Lotnisko uratowane, ale…

"Lotnisko aeroklub" - Utworzenie polderu na lotnisku w Turbi większości wydawało się absurdem. Lotnisko może się rozwijać bez przeszkód. Nawet w sąsiedztwie planowanego terenu zalewowego. Fot. Jerzy Mielniczuk
„Lotnisko aeroklub” – Utworzenie polderu na lotnisku w Turbi większości wydawało się absurdem. Lotnisko może się rozwijać bez przeszkód. Nawet w sąsiedztwie planowanego terenu zalewowego.
Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA, ZALESZANY. Lotnicy mogą spać spokojnie. Ale mieszkańcy kilkunastu wsi z północnego Podkarpacia, zastanawiają się, co im przyniosą nowe plany ochrony przed powodziami.

Lotnisko Aeroklubu Stalowowolskiego w Turbi (gm. Zaleszany) jednak nie będzie zalewane, gdy Wisłą lub Sanem spłyną katastrofalne fale. Wcześniej na terenie lotniska planowany był zalewowy polder. Polder w planach został, ale już poza lotniskiem.

Administracja województwa uważa to za sukces. Ale gospodarz gminy Zaleszany aż tak entuzjastycznie do nowych Planów Zarządzania Ryzykiem Powodziowym (PZRP) nastawiony nie jest. Polder „San Pilchów” bowiem zostanie i gdy przyjdą powodzie, może być zalany. A to oznacza, że pod wodą znajdzie się 275 ha użytków rolnych.

Plany ZRP dla Regionu Wodnego Górnej Wisły opracowuje firma DHI. Robi to na zlecenie Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej. Pod koniec roku zostaną one przedstawione Radzie Ministrów, a ich ostateczna wersja ma ujrzeć światło dzienne 22 grudnia br.

Raz na trzydzieści lat żniw nie będzie

Terminy te są istotne, bowiem obejmują one konsultacje społeczne. Pierwsza ich seria zakończyła się 22 czerwca. Dziś nie ma wątpliwości, że dzięki protestom mieszkańców i samorządów, z polderu zalewowego zostało wyłączone lotnisko w Turbi. Zaprotestowały samorządy gminne z północy województwa i samorząd wojewódzki. To wtedy Lucjusz Nadbereżny, prezydent Stalowej Woli powiedział, że „nie będzie sobie Warszawa fundowała spokoju naszym kosztem”. Słowa dotarły do stolicy – i o to chodziło. Na spotkanie Komitetu Sterującego PZRP projektanci przywieźli nowe plany. Niewielka korekta pozwoliła z polderu „San Pilchów” wymazać lotnisko Aeroklubu Stalowowolskiego. – Lotnisko w Turbi udało się uratować od pewnej likwidacji – dziękując za głosy oddane przeciwko polderowi mówi Paweł Gardy, wójt Zaleszan.

To sukces Aeroklubu Stalowowolskiego. Gdyby lotnisko zostało w polderze, wszelkie plany rozbudowy jego infrastruktury wzięłyby w łeb. A lotnisko to, jako rozwojowe jest umieszczone w strategii rozwoju woj. podkarpackiego. Polder póki co jednak zostaje. Na mapach obejmuje 275 ha pól uprawnych między Pilchowem i Wólką Turebską. Jak podają specjaliści, średnio raz na 30 lat pojawiają się powodzie, podczas których trzeba będzie do polderu wpuścić wody z Sanu. W niektórych miejscach lustro wody znajdzie się 4 m nad powierzchnią pola. Między powodziami rolnicy mogą bez przeszkód uprawiać pola. Nie będzie można jednak tych pól przekwalifikować, chociażby na działki budowlane. Za straty powodziowe właściciele pól dostaną od państwa odszkodowania.

Lepiej pieniądze wydać na wały

Wyłączenie lotniska z planowanego polderu nie uspokoiło jednak mieszkańców Zaleszan i kilku ościennych gmin. Już po korekcie planów poddają oni w wątpliwość to, by za 1 mln. zł udało się wybudować obwałowania polderu tak, by utrzymały one planowaną ilość ok. 11,5 mln. m sześc. wody. Lepiej – co zgodnie podnoszą wszyscy wójtowie gmin z wideł Wisły i Sanu – byłoby odpowiednio podnieść wały obu rzek. Te i inne argumenty zostaną zapewne wykorzystane w kolejnych konsultacjach społecznych.

Jerzy Mielniczuk

Leave a Reply

Your email address will not be published.