
Znany rzeszowski żużlowiec, Karol Baran – jak zapewnia – nieświadomie brał udział w procederze, który miał narazić Skarb Państwa na ogromne straty.
Oszustwo podatkowe na gigantyczną sumę ponad 26 mln zł, to prawdopodobnie kolejna odsłona działań tzw. mafii paliwowej, która w ten sposób wyłudza pieniądze z tytułu odliczonego, a niezapłaconego wcześniej VAT-u. Jej ofiarą, jak zapewnia sam zainteresowany, padł Karol Baran. To właśnie takiej sumy od byłego żużlowca Stali Rzeszów domaga się Urząd Skarbowy.
– Złotówki nikomu nie ukradłem – przekonuje wyraźnie zaskoczony i zszokowany całą sprawą Karol Baran, który w tym sezonie miał bronić barw ekstraligowej drużyny z Częstochowy. To właśnie pod Jasną Górę w ostatnich dniach dotarło pismo z Urzędu Skarbowego w Rzeszowie, w którym domaga się on od żużlowca zapłaty gigantycznej sumy pieniędzy. Wprawdzie dzięki interwencji głównego poszkodowanego, który do prokuratury zgłosił fakt możliwości popełnienia przestępstwa na jego szkodę, postępowanie podatkowe zostało zawieszone, to jednak wystarczyło ono do tego, by klub z Częstochowy zawiesił swojego zawodnika. W praktyce oznacza to, że Baran w tym sezonie nie będzie mógł bronić barw klubu spod Jasnej Góry. To jednak nie wszystko. Stosowne pismo od skarbówki, w którym domaga się ona zajęcia mienia żużlowca, miało również trafić na biurko prezydenta miasta. Wygląda zatem na to, że Baran musiał komuś nadepnąć na odcisk, a ww. działania czynione są z premedytacją. Tak przynajmniej twierdzi sam poszkodowany.
Prezes zarządu dwóch spółek mimo zakazu?
Zawodnik, zasłaniając się dobrem postępowania prokuratury, nie chce komentować całego zdarzenia. Zastanawiającym jest jednak fakt, że jak ma zapewniać wychowanek rzeszowskiej Stali, przez ostatnie niecałe 4 lata miał on zakaz pełnienia funkcji na stanowiskach kierowniczych. Nijak mają się jednak do tego dane z Krajowego Rejestru Sądowego, w którym widnieje on jako prezes zarządu dwóch spółek – z Poznania i Wrocławia – które zajmują się lub zajmowały hurtowym handlem paliwami.
W tej pierwszej Baran miał nabyć udziały za 250 tys. zł, w drugiej, której nieco ponad rok temu została cofnięta koncesja, za 115 tys. zł. – W 2014 r. nabyłem udziały w spółce z o. o., niemniej jednak byłem wielokrotnie przed zakupem udziałów zapewniany, że podmiot, którego udziały nabyłem nie posiada żadnych zobowiązań oraz że takie zobowiązania nie powstaną w przyszłości. Okazało się zupełnie inaczej. Faktem jest, że w ostatnim czasie doręczono mi dokument z Urzędu Skarbowego, z którego wynika obowiązek zapłaty należności pieniężnej w postaci podatku od towarów i usług wobec spółki z o. o., w której pełniłem funkcje kierownicze. Była to informacja, która mną wstrząsnęła. W związku z powyższym, niezwłocznie zwróciłem się po profesjonalną pomoc w zakresie analizy otrzymanego dokumentu oraz sytuacji, w jakiej się znalazłem. Już pobieżna analiza dokumentów, do których udało mi się dotrzeć (sprawa cały czas jest badana), bezsprzecznie wskazuje na to, że padłem ofiarą przestępstwa. W związku z powyższym, niezwłocznie zawiadomiłem właściwe organy ścigania – możemy przeczytać w oświadczeniu, jakie w ostatnich dniach wydał zawodnik, który twardo obstaje przy swojej wersji, mówiącej o tym, że padł on ofiarą oszustów. – Z całą stanowczością oświadczam, że zostałem podstępnie wprowadzony w błąd. Podjąłem kroki, nie tylko natury prawno-karnej, ale również działania cywilno-prawne oraz administracyjno-prawne, zmierzające do całkowitego wyjaśnienia tej sytuacji. Będę robił wszystko, aby uwolnić się od jakiejkolwiek odpowiedzialności za zobowiązania, które nie powinny mnie dotyczyć w żadnym stopniu. Pragnę bardzo stanowczo podkreślić, że nie mam nic wspólnego z jakimikolwiek zobowiązaniami natury publicznoprawnej, co w najbliższym czasie mam zamiar udowodnić, w sposób przewidziany przez przepisy prawa. Czuję się oszukany w związku z zaistniałą sytuacją, o powstaniu której do niedawna nie miałem żadnej wiedzy – przekonuje w dalszej części oświadczenia rzeszowski żużlowiec.
Nie pierwszy i zapewne nie ostatni
Jeśli potwierdzi się jego wersja, będzie on nie pierwszą i zapewne nie ostatnią osobą, która została wykorzystana przez tzw. mafia paliwowa. Jej działalność polega na tworzeniu tzw. karuzeli podatkowej, dzięki której wyłudzany jest zwrot podatku VAT. Do tego nielegalnego przedsięwzięcia potrzebny jest łańcuszek spółek, zarejestrowanych w co najmniej dwóch państwach, należących do Unii Europejskiej. Na ich czele stoją tzw. słupy. Najpierw jedna z firm dokonuje opodatkowanej zerową stawką podatku VAT wewnątrz wspólnotowej dostawy towarów, w tym wypadku oleju napędowego. Następnie, zgodnie z regulacjami polskiego prawa, przy sprzedaży nalicza 23 procent podatku, ale go nie odprowadza. I w tym momencie dochodzi do oszustwa, gdyż firma korzysta z możliwości odliczenia naliczonego VAT-u. Tego samego, którego nie zapłaciła. Kolejnym krokiem jest w miarę możliwości jak najszybsza sprzedaż towaru i zniknięcie z rynku. I tak cała operacja może być powtarzana wielokrotnie. Szacuje się, że 99 procent nielegalnego oleju napędowego, który trafia na polski rynek, pochodzi z Niemiec i Litwy. Ten drugi rynek jest zasilany głównie z Białorusi i Rosji. Oprócz odliczeń niezapłaconego podatku, firma może, oczywiście nielegalnie, sprzedać towar po zdecydowanie niższej cenie (ponad złotówkę taniej na litrze), co stanowi dla niej kolejne źródło dochodu. Innym, zdecydowanie trudniejszym, sposobem wyłudzenia VAT-u, jest wciągnięcie w całą nielegalną machinę konkretnej rafinerii i zbudowanie wokół niej sieci spółek, które są odbiorcami komponentów. Te po zmieszaniu z innymi składnikami, trafiają następnie na stacje benzynowe, gdzie są sprzedawane jako pełnoprawny olej napędowy.
Jerzy Marcinkowski



7 Responses to "Mafia paliwowa oszukała żużlowca?"