
STALOWA WOLA. To miał być ich wspólny urodzinowy prezent. Przez lata leczyli ludzi, a w krytycznym momencie nie dostali pomocy od bliźnich.
Lidia i Antoni Franczakowie, lekarze z Powiatowego Szpitala Specjalistycznego w Stalowej Woli, utonęli podczas niedzielnej katastrofy promu w Tajlandii. Władze potwierdziły nam tylko informację, że w katastrofie zginęło dwoje mieszkańców Stalowej Woli. Nikt oficjalnie nie chciał powiedzieć, o kogo chodzi. Jest to zrozumiałe, gdyż w takich sytuacjach najpierw rozmawia się z rodziną zmarłych. Takie rozmowy w poniedziałkowy poranek były prowadzone z rodziną lekarzy.
Prom turystyczny w niedzielne popołudnie wracał z wysepki Koh Lan do kurortu Pattaya. To była ostatnia tego dnia wycieczka. Kłopoty zaczęły się zaraz po odbiciu jednostki od nabrzeża. Zgasł najpierw jeden silnik, a drugi zaczął się dusić. Pasażerowie otrzymali wtedy polecenie przejścia na górny pokład 2-piętrowego promu. To prawdopodobnie był tragiczny błąd.
W panice jedni topili drugich
– Gdy prom zaczął się niebezpiecznie kołysać, znajomi poradzili, byśmy wyskoczyli za burtę, zanim zacznie się panika – opowiadała jedna z Rosjanek podróżujących po Tajlandii. Prom zaraz zresztą się przechylił i w ciągu kilku minut zatonął. Stało się to niespełna kilometr od nabrzeża. Służby ratownicze szybko dotarły na miejsce tragedii. Z wody wyłowiono kilkanaście nieprzytomnych osób. Sześciu z nich nie udało się uratować. Wśród tych osób jest małżeństwo ze Stalowej Woli. W poniedziałek rano potwierdziła to najpierw Wioletta Stefaniak-Kałużna, konsul polski w Bangkoku, a później Marcin Wojciechowski, rzecznik naszego MSZ.
Informacja, że na liście ofiar są Franczakowie, obiegła Stalową Wolę lotem porannej błyskawicy. Przyjaciele zmarłych rano pojechali powiadomić o tragedii matkę. Potrzebny był psycholog. W szpitalu do godzin popołudniowych nikt nie chciał oficjalnie podać, że chodzi o miejscowych lekarzy. Niektórzy ze znajomych odsyłali do zdjęć zamieszczonych w Internecie przez AFP. Nie pozostawiają one złudzeń. – Potwierdzam, że otrzymaliśmy dzisiaj kopię informacji przesłanej przez ambasadę Polską w Bangkoku do Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego dotyczącą śmierci dwójki obywateli Polski w Tajlandii. Z przykrością muszę poinformować, że jest to dwoje mieszkańców Stalowej Woli, którzy zginęli podczas katastrofy promu wycieczkowego – oficjalnie powiedział Tomasz Wosk, szef kancelarii starosty stalowowolskiego.
Leczyli chorych od kilkudziesięciu lat
Kilkanaście godzin po wypadku zaczęto identyfikować leżące w szpitalu ciała zmarłych. Dwoje stalowowolan nie wróciło na noc do hotelu i ich zdjęcia zostały dostarczone policji. Policjanci poprosili wtedy jednego z uczestników polskiej wycieczki o identyfikację zwłok. Tożsamość zmarłych potwierdził ich przyjaciel.
Franczakowie pracowali w stalowowolskiej lecznicy od wielu lat. On był chirurgiem ze specjalizacją onkologa, ona neurologiem dziecięcym. Na wycieczkę do Tajlandii wybrali się z jednym z krajowych biur podróży. Polecieli w większej grupie. To miał być ich urodzinowy prezent. – Mimo że jestem lekarzem z siwizną na głowie, to ciągle nie mogę w tę śmierć uwierzyć – mówił nam jeden z lekarzy, znajomy zmarłego małżeństwa. – Widziałem te zdjęcia, ale jak dziecko liczę jeszcze, że z Azji nadejdzie jakaś inna informacja.
Jerzy Mielniczuk



2 Responses to "Małżeństwo lekarzy z Podkarpacia wśród ofiar katastrofy promu"