
II LIGA. Mielczanie w efektownym stylu wrócili na zwycięską ścieżkę. Każda z trzech bramek była przedniej urody.
– Nawet nie wiem, jak to wpadło. Muszę obejrzeć powtórki – uśmiechał się Andreja Prokić, pytany o bramkę, która otworzyła wynik. Serb zdobył gola przewrotką, a Stal spełniła obietnice. Zrehabilitowała się za porażki z Legionovią i Kotwicą i powinna już chłodzić szampana.
Przewaga nad czwartym w tabeli GKS-em Tychy wynosi 11 punktów, do końca wyścigu o I ligę pozostało sześć kolejek. Co prawda, mielczanie nie mają łatwych przeciwników, ale wydaje się nieprawdopodobne, by roztrwonili taki kapitał. Trener Nadwiślana Rafał Wójcik, który kilka lat temu ustąpił przy Solskiego miejsca Januszowi Białkowi, nie miał wątpliwości, że piłkarze z Mielca zasłużyli na promocję. Na konferencji prasowej przyrównał ich do najszybszego człowieka na ziemi. – Stalowcy są jak Usain Bolt. Na ostatnich dziesięciu metrach zwalniają. Przyglądają się rywalom, ale tylko po to, by za moment odebrać im motywację – tłumaczył.
Pech rozgrywającego
Ślązacy po nieudanym początku roku, zaczęli skrzętnie gromadzić punkty i dość szybko wrócili do gry o utrzymanie. W Mielcu starali się głównie przeszkadzać, argumentów stricte piłkarskich mieli niewiele, ale szło im zaskakująco dobrze. Spora w tym zasługa gospodarzy, którym brakowało cierpliwości. Owszem, sytuacji do zdobycia bramek nie brakowało, jednak nie było komu postawić kropki nad „i”. Andreja Prokić, Mateusz Cholewiak, Szymon Sobczak i Bartosz Nowak – każdy z nich powinien znaleźć sposób na Roberta Błąkałę. Najbliżej był Nowak, który na początku meczu trafił w słupek, a pod koniec pierwszej połowy kapitalnie przymierzył z wolnego i do szczęścia zabrakło kilkudziesięciu centymetrów.
Bramkarz bohaterem
Nie wiemy, jakich zaklęć użył w przerwie trener Białek, ale od początku II połowy jego drużyna zaatakowała z niebywałym impetem. Zaczęło się od strzału Sobczaka i parady bramkarza Nadwiślana. A potem było ekwilibrystyczne trafienie Prokica. – Zadziałał instynkt, nie mogę powiedzieć, że to zaplanowałem – wyznał, pytany o strzał przewrotką. Bramka meczu? Niekoniecznie! Sebastian Zalepa pięknie wykończył głową perfekcyjne dośrodkowanie Krystiana Getingera. Na deser rezerwowy Tomasz Prejs uderzył piłkę zewnętrznym podbiciem i od razu przypomniała się kontra Atletico Madryt w meczu z Bayernem. Tylko, że Fernando Torres trafił w słupek…
– Stal mogła wygrać wyżej. Dość powiedzieć, że najlepszym zawodnikiem na boisku był nasz bramkarz. Mimo wszystko chylę czoła przed moimi chłopakami. Walczyli z całych sił, dążyli do zdobycia gola – mówił trener gości. – Czy z racji tego, że pracowałem w Mielcu, odczuwałem dodatkowe emocje? Oczywiście byłbym ogromnie usatysfakcjonowany, gdybyśmy sprawili niespodziankę. Lecz Stali awans po prostu się należy. Za atmosferę panującą w klubie, na trybunach, piłkarską jakość, całą tę otoczkę – podkreślał Wójcik.
Janusz Białek cieszył się ze zwycięstwa, ale nie przesadnie. – Trzy gole cieszą, ale na pewno stać nas na lepszą grę – podsumował spotkanie. Szkoleniowiec Stali zdaje sobie sprawę, że właśnie nadszedł czas studzenia rozgrzanych głów. Gdy cel jest na wyciągnięcie ręki, życiowe credo o pokorze staje się aktualne jak nigdy.
STAL Mielec 3
NADWIŚLAN Góra 0
(0-0)
1-0 Prokić (48.), 2-0 Zalepa (69.), 3-0 Prejs (87.)
STAL: Libera – Sulewski, Zalepa, Bierzało, Getinger, Sobczak (75. Prejs), Lech (89. Marciniec), Żubrowski, Nowak (67. Radulj), Cholewiak – Prokić.
NADWIŚLAN: Błąkała – Korneta, Margol, Bedronka, Wójcik, Ogrocki (55. Piwowarczyk), Widuch (65. Musiolik), Kaszok, Wasiluk, Ceglarz – Essam (73. Jarosz).
Sędziował: Michał Zając (Sosnowiec). Żółte kartki: Cholewiak – Margol. Czerwone kartki: Cholewiak (78., druga żółta) – Margol (68., druga żółta). Widzów 2000.
Tomasz Szeliga


