
PRZEMYŚL. Młode zwierzątko już od około dwóch tygodni błąkało się w lasach Nadleśnictwa Cisna.
Gdy w przemyskim Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt Chronionych odebrano w czwartek (1 kwietnia) telefon, że oto z okolic Cisnej jadą do niego ludzie z małym niedźwiadkiem, początkowo wzięto to za żart. Okazało się to jednak prawdą: około dwumiesięczna samiczka niedźwiedzia brunatnego trafiła do Przemyśla.
Młode zwierzątko już od około dwóch tygodni błąkało się w lasach Nadleśnictwa Cisna. Ludzie je widzieli, ale omijali, bo podejrzewali, że w pobliżu niedźwiedziego dziecka jest pewnie troskliwa mama, a ta z pewnością byłaby niebezpieczna. Z czasem jednak okazało się, że niedźwiedziątko jest samo. To dziwne, bo niedźwiedzie mamy opiekują się swoim potomstwem bardzo troskliwie. – Potrafią nieść swoje dziecko kilkadziesiąt kilometrów – podkreśla weterynarz Andrzej Fedaczyński.
Tu jednak ani śladu nie ma po matce niedźwiadka. Nie wiadomo, gdzie i jak młode odłączyło się od niej. Mała niedźwiedziczka nazwana w ORZChr. „Puchatką” od znanej postaci literackiej, jest w niezłej kondycji. Wygląda naprawdę jak maskotka typowego misia i jest „gwiazdą” mediów, tak lokalnych, jak ogólnopolskich. W przemyskim ośrodku zostać jednak nie może, bo brak tu warunków na komfortowe bytowanie zwierzaka, jakim się z czasami stanie. Maleńka bowiem „Puchatka” osiągnie jako dorosła samica niedźwiedzia wagę około 200 – 250 kilogramów. Przemyski ośrodek już szuka dla niej stosownego miejsca, gdzie „misia” będzie mogła żyć w warunkach jak najbardziej zbliżonych do natury.
Monika Kamińska


