I LIGA MĘŻCZYZN. W braterskim pojedynku Wojciech Pisarczyk skuteczniejszy od Tomasza. W całym meczu Sokół lepszy od dotychczasowego lidera.
– Niepokonana jest nasza twierdza kochana – mogą nadal śpiewać kibice Sokoła Łańcut. W sobotę podopieczni Dariusza Kaszowskiego wygrali po raz 11. z rzędu przed własną publicznością. Łańcucianie pewnie ograli dotychczasowego lidera z Ostrowa Wielkopolskiego i wspólnie z innym podkarpackim zespołem, Miastem Szkła Krosno, objęli prowadzenie w tabeli I ligi.
Takich meczów na parkietach I ligi chciałoby się oglądać jak najwięcej. Stal, dotychczasowy lider zaplecza TBL, przyjechała do Łańcuta z mocnym postanowieniem odczarowania miejscowej hali, w której w tym sezonie jeszcze nikt nie wygrał. Po pierwszej, remisowej połowie wydawało się, że losy spotkania będą się ważyć aż do ostatnich sekund. Jednak po przerwie Sokół dał koncert skutecznej gry (61 punktów w II połowie) i gdyby nie kilka błędów i przestojów, mógł ograć Stal zdecydowanie wyżej.
– Cieszę się z wyraźnego zwycięstwa, chociaż próbowaliśmy pomóc rywalowi w końcówce, jak tylko się dało. Masa niewymuszonych błędów, wyrzucone piłki w aut, niesportowe faule itp. Jednak chwała chłopcom, że wytrzymali ciśnienie, bo to na pewno nie był łatwy pojedynek – komplementował swoich podopiecznych trener Dariusz Kaszowski.
Nerwowy początek
W jego drużynie pierwsze skrzypce grało trio: Karol Szpyrka, Rafał Kulikowski i Szymon Rduch (wszyscy po 17 punktów). Za trzech harował zwłaszcza ten pierwszy, który dyrygował grą zespołu. – Na drugą połowę wyszliśmy bardzo skoncentrowani. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zagrać agresywnej i to przyniosło skutek. Początek meczu był nerwowy, ale nie ma się czemu dziwić, bowiem spotkały się dwie czołowe drużyny ligi. W pewnym momencie była nawet szansa na zdecydowanie wyższe zwycięstwo, ale Stal to ambitny i charakterny zespół i było wiadomo, że do końca się nie podda – mówił Szpyrka, który w sobotni wieczór mógł zaprezentować cały wachlarz rozegrania, bowiem aż siedmiu jego kolegów zdobywało w tym meczu punkty. – Nasz zespół jest tak zbudowany, żeby wszyscy grali. Tutaj nie ma samograjów. Każdy dostaje piłkę, każdy jak ma pozycję, to ma rzucać i właśnie przez to rywalom gra się przeciwko nam ciężko – wyjaśnia rozgrywający Sokoła.
„Stare Sokoły” wróciły
W sobotę łańcuckiej publiczności, która zjawiła się w nadkomplecie, przypomnieli się dwaj gracze, w przeszłości broniący barw Sokoła: Adrian Mroczek-Truskowski (2007 – 2009) i Wojciech Pisarczyk (2008 – 2012). Obaj należeli do czołowych zawodników swojej drużyny, jednak ten pierwszy nie dotrwał do końca spotkania, łapiąc m.in. przewinienie techniczne. – Cóż mogę powiedzieć. Faule to element gry i też jakaś tam statystyka. Trzeba uważać – skomentował to wydarzenie Adrian Mroczek-Truskowski, który nie ukrywał zadowolenia z powrotu do Łańcuta. – Kibice nie zapomnieli o mnie, to bardzo fajne uczucie. Dla mnie Łańcut to taki drugi dom i zawsze bardzo chętnie tu wracam. Zabrakło tylko zwycięstwa, aby było bardzo fajnie i ta wycieczka na Podkarpacie była taka megaudana. Spotkały się jednak dwie dobre drużyny z czołówki i ktoś musiał wygrać. Tym razem górą był Sokół, mam nadzieje, że za jakiś czas to się zmieni. Za miękko weszliśmy w II połowę i rywale nam uciekli. Jednak walczyliśmy do końca i jestem pełen podziwu dla chłopaków, bowiem w Łańcucie gra się naprawdę ciężko, a my jeszcze potrafiliśmy się zebrać i lekko zestresować gospodarzy – podsumował sobotni pojedynek Adrian Mroczek-Truskowski.
PTG SOKÓŁ Łańcut 93|
BM SLAM STAL Ostrów Wlkp. 80
(16:11, 16:21, 30:15, 31:33)
SOKÓŁ: Szpyrka 17 (2×3), Fortuna 2, Rduch 17 (4×3), Klima 12, Kulikowski 17, oraz T. Pisarczyk 15, Pławucki 7, Bręk 6, Czerwonka 0, Wrona 0
STAL: Ochońko 16, Suliński 14 (3×3), Mroczek-Truskowski 10 (1×3), Andrzejewski 6, Żurawski 1 oraz W. Pisarczyk 24 (4×3), Zębski 6, Sirijatowicz 3, Adamczewski 0, Spała 0, Milczyński 0.
Sędziowali: M. Czernek, A. Wojna, T. Tybor. Widzów 1 tys.
Marcin Jeżowski
[print_gllr id=141809]


