Lubię ciężkie klimaty

Tomasz Wietecha - lider Stali Stalowa Wola, jeden z najlepszych bramkarzy II ligi i zapalony gitarzysta. Fot. Archiwum
Tomasz Wietecha – lider Stali Stalowa Wola, jeden z najlepszych bramkarzy II ligi i zapalony gitarzysta. Fot. Archiwum

II LIGA. Bramkarz Stali Stalowa Wola, Tomasz Wietecha, o dobrym zdrowiu i wysokiej formie oraz setkach kilometrów, których nie musi już pokonywać.

– Stal wiceliderem. Kto by pomyślał.
– Za nami dopiero siedem kolejek, więc nie ma się co podniecać. Ale jest fajnie – gramy nie najgorzej, na stadion przychodzi coraz więcej kibiców.

– Pamięta pan kiedy po raz ostatni zespół, w którym pan występuje, był tak wysoko w tabeli?
– Na początku sezonu zawsze “łapaliśmy” się w tych rejonach, ale potem faktycznie było już gorzej. Jeśli jednak zadowolimy się tym, co mamy, to spadniemy z hukiem o kilka miejsc. Trzeba robić swoje, gromadzić tak ważne punkty.

– Zaczęliście niemrawo, ale za wami seria pięciu meczów bez porażki. Jak wytłumaczyć tak dobrą postawę?
– Ten niemrawy początek wiązał się z grą w Pucharze Polski. Pojechaliśmy do Lublina i zostaliśmy stłamszeni, bo Motor był “świeższy”. To już się jednak wyrównało. Dziś fizycznie prezentujemy się bez zarzutu.

– Stal ma wąską kadrę. Bywa, że trener Paweł Wtorek dokonuje podczas meczu jednej zmiany, a mimo tego dajecie radę.
– Nie mamy zbyt wielu ludzi do gry, pojawiły się problemy z młodzieżowcami, lecz to nie powód, by usprawiedliwiać swoje niepowodzenie. Zawsze uważałem, że ten, kto wchodzi z ławki, powinien starać się bardziej od tego, którego zastąpił. Tylko wtedy ma szansę przebić się do składu i zostać w nim na dłużej.

– Jeszcze chwila, a kibice będą się domagać od was awansu do I ligi.
– Z tym awansem to bym się nie rozpędzał. Dokończmy rundę, zimą spojrzymy w tabelę i zobaczymy, w jakim miejscu się znajdujemy. Z drugiej strony, jeśli będziemy tak samo zaangażowani w treningi jak teraz, jeśli utrzyma się fantastyczna atmosfera, to może sprawimy niespodziankę.

– Stal ma wyremontowany stadion, ale budżet klubu na kolana nie rzuca. Miasto powinno bardziej pomóc piłkarzom?
– Jest jak jest, jakieś pieniądze miasto przeznacza. Trzeba się cieszyć z każdej złotówki i nie marudzić, bo z tego nie wynika nic dobrego.

– Było o zespole, to porozmawiajmy o panu. To pan zbiera najwyższe noty i mówiąc wprost – Stal nie miałaby 14 punktów, gdyby nie Tomasz Wietecha.
– Hmm, i co mam odpowiedzieć? (śmiech). Swoje lata mam, więc cieszę się, że zdrowie dopisuje. No dobrze, powiem to: z formą też nie jest najgorzej. Ale przecież nie gram sam, fajnie się w drużynie uzupełniamy, jest między nami jakaś chemia.

– Widać, że dobrze panu zrobił powrót do rodzinnego miasta.
– Nie narzekałem na pobyt w Rzeszowie. W Stali grałem długo i chyba całkiem nieźle, zyskałem szacunek kibiców, co jest dla mnie bardzo ważne. Wróciłem, bo byłem już zmęczony dojazdami. Z Rzeszowa do Stalowej Woli niby nie jest daleko, lecz tygodniowo robiłem 800 km. Dziś zyskałem 5-6 godzin. Ten czas mogę poświęcić swoim bliskim.

– W drugiej lidze nie brakuje solidnych bramkarzy. Ktoś się panu rzucił w oczy?
– Rosjanin Aleksiej Rogaczow. To dzięki niemu Olimpia Elbląg tradycyjnie traci najmniej bramek. Duży postęp zrobił Miłosz Lewandowski w Stali Rzeszów, co bardzo mnie cieszy. Widać, że był głodny gry (śmiech).

– Szkoli pan także młodych bramkarzy “Stalówki”. Podoba się panu praca trenera?
– Podoba, ale tylko i wyłącznie z bramkarzami. Tych ludzi dobrze się prowadzi, bo z reguły są szalenie pracowici i zdyscyplinowani.

– Nadal gra pan na gitarze?
– Coś tam sobie brzdąkam. Preferuję cięższe klimaty: Slipknot, Slayer, Metallica, Seether, Pearl Jam. Długo mogę wymieniać.

– Swego czasu, grając, usypiał pan córkę.
– Chwytałem się różnych metod, ta była skuteczna. Dziś córka ma 8 lat i zasypia sama, ale jak 4-letniemu synowi puszczę coś mocniejszego, wyraźnie poprawia mu się humor.

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

Leave a Reply

Your email address will not be published.