
KOSZYKÓWKA. Trener SSK Rzeszów Łukasz Lewkowicz o kryzysie dyscypliny, walce o II ligę i o tym, dlaczego w szatni króluje „Bałkanica”.
– Na koszulkach macie napisane „Rośniemy w siłę”. Jak bardzo urośliście od 2010 roku, gdy klub rozpoczął działalność?
– Krok po kroku idziemy do przodu. Zaczynaliśmy w Błażowej, w tym roku za sprawą naszego prezesa Kacpra Wojtana udało się przenieść klub do Rzeszowa. To był dobry ruch, bo o sile zespołu decydowali zawodnicy z tego miasta. Poza tym po upadku Politechniki zostaliśmy jedynym męskim klubem koszykówki w stolicy Podkarpacia.
– Jaki jest cel SSK i związanego z nim środowiska? Rozumiem, że ambicje sięgają wyżej niż amatorska III liga.
– Chcemy zbudować silny męski zespół. Po to, aby Rzeszów znów miał swojego przedstawiciela w lidze centralnej. Mierzymy w awans, tylko to nas interesuje. Wierzymy, że sukces seniorów zachęci do treningów młodzież, bo dziś jest z tym problem. Lepiej jest z kibicami. Ludzie tęsknią za dobrą koszykówką w Rzeszowie. Na naszym pierwszym meczu tłumów może nie było, ale te 100 osób to dobry prognostyk. Będą wyniki, trybuny zaczną się wypełniać. Tak to działa.
– A nie porywacie się z motyką na słońce? Kilka lat temu upadła Resovia, klub z ogromnymi tradycjami i w mieście nikt po niej nie zapłakał. Niedawno z rozgrywek musiała się wycofać Politechnika, teraz podobny los spotkał żeński AZS. Wygląda na to, że w Rzeszowie nie ma klimatu dla koszykówki.
– To wszystko prawda, ale liczymy, że nam się uda. SSK jest klubem opartym na działalności społecznej młodych ludzi kochających basket. Zobaczymy, dokąd ta pasja nas zaprowadzi. Na razie się nie przelewa, o sponsorów niełatwo, choć mamy sygnały, iż w przypadku awansu do II ligi sytuacja może się poprawić.
– Łatwo coś zburzyć, trudniej odbudować. Dlaczego kosz w Rzeszowie tak strasznie podupadł?
– Przyczyn jest kilka, ale jeden z większych problemów dotyczy braku pracy u podstaw. Gdy sam zaczynałem rzucać piłką, a było to zaledwie 15 lat temu, w mieście istniały cztery grupy kadetów. Teraz szkolenie stanęło. Piotrek Miś z Arturem Szymańskim próbują coś robić pod szyldem Politechniki, tradycyjnie angażuje się trener Zdzisław Myrda i na tym koniec. Dziś niełatwo odciągnąć dzieciaki od komputerów. Jeśli to się udaje, zaczynają grać w siatkówkę, bo Asseco Resovia ma zorganizowany system naboru i „wyciąga” ze szkół wysokich chłopaków. Poza tym w Rzeszowie panuje moda na siatkówkę, a nie na koszykówkę. I jeszcze jedno: koszykówka to nie jest prosta dyscyplina. Bardzo często przerasta samych nauczycieli. Znam dzieciaki, które przez sześć lat podstawówki ani razu nie zagrały na WF-ie w kosza!
– W składzie SSK nie brakuje zawodników związanych kiedyś z Resovią. Przyszło Wam do głowy, że warto działać pod szyldem tego klubu? Że reaktywacja sekcji to może być dobry pomysł?
– Jak zaczynaliśmy, myśleliśmy o tym. Jednak nie wiedzieliśmy, jak przedstawia się sytuacja formalno-prawna koszykarskiej Resovii i temat upadł. Postanowiliśmy działać na własny rachunek. Łatwo nie jest, ale obiecaliśmy sobie w klubie, że nie będziemy narzekać, tylko pracować. Mocno wierzymy, że napiszemy ciekawy rozdział w historii rzeszowskiego basketu.
– Dobrze byłoby jak najszybciej uciec z III ligi. Z takim składem jesteście faworytem.
– Zgadza się. Ale schody zaczną się w kwietniu, gdy w turniejach barażowych trzeba będzie grać ze zwycięzcami ligi na Dolnym Śląsku, Śląsku i Małopolsce. Podejrzewam, że prezentują całkiem wysoki poziom.
– Trudno było namówić do gry w SSK Piotra Misia?
– Piotrek sam się do nas zgłosił. Byliśmy mile zaskoczeni, przecież to zawodnik z ogromnym doświadczeniem. Nie wiadomo, czy pomoże nam w meczach wyjazdowych, lecz w barażach na pewno.
– Kadrę macie szeroką, tylko że niemal wszyscy pracują…
– I z tego powodu w komplecie spotykamy się tylko w piątek, na ostatnim treningu przed meczem. To nasza bolączka, bo potem wychodzą braki kondycyjne i taktyczne.
– Żona wspiera czy kręci nosem? Po pracy pędzisz na trening, w domu jesteś zapewne gościem?
– Ewelina jest wyrozumiała. Od początku wiedziała, że koszykówka to moja wielka pasja. Jeśli czas jej pozwala, chodzi na nasze mecze i bardzo nas wspiera. Dobra z niej żona (śmiech).
– W szatni SSK królują dźwięki „Bałkanicy”? Mało kto wie, że jesteś bratem Adama Asanova, wokalisty zespołu „Piersi”.
– Chłopaki z zespołu wiedzą i nie mają nic przeciwko, żeby słowa „Będzie zabawa, będzie się działo” stały się mottem drużyny.
– Co Adam sądzi o Twoim zaangażowaniu w klub?
– Ściska za mnie kciuki, a ja cieszę się z jego sukcesów. To Adam zaraził mnie miłością do koszykówki. Kibicowałem mu, gdy grał, a radził sobie naprawdę dobrze.
– W niedzielę w Rzeszowie rozegracie swój drugi ligowy mecz. Będzie kolejne wysokie zwycięstwo?
– Nie musi być wysokie, ważne, żeby zdobyć komplet punktów. Rywalem będzie zespół z Jarosławia, w sparingu okazaliśmy się zdecydowanie lepsi, ale liga to liga. Zapraszamy kibiców do hali ROSiR na godzinę 16. Wstęp jest wolny.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


