
RZESZÓW. Dziewczynka wciąż przebywa w rodzinie zastępczej.
Pomimo zapewnień ojca malutkiej Lenki, nad którą ze szczególnym okrucieństwem miał znęcać się przyjaciel matki – 40-letni Grzegorz B., mieszkaniec Klęczan w pow. ropczycko-sędziszowskim – że chce zabrać ją do domu, dziewczynką wciąż opiekują się rodzice zastępczy. Choć ojciec 2,5-latki rzeczywiście odwołał się od decyzji o umieszczeniu jej w rodzinie zastępczej, zażalenie wpłynęło do sądu… zbyt późno. Jaki będzie dalszy los dziecka? Zadecydują o tym sędziowie.
– Sprawa dziewczynki nadal jest w toku, dziecko na razie przebywa w rodzinie zastępczej, trwają wywiady kuratora – mówi sędzia Alicja Kuroń z Sądu Rejonowego w Rzeszowie. – Zażalenie ojca dziecka na umieszczenie dziewczynki w rodzinie zastępczej zostało odrzucone przez sąd, bo zostało złożone po terminie – dodaje sędzia.
Malutka Lenka przebywa w zawodowej rodzinie zastępczej od 3 miesięcy. Trafiła do niej 3 sierpnia – tuż po tym, jak została wypisana ze szpitala, do którego trafiła w związku z ujawnieniem bulwersującej sprawy znęcania się nad nią ze szczególnym okrucieństwem i zabójstwa jej półrocznego braciszka – Maksymiliana. O dalszych losach dziecka zadecydują sędziowie Sądu Rejonowego w Rzeszowie, gdzie toczy postępowanie o wydanie zarządzeń opiekuńczych. Sędziowie wydziału rodzinnego i nieletnich zadecydują, czy 2,5-latka wróci do rodziców, pozostanie w rodzinie zastępczej na stałe czy też zostanie umieszczona w domu dziecka.
Koszmar malutkich dzieci
Sprawa znęcania się nad dziewczynką wyszła na jaw z końcem lipca br., gdy zmarł jej 6-miesięczny braciszek. Chłopiec trafił do szpitala w stanie krytycznym – miał pękniętą czaszkę w dwóch miejscach i krwiaka mózgu oraz złamane żebra. Na jego ciele widniały również zabliźnione ślady po wcześniej doznanych obrażeniach. Policję o tym, że do szpitala trafiło dziecko z obrażeniami wskazującymi na pobicie zawiadomił szpital. W czasie policyjnych czynności przy matce była Lenka, na której ciele funkcjonariusze również zauważyli obrażenia. Dziewczynka trafiła do szpitala. Następnego dnia pomimo starań lekarzy Maksymilian zmarł. Okazało się, że oprawcą maluchów miał być 40-letni Grzegorz B., były pracodawca ojca Maksia, właściciel dużego zakładu stolarskiego i przyjaciel matki dzieci. Mężczyzna twierdził w prokuraturze, że upuścił niemowlę, jednak wstępne wyniki sekcji zwłok dziecka wykluczyły nieszczęśliwy przypadek. Przyznał się również śledczym do maltretowania 2,5-latki. Grzegorz B. usłyszał zarzut zabójstwa niemowlęcia i znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad dziewczynką. Przebywa w areszcie tymczasowym.
Katarzyna Szczyrek


