Poszukiwanie miłości w Internecie przestało być nowością, jednak poszukiwanie jej poprzez program telewizyjny, szczególnie mocno kontrowersyjny – owszem, nowością jest. A mowa o programach różnych – od takiego, gdzie kojarzone są małżeństwa, po taki, w którym ludzie najpierw oglądają się całkiem nago, by zdecydować, z kim pójdą na randkę.
Od kilku lat sporą popularnością cieszy się emitowany na antenie TVN „Ślub od pierwszego wejrzenia”. Uczestnicy programu biorą śluby z osobami, których wcześniej nawet nie widziały. Dobór małżonków nie jest jednak przypadkowy, bo w pary uczestników dobiera trójka ekspertów: seksuolog Monika Staruch, antropolog prof. Bogusław Pawłowski oraz psycholog dr Piotr Mosak. To oni „gwarantują”, że wybiorą pary, które do siebie najbardziej pasują pod wieloma względami. Później para bierze prawdziwy ślub, którego udziela jej urzędnik USC, potem jest wesele, a potem podróż poślubna. To podczas tego wyjazdu mają się lepiej poznać i zdecydować, czy pozostają w małżeństwie, czy się rozwodzą. – Jak dla mnie, świetny pomysł – mówi 33-letni singiel z Rzeszowa. – Ludzie w dzisiejszych czasach nie mają czasu na długie „chodzenie” z sobą i często dobierają się w pary bardzo chaotycznie. A tu są eksperci, specjaliści, kierują się w tym doborze kryteriami naukowymi i swoim doświadczeniem. Ja bym spróbował – deklaruje.
– Rozumiem telewizję, że chce robić show, ale nie rozumiem ludzi, którzy się do tego zgłaszają – mówi 28-letnia panna Anna z Przemyśla.
– Jak można wyjść za kogoś za mąż, nie znając go wcale? Przecież ślub, nawet cywilny, to poważna sprawa – stwierdza. – Nie wyobrażam sobie tego! A jeśli nie wyjdzie, to rozwód, tak? Tak, jakby rozwód to było nic takiego, zabawa jakaś – irytuje się 28-latka. – Ludziom w głowach się poprzewracało i nie ma już dla niektórych żadnych świętości – podsumowuje.
O dewaluacji instytucji małżeństwa i jej celów mówi w kontekście programu także Dominik Hudzik, rzeszowski coach, od ponad 20 lat wraz z żoną Martą pracujący metodą warsztatową z małżeństwami, parami i narzeczonymi. – Choć te pary rzeczywiście biorą ślub cywilny, ja bym tu o małżeństwie nie mówił – stwierdza wprost. – Małżeństwo bowiem to jest świadome wzięcie odpowiedzialności za drugą osobę. W tym programie nie ma mowy o świadomej decyzji, bo wszak nie podejmują jej uczestnicy programu, tylko eksperci niejako za nich – wyjaśnia. – Trudno też mówić o odpowiedzialności za współmałżonka, gdy zakłada się z góry, że eksperyment może „nie wypalić” i dojdzie do rozwodu – zauważa. – Pomijając te oczywistości, kluczowe jest także to, że taka para nie ma szans naprawdę się poznać. Kilkutygodniowy urlop w ramach „podróży poślubnej” zaplanowanej przez producenta programu, to nie jest prawdziwe życie – stwierdza specjalista. – Człowieka poznaje się w sytuacjach prozaicznych i stresujących. Wówczas, kiedy ma problemy dnia codziennego, albo i poważniejsze, a nie. kiedy dobrze się bawi w wolnym czasie – przestrzega D. Hudzik. – Gdyby mnie ktoś pytał, czy ma wziąć udział w takim eksperymencie, to odradzałbym mu. Taka pozorna zabawa bardzo poważnymi sprawami takimi jak małżeństwo, może przynieść więcej szkody niż pożytku – stwierdza. Nie ma zatem miłości od pierwszego wejrzenia? – Jest! – zapewnia terapeuta. – 28 lat temu zakochałem się od pierwszego wejrzenia w mej żonie – uśmiecha się. – Zobaczyłem ją w autobusie jadącym w góry i poczułem coś niezwykłego. Ale nim wzięliśmy ślub, przez 3 lata poznawaliśmy się i uczyliśmy się siebie nawzajem w różnych, także trudnych sytuacjach – zapewnia.
O ile pomysł, by poślubić kogoś nieznajomego może budzić kontrowersje, o tyle są programy budzące jeszcze więcej wątpliwości i emocji. Jednym z nich jest „Hotel Paradise”. Oparta podobnie jak „Ślub od pierwszego wejrzenia” na zagranicznej licencji produkcja to „miłośne reality show”. Na pięknej egzotycznej wyspie kilku młodych mężczyzn i kilka młodych kobiet łączą się w pary w różnych konfiguracjach. Każda taka tymczasowa para mieszka z sobą w jednym pokoju i śpi w jednym łóżku oraz wspólnie wykonuje zadania wyznaczone przez twórców programu oraz pozornie dobrze się bawi. Pozornie, bo wszystkiemu towarzyszą intrygi i prawdziwe, nie zawsze pozytywne emocje, a uczestników łączy czasem nie tylko nić sympatii czy wzajemny pociąg, ale po prosu seks. Na koniec finałowa para walczy o 100 tys. złotych. – Obejrzałam kilka odcinków i jestem rozczarowana – zdradza 22-letnia Gosia z Sanoka. – Widoki ładne i tyle, bo uczestnicy to zwyczajne pustaki. Idą tam tylko dla kasy i zaistnienia w mediach. Niewiarygodne, by ktokolwiek mógł tam znaleźć przyjaźń, o miłości nie wspomnę – uważa młoda kobieta.
Jeśli jednak komuś „Ślub od pierwszego wejrzenia” i „Hotel Paradise” wydają się bardzo kontrowersyjne, to takie osoby czeka prawdziwy szok. Na wiosnę w ramówce Zoom TV rusza polska edycja angielskiego programu „Magia Nagości”. Można by rzec, że jest to po prostu hardcorowa wersja popularnej dawno temu „Randki w ciemno”. Zoom TV już emituje „Magię Nagości”, ale głównie jej angielską wersję, choć produkcja doczekała się edycji w kilku krajach. Program „leci” w godzinach późnowieczornych i nocnych. Nic dziwnego, bo formuła jest taka, że osoba szukająca drugiej połowy na randkę wybiera ją z 6 kandydatów lub kandydatek, którzy prezentują się jej całkiem nago. Kandydaci lub kandydatki stoją w specjalnych kolorowych kapsułach i kolejno odsłaniane są ich nagie ciała. Najpierw do kolan, potem do pasa, następnie do szyi, a na końcu twarz. W międzyczasie osoba wybierająca odrzuca kolejnych kandydatów, by w końcu sama, będąc nagą, wybrać tę, która najbardziej pociąga ją fizycznie.
Polacy wydają się być dość pruderyjni, ale program cieszy się sporą popularnością, a fakt, że na wiosnę ma być emitowana jego polska wersja wskazuje, że są w naszym kraju chętni do wystąpienia w nim. – Trzeba być nienormalnym, żeby rozbierać się przed kamerami i wystawiać nago na spojrzenia milionów ludzi – takie zdanie ma 46-letnia Aneta spod Rzeszowa. – Pruderyjne myślenie – odpowiada na to 39-letni Robert z Przemyśla. – Sfera fizyczności jest ważna w związku i nikt rozsądny temu nie zaprzeczy. Lepiej sobie kandydata czy kandydatkę na randkę zobaczyć wcześniej nago, niż potem się rozczarować – uważa mężczyzna. – Czy tak można poznać wielką miłość? Nie wiem, ale wiem, że ludzie poznają się czasem w najdziwniejszych okolicznościach i zostają szczęśliwymi parami! Ja i moja żona jesteśmy na to najlepszym przykładem, bo poznaliśmy się… w szpitalu, gdzie leżałem ze złamaną nogą, a moja żona opiekowała się mną jako pielęgniarka – śmieje się. – Pewnie widziała moje części intymne wtedy i co z tego? W czym nam to przeszkodziło? Chyba w niczym, skoro jesteśmy już 12 lat szczęśliwym małżeństwem
– zauważa Robert.
Inne zdanie ma na ten temat specjalista od kursów dla narzeczonych i terapii małżeńskiej z Rzeszowa. – Podczas takiego programu ludźmi targają w krótkim czasie bardzo silne emocje
– stwierdza Dominik Hudzik. – Dlatego trudno tu w ogóle mówić o świadomym wyborze swego ideału, nawet gdy chodzi tylko o fizyczność – podkreśla. – Kolokwialnie rzecz ujmując, szeroko pojęta uroda czy aparycja, to nie jedyny czynnik, który sprawia, że ktoś nam się podoba i pociąga nas – wyjaśnia D. Hudzik. – Ogromną role, grają tu także gesty i także nawyki. Pozornie idealna w takim programie osoba może okazać się niedbającą o siebie na co dzień, albo mieć nawyki, które zupełnie odrzucą od niej tego, kto początkowo uznał ją za ideał – podkreśla specjalista od związków. – Kluczowe jednak jest to, że nasza fizyczność to tylko jeden z elementów, na którym buduje się relację związkową. Nierzadko jest przecież tak, że ludzie, którzy się poznają zupełnie konwencjonalnie i bardzo podobają się sobie fizycznie, po kilku spotkaniach dochodzą oboje, albo jedno z nich, do wniosku, że to nie to. Bo nie pasują do siebie intelektualnie czy światopoglądowo, czy nawet różnią się zainteresowaniami lub poczuciem humoru – tłumaczy D. Hudzik. – Według mnie, nie da się zbudować poważnej relacji na tak zawartej znajomości, jak to się dzieje w tym programie – podkreśla. – To tylko eksperyment i niekoniecznie taki bezpieczny dla obu stron – dodaje.
Miłość niejedno ma imię i drogi do niej bywają niezwykłe i kręte. Ważne, żeby ją odnaleźć i nie zgubić siebie. Wspaniałych walentynek!
Monika Kamińska



4 Responses to "Magia nagości"