Lodowi gladiatorzy

 

Ice speedway od lat zdominowali Rosjanie, których znakiem rozpoznawczym jest widowiska jazda, polegająca m.in. na pokonywaniu łuków
toru lodowego niemal w pozycji poziomej. Fot. FIM Ice Gladiators, Wit Hadło

Trzeba mieć nie lada odwagę, by ścigać się z prędkością ponad 120 km/h, w dodatku na motocyklach pozbawionych hamulców, których koła wyposażone są w blisko 3-centymetrowe kolce! Tacy właśnie są żużlowcy uprawiający ice speedway. Na całym świecie jest ich niewiele ponad stu i nie bez kozery nazywani są lodowymi gladiatorami.

Ice speedway lub jak kto woli ice racing, czyli żużlowe wyścigi na lodzie, to niezwykle widowiskowa dyscyplina sportu, która popularność zdobyła zwłaszcza w Rosji i Skandynawii. Ma ona wiele wspólnego z klasycznym żużlem, jednak w niektórych aspektach znacznie różni się od niego. To, co najbardziej rzuca się w oczy, to 28-milimetrowe kolce na oponach motocykli do ice speedwaya. Na przedniej jest ich około 120, na tylnej 180 – 200. Większość z nich umiejscowiona jest po lewej stronie opon, co ma zawodnikom ułatwić pokonywanie wiraży. Po prawej jest ich niespełna 20, a przydają się one praktycznie tylko i wyłącznie na starcie. To właśnie kolce sprawiają, że kręcące się koła motocykli jadących ponad 100 km/h przypominają piły motorowe. Stąd też wyniku kolizji i upadków w ice speedwayu zdecydowanie częściej niż do złamań, dochodzi do ran ciętych kończyn.
Zupełnie inny jest też sposób pokonywania łuków toru. Podczas gdy w klasycznym speedwayu zawodnicy pokonują je tzw. ślizgiem (jadąc w lewą stronę, skręcają kierownicę przeciwną), w wyścigach na lodzie towarzyszy im zupełnie inna technika. Dzięki oponom z długimi kolcami, które wbijają się w lód, żużlowcy niemal kładą maszynę na tafli, pokonując wiraże w pozycji prawie poziomej, by kilka sekund później „postawić” motocykl z powrotem do pionu i pędzić na prostej z prędkością grubo przekraczającą 120 km/h. A to wszystko rywalizując z trzema przeciwnikami naraz, gdzie często odległości pomiędzy poszczególnym zawodnikami można mierzyć w centymetrach, a nawet milimetrach!

Wiek historii

Pierwsze tego typu zawody, które były namiastką późniejszych żużlowych wyścigów na lodzie, odbyły się w latach 20. poprzedniego wieku. Gdzie? Tam, gdzie jest najzimniej, a tym samym jest pod dostatkiem lodu, czyli na terenach Skandynawii i byłego ZSRR. To właśnie na dalekim Wchodzie jeszcze przed II wojną światową odbyły się pierwsze oficjalne zawody ice speedwaya. Oczywiście rozgrywane one były na naturalnych, zamarzniętych zbiornikach wodnych (do dziś mają miejsce w Rosji), co jednak często wiązało się z dużym ryzykiem. Zdarzało się bowiem, że „przeorany” przez kolce lód pękał pod ciężarem motocykla, który razem z żużlowcem lądował w wodzie.
Z czasem ice speedway zaczął się cieszyć coraz większą popularnością także w innych krajach, jak chociażby w: Niemczech, Austrii, Wielkiej Brytanii, a nawet Bułgarii. Do Polski zawitał on w 1965 r., kiedy to w Bydgoszczy rozegrano Turniej o Srebrny Kolec IKP, zakończony zwycięstwem Mieczysława Poukarda. Mimo okazji do startów z najlepszymi, Polacy nie odnosili znaczących sukcesów na międzynarodowej arenie. Co więcej, lodowy żużel nie przyjął się nad Wisłą zbyt dobrze i zawsze był cieniu bardzo popularnego w naszym kraju klasycznego speedwaya. Doszło nawet do tego, że w latach 70. i 80. XX w. niemal zniknął on z Polski, a nasi zawodnicy przestali startować w międzynarodowych imprezach. Taki stan rzeczy miał miejsce praktycznie do początku lat 90. ubiegłego stulecia.

Przez Warszawę do Sanoka

W latach 1994 – 96 na warszawskich torze łyżwiarskich „Stegny” rozegrano kilka turniejów rangi mistrzowskiej, które jednak nie cieszyły się wielkim zainteresowaniem kibiców bo i… nie mogły. W kraju praktycznie brak było zawodników uprawiających tę odmianę speedwaya, a startujący z polską licencją Rosjanie (bracia Siergiej i Jurij Iwanowowie) – czemu zresztą nie ma się co dziwić – nie zaskarbili sobie sympatii naszych kibiców.
Na kolejne zawody ice speedwaya w Polsce trzeba było czekać ponad dekadę. Nową erę wyścigów motocyklowych na lodzie zapoczątkowały turnieje na sanockim torze „Błonie”. Dzięki kilku entuzjastom na czele z Pawłem Ruszkiewiczem oraz przychylności władz Sanoka, 13 i 14 stycznia 2017 r. rozegrano I Ice Rasing Sanok Cup, którego później na tamtejszym torze odbyło się jeszcze 6 edycji. W Sanoku w przeszłości rozgrywano także m.in. jedyny w historii finał Indywidualnych Mistrzostw Europy, którego nie wygrali Rosjanie (2008 r. – triumfował Austriak Franz Zorn), a także Drużynowe Mistrzostwa Świata (2013 r.), gdzie reprezentacja Polski otarła się o podium (4. miejsce). Jej liderem był Grzegorz Knapp, pierwszoplanowa postać polskiego ice speedwaya, z którym kibice wiązali duże nadzieje. Niestety wszystko pokrzyżowała jego tragiczna śmierć podczas zawodów na klasycznym żużlu w Belgii (22.06.2014 r.). To był dosłownie i w przenośni gwóźdź do trumny dla polskiego ice speedwaya, który niemal przestał istnieć. Dopiero po kilku latach zaczął on ponownie raczkować, ale niestety do dziś nie doczekał się zawodnika klasy Grzegorza Knappa. W jego ślady poszedł bratanek, Michał, który dziś jest jedynym polskim reprezentantem ice speedwaya nominowany przez PZMot do międzynarodowej rywalizacji.

Dominacja Rosjan

Wstająca z kolan dyscyplina na dobrze odrodziła się w Polsce dopiero w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie w nowo powstałej hali odbyły się w latach 2020 – 21 finały indywidualnych mistrzostw Europy. Sanok, z różnych względów, na powrót ice speedwaya musiał poczekać nieco dłużej, bo aż do najbliższego weekendu. To właśnie w tę sobotę, po 8-letniej przerwie na torze lodowym „Błonie” ponownie będzie można usłyszeć warkot żużlowych motocykli i zobaczyć w akcji lodowych gladiatorów walczących o tytuł mistrza Europy, czyli niejako przedsionka Grand Prix, gdzie startują najlepsi z najlepszych. Rywalizację w obu cyklach od lat zdominowali Rosjanie. Na 23 edycje mistrzostw Europy triumfowali oni aż 22 razy. W walce o prymat na świecie żużlowcy ZSRR, a potem Rosji wygrywali jeszcze częściej, bo aż 49 razy (na 56 edycji). Od 2010 r. regularnie zajmują oni wszystkie miejsce na podium światowego czempionatu, nie mając sobie równych na międzynarodowej arenie.

Marcin Jeżowski

 

One Response to "Lodowi gladiatorzy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.