Duma Powiśla” przegrała tylko raz. Że podopieczni Bohdana Bławackiego odesłali z kwitkiem Siarkę i Energetyk ROW Rybnik. A jednak dali się zaskoczyć. Pierwszy raz w 10 minucie, gdy Jarosław Niezgoda uprzedził wychodzącego z bramki Tomasza Wietechę i lobem skierował piłkę do siatki. Gdy niespełna kwadrans później wyrównał z karnego niezawodny Łukasz Sekulski, wydawało się, że najgorsze Stal ma za sobą. Tylko się wydawało…Tuż przed końcem I połowy sędzia uznał, że Wietecha sfaulował Konrada Nowaka i wiślacy wykorzystali „11”. Sekundy później Arkadiusz Maksymiuk w zamieszaniu podbramkowym wcisnął piłkę do siatki i zrobiło się 1-3! – Walczyłem o piłkę, na pewno nie popełniłem przewinienia – denerwował się Wietecha. Specjalista od karnych i tym razem był bliski skutecznej interwencji. – Szkoda, czułem jak piłka przełamuje mi dłonie. W drugiej połowie chłopcy walczyli, punkt nam się należał, bo Wisła była w zasięgu – żałował „Balon”.
Druga część spotkania rozpoczęła się od bramki „Sekula” (już 23 w sezonie), gospodarze znów złapali kontakt i znów dali się zaskoczyć. Niezgoda ruszył do kolejnego zagrania z głębi pola i w sytuacji sam na sam nie dał Wietesze szans. – Wiślacy okazali się stuprocentowo skuteczni. Oddali cztery strzały w światło bramki i zdobyli cztery gole. Decyzje sędziego? Na pewno kontrowersyjna była ta przyznająca gościom karnego. A w drugiej połowie był ewidentny faul w polu karnym na Tomku Płonce – komentował wyraźnie rozczarowany trener Wieprzęć. Opiekun puławian stwierdził krótko: – Robimy postępy, choć o te 30 procent możemy być lepsi. Zawsze mówiłem, że lepiej wygrywać po 4-2 niż po 1-0, bo robi się widowisko.
STAL St. Wola 2
WISŁA Puławy 4
(1-3)
0-1 Niezgoda (10.), 1-1 Sekulski (23. – karny), 1-2 Machalski (45. – karny), 1-3 Maksymiuk (45.), 2-3 Sekulski (49.), 2-4 Niezgoda (61.)
STAL: Wietecha – Bartkiewicz, Czarny, Żmuda (73. Kovacević), Kowalski, Mikołajczak, Kantor (68. Kałat), Stelmach, Sekulski, Jakubowski – Płonka.
WISŁA: Penkowec – Edwards, Budzyński, Pielach, Fedoriw, Lisiecki (78. Sedlewski), Machalski (54. Łytwyniuk), Maksymiuk, Nowak (87. Carioca), Szczotka (90. Kalita) – Niezgoda.
Sędziował: Marcin Bielawski (Katowice). Żółte kartki: Kowalski, Sekulski – Pielach, Fedoriw, Lisiecki, Sedlewski. Widzów: 1000.
tsz
[print_gllr id=146704]


