Mały potok, wielki strach

Kiedy pada dłużej, mieszkańcy Błażkowej nie mogą w nocy zmrużyć oka. Boją się, że potok, który płynie w pobliżu ich domów, znów zamieni się w rwącą rzekę i ich zaleje. Fot. Ilona Dziedzic
Kiedy pada dłużej, mieszkańcy Błażkowej nie mogą w nocy zmrużyć oka. Boją się, że potok, który płynie w pobliżu ich domów, znów zamieni się w rwącą rzekę i ich zaleje. Fot. Ilona Dziedzic

BŁAŻKOWA, POWIAT JASIELSKI. Mieszkańcy od wielu lat walczą o regulację potoku, który w czasie ulew regularnie zalewa ich domy i gospodarstwa.

Potok Idźwinka po ulewnych deszczach wystąpił z brzegów i zalewał wszystko, co napotkał na swojej drodze. Wyrządził szkody w uprawach oraz domach wielu mieszkańców wsi Błażkowa. Na miejscu obecny był sztab kryzysowy, który szacował straty.

W nocy z czwartku na piątek deszcz padał kilka godzin. Choć, jak podkreślają mieszkańcy, zalewani są regularnie co trzy lata, to nie spodziewali się, że ten moment po raz kolejny nadejdzie właśnie teraz. Wielu z nich spało, nie mając pojęcia o tym, co dzieje się nieopodal w korycie potoku Idźwinka. Już około godziny czwartej nad ranem poziom wody był na równi z brzegiem. Andrzej Żyguła, który mieszka tuż obok potoku, widząc, że sytuacja staje się groźna wyszedł z domu i zaczął ratować wszystko, co tylko było możliwe.

Lało jak z cebra. Woda była bardzo wysoka, równa z brzegiem, dlatego zaczęliśmy szybko sprzątać i ratować co się dało. Nie wszystko jednak zdążyliśmy zabezpieczyć. Potok zabrał nam wiele rzeczy, w tym drzewo na opał. W domu mamy metr wody w piwnicy. Obecnie trwają porządki w budynku gospodarczym, bo mułu naniosło po kolana – opowiada Andrzej Żyguła z Błażkowej.

Krystyna Furman ma 88 lat. Niedawno rodzina pomogła jej w remoncie domu za pieniądze z odszkodowania za wcześniejsze zniszczenia. Nie nacieszyła się domem zbyt długo, bo woda stała już pod nim w piątek rano. Rwąca woda potoku zniszczyła pani Krystynie ogrodzenie i wygięła tuje. –  Sołtys mnie obudził, bo spałam. Patrzę, a pod drzwiami stoi woda, która spowodowała kolejne zniszczenia. To wszystko trzeba robić od nowa – mówiła ze łzami w oczach. – Niczego się tak nie boję jak wody, nikt na to nic nie poradzi, to jest żywioł! – dodała.

Strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Błażkowej walczyli o szkołę podstawową, której groziło dostanie się wody do środka budynku. Na szczęście udało się strażakom opanować sytuację. Niestety, zniszczeniu i całkowitemu zamuleniu uległo boisko sportowe Orlik.

– Gdy poziom wody znacząco się podniósł, podjęliśmy interwencje. Przede wszystkim próbowaliśmy zabezpieczyć teren wokół szkoły, aby woda nie przedostała się do środka. Chcieliśmy ewakuować jedną z kobiet mieszkającą obok placówki, jednak nie zgodziła się opuścić swojego domu. Przy użyciu pianki montażowej zabezpieczyliśmy jej drzwiwyjaśnił Grzegorz Paciarkowski, naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej w Błażkowej.

Na miejscu podtopień pojawił się sztab kryzysowy składający się z pracowników gminy Brzyska, którego zadaniem było oszacowanie poniesionych przez mieszkańców strat. – Wszystkim w pierwszej kolejności musimy zabezpieczyć domy oraz studnie. Ponadto sprawdzimy, czy drogi są przejezdne. Strażacy będący w terenie już wypompowują studnie, pracownicy interwencyjni usuwają przeszkody. Ludzie oczywiście nie zostaną sami z problemem. Zgłoszenia uszkodzeń domostw już przyjmuje Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Brzyskach, natomiast zgłoszenia strat w rolnictwie – urzędnicy gminywyjaśnia Grzegorz Mikoś, sekretarz gminy Brzyska.

Mieszkańcy Błażkowej liczą na to, że Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie zainteresuje się w końcu drożnością potoku, którego brzegi są zarośnięte wysoką trawą, a wiele drzew zakłóca swobodny przepływ wody.

Ilona Dziedzic

One Response to "Mały potok, wielki strach"

Leave a Reply

Your email address will not be published.