Małżeństwo lekarzy z Podkarpacia wśród ofiar katastrofy promu

Przez kilka godzin ratownicy wyławiali z wody zatoki Morza Południowochińskiego uczestników feralnego rejsu. Sześciorga nie udało się uratować. Prawdopodobnie kolejnych 20 jest zaginionych. Fot. PAP
Przez kilka godzin ratownicy wyławiali z wody zatoki Morza Południowochińskiego uczestników feralnego rejsu. Sześciu nie udało się uratować. Prawdopodobnie kolejnych 20 jest zaginionych. Fot. PAP

STALOWA WOLA. To miał być ich wspólny urodzinowy prezent. Przez lata leczyli ludzi, a w krytycznym momencie nie dostali pomocy od bliźnich.

Lidia i Antoni Franczakowie, lekarze z Powiatowego Szpitala Specjalistycznego w Stalowej Woli, utonęli podczas niedzielnej katastrofy promu w Tajlandii. Władze potwierdziły nam tylko informację, że w katastrofie zginęło dwoje mieszkańców Stalowej Woli. Nikt oficjalnie nie chciał powiedzieć, o kogo chodzi. Jest to zrozumiałe, gdyż w takich sytuacjach najpierw rozmawia się z rodziną zmarłych. Takie rozmowy w poniedziałkowy poranek były prowadzone z rodziną lekarzy.

Prom turystyczny w niedzielne popołudnie wracał z wysepki Koh Lan do kurortu Pattaya. To była ostatnia tego dnia wycieczka. Kłopoty zaczęły się zaraz po odbiciu jednostki od nabrzeża. Zgasł najpierw jeden silnik, a drugi zaczął się dusić. Pasażerowie otrzymali wtedy polecenie przejścia na górny pokład 2-piętrowego promu. To prawdopodobnie był tragiczny błąd.

W panice jedni topili drugich
– Gdy prom zaczął się niebezpiecznie kołysać, znajomi poradzili, byśmy wyskoczyli za burtę, zanim zacznie się panika – opowiadała jedna z Rosjanek podróżujących po Tajlandii. Prom zaraz zresztą się przechylił i w ciągu kilku minut zatonął. Stało się to niespełna kilometr od nabrzeża. Służby ratownicze szybko dotarły na miejsce tragedii. Z wody wyłowiono kilkanaście nieprzytomnych osób. Sześciu z nich nie udało się uratować. Wśród tych osób jest małżeństwo ze Stalowej Woli. W poniedziałek rano potwierdziła to najpierw Wioletta Stefaniak-Kałużna, konsul polski w Bangkoku, a później Marcin Wojciechowski, rzecznik naszego MSZ.

Informacja, że na liście ofiar są Franczakowie, obiegła Stalową Wolę lotem porannej błyskawicy. Przyjaciele zmarłych rano pojechali powiadomić o tragedii matkę. Potrzebny był psycholog. W szpitalu do godzin popołudniowych nikt nie chciał oficjalnie podać, że chodzi o miejscowych lekarzy. Niektórzy ze znajomych odsyłali do zdjęć zamieszczonych w Internecie przez AFP. Nie pozostawiają one złudzeń. – Potwierdzam, że otrzymaliśmy dzisiaj kopię informacji przesłanej przez ambasadę Polską w Bangkoku do Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego dotyczącą śmierci dwójki obywateli Polski w Tajlandii. Z przykrością muszę poinformować, że jest to dwoje mieszkańców Stalowej Woli, którzy zginęli podczas katastrofy promu wycieczkowego – oficjalnie powiedział Tomasz Wosk, szef kancelarii starosty stalowowolskiego.

Leczyli chorych od kilkudziesięciu lat
Kilkanaście godzin po wypadku zaczęto identyfikować leżące w szpitalu ciała zmarłych. Dwoje stalowowolan nie wróciło na noc do hotelu i ich zdjęcia zostały dostarczone policji. Policjanci poprosili wtedy jednego z uczestników polskiej wycieczki o identyfikację zwłok. Tożsamość zmarłych potwierdził ich przyjaciel.

Franczakowie pracowali w stalowowolskiej lecznicy od wielu lat. On był chirurgiem ze specjalizacją onkologa, ona neurologiem dziecięcym. Na wycieczkę do Tajlandii wybrali się z jednym z krajowych biur podróży. Polecieli w większej grupie. To miał być ich urodzinowy prezent. – Mimo że jestem lekarzem z siwizną na głowie, to ciągle nie mogę w tę śmierć uwierzyć – mówił nam jeden z lekarzy, znajomy zmarłego małżeństwa. – Widziałem te zdjęcia, ale jak dziecko liczę jeszcze, że z Azji nadejdzie jakaś inna informacja.

Jerzy Mielniczuk

2 Responses to "Małżeństwo lekarzy z Podkarpacia wśród ofiar katastrofy promu"

Leave a Reply

Your email address will not be published.