
RZESZÓW. Przechodząca kobieta lub dziecko z rodzicem mogli zginąć razem z samobójcą.
Do tragedii doszło w środę, 3 września, około godziny 7 rano w bloku przy ul. Pułaskiego 7 w Rzeszowie. Jak ustaliliśmy w Prokuraturze Rejonowej dla Miasta Rzeszów, 45-letni mieszkaniec bloku wyszedł ze swojego mieszkania na klatkę schodową i z 10. piętra rzucił się na chodnik. Mało brakowało, a zabiłby przechodzącą kobietę.
– Wstępnie wykluczyliśmy udział osób trzecich, ale zleciliśmy przeprowadzenie sekcji zwłok i będziemy prowadzić postępowanie w tej sprawie – mówi Łukasz Harpula, zastępca szefa PR dla m. Rzeszów.
Mężczyzna spadł bezpośrednio na chodnik kilkanaście metrów od wejścia do przedszkola nr 23, tyle że od drugiej strony wieżowca. Codziennie właśnie tam parkuje swoje samochody wielu rodziców, odprowadzających swoje pociechy do przedszkola. I często idą dokładnie przez miejsce, gdzie mężczyzna spadł. Chodzą tamtędy również mieszkańcy osiedla do pracy czy sklepu.
O włos od drugiej tragedii
Z naszych informacji wynika, że około godz. 7 właśnie do zaparkowanego samochodu szła mieszkanka osiedla. – Przechodziła tym samym chodnikiem. Przeszła około 10 metrów i wtedy ten samobójca spadł. Naprawdę mało brakowało – mówi nam mąż kobiety.
O mały włos, a doszłoby do takiej tragedii, jak ta, która miała miejsce w Warszawie w ubiegłym roku, kiedy samobójca wyskoczył z 7. piętra i spadł na przechodzącą kobietę. Mężczyzna zginął, kobieta do dzisiaj jeździ na wózku inwalidzkim.
Jedni samobójcy myślą o innych ludziach, a dla niektórych to impuls
Postanowiliśmy zapytać się psychologa, czy samobójca, gdy chce się pożegnać z życiem, myśli o innych, czy zupełnie go to nie interesuje i bywa groźny dla postronnych osób? – Różnie z tym bywa – mówi dr Marcin Florkowski, psycholog. – Czasami ludzie popełniają tzw. gniewne samobójstwo, np. na złość rodzicom – tak żeby odczuwali oni taki sam ból jak samobójcy. Planują nawet zabicie innych osób, następnie siebie, żeby inni także cierpieli. W Stanach Zjednoczonych mamy do czynienia z takimi przypadkami, kiedy jakaś osoba zabija z broni kilkanaście osób, a następnie popełnia samobójstwo – tłumaczy.
Psycholog wskazuje, że jest też grupa samobójców, którzy nie myślą o tym, że komuś mogą zrobić krzywdę. – Najczęściej są to osoby wychodzące z depresji. Tak bardzo się boją nawrotu choroby, bólu i cierpienia, że popełniają samobójstwo – mówi.
Dr Florkowski mówi nam także o krótkotrwałych stanach psychozy. – Znam przypadek chłopaka, który siedział przy świątecznym stole z rodziną, rozmawiał, śmiał się i wszystko było w porządku, po czym nagle wskoczył na stół, wybił się z niego i wyskoczył przez okno. Gdyby go ktoś zdołał przytrzymać, to po kilku minutach już nie miałby ochoty popełnić samobójstwa – mówi.
Co się stało w środowy poranek przy Pułaskiego, być może wyjaśni prowadzone postępowanie. Śledztwo będzie prowadzone pod kątem tego, czy ktoś nie nakłonił mężczyzny do samobójstwa. Ostatecznie tego, co działo się w głowie samobójcy, prawdopodobnie nie dowiemy się nigdy.
Grzegorz Anton



13 Responses to "Mało brakowało, a samobójca zabiłby inną osobę"