

Przyjechała do Polski mocno wystraszona. Tylko z babcią. Kilka dni temu przekonała się, że nie jest sama. Niedawno poznani, a także zupełnie nieznajomi ludzie przyszli pod rzeszowskie hospicjum, by razem z Olhą uczcić jej osiemnastkę. Obawy zastąpiła radość oraz łzy wzruszenia. A w czasie życzeń powtarzało się jedno – by kolejne urodziny świętowała już zdrowa. W spokojnej ojczyźnie.
Straciła rodziców, kiedy miała kilka lat. Wychowywała ją babcia. Miały tylko siebie. Nie było łatwo, a miało być jeszcze trudniej. Przed kilkoma miesiącami nastolatka usłyszała straszną diagnozę – zmiana nowotworowa. Trafiła na oddział onkologii kijowskiego szpitala. Była w trakcie leczenia, kiedy w Ukrainie wybuchła wojna. W jej 4. dniu Olha obchodziła swoje 18 urodziny… w piwnicy.
– Musieliśmy schodzić do schronu w szpitalu. Pielęgniarki wzięły 18 gumowych rękawiczek, które nadmuchały zamiast balonów. Miałam też dwa torty – zdradziła nam solenizantka. Strach mieszał się z radością.
Niestety, dziewczyna z dnia na dzień słabła. Nie miała sił schodzić do piwnicy. Potrzebowała dalszego leczenia. Medycy postanowili ją jak najszybciej przewieźć do Włoch. W Kijowie nie było już karetek. Załatwili prywatny transport i policyjną eskortę. 3 marca ruszyła w drogę do granicy z Polską. Towarzyszyli jej: lekarka, pielęgniarz oraz babcia. W pomoc sprowadzenia dziewczynki włączyła się Magdalena Koryl, przewodnicząca Rzeszowskiej Rady Kobiet.
– Poprosiłam o pomoc koleżankę, która dała mi numer do dyrektora szpitala w Przemyślu. Ten skierował mnie do pani organizującej karetki. A ona do pana Józia – jednego z kierowców – opowiadała nam. O godz. 10 zaczęła wykonywać telefony. O 19 ambulans czekał na Olhę na granicy. Wieczorem ona i jej opiekunowie zostali odebrani w Polsce. – Była pierwszą pacjentką, która przyjechała z Kijowa do stolicy Podkarpacia – mówiła Magdalena.
Kiedy zadzwoniła do Szpitala Wojewódzkiego Nr 2 w Rzeszowie, pytając, czy ją przyjmą, od razu się zgodzili.
– Pojechałam tam, żeby uściskać Olgę. Jest bardzo zamkniętą dziewczyną, wiele w życiu przeszła, ale bardzo się ucieszyła, gdy mnie zobaczyła. Musiała mi zaufać, bo powiedziała, że teraz jestem osobą, która będzie sprawować nad nią opiekę, choć przecież jest dorosła, no i nie przyjechała tu sama – wspominała Magdalena Koryl.

Fot. Wit Hadło
Wiek przekreślił plany
Po przyjęciu do szpitala Oldze wykonano wszelkie badania, włącznie z biopsją. Otoczono ją opieką. Miała tu zostać na chwilę, ale okazało się, że nie może pojechać do Włoch. – Nikt nie liczył miesięcy, a 28 lutego Olha miała urodziny. Oficjalnie, kiedy człowiek kończy 18 lat, przestaje być dzieckiem. Żadna dziecięca klinika już jej nie przyjmie. A te dla dorosłych to już zupełnie inna sprawa – nie kryła rozczarowania Magdalena. – Bardzo to przeżyła. Myślała, że już będzie w trakcie kuracji. Tymczasem została tutaj.
Jej nowi opiekunowie nie zamierzają się jednak poddawać. – Musi odpocząć, wzmocnić się. Jeśli jej stan zdrowia na to pozwoli, będziemy szukać innego miejsca – deklarowała Magdalena.
Na razie dziewczynka jest pod opieką lekarzy z rzeszowskiego szpitala, którzy zaplanowali dalsze leczenie. Znaleziono dla niej miejsce w Klinicznym Oddziale Opieki Paliatywno-Hospicyjnej w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego Rzeszowie. – Niczego jej nie brakuje. Leży w różowej sali. Ma piękne łóżko, dobre jedzenie. Jednym przyciskiem może wezwać pielęgniarkę – opisywała Magdalena Koryl. Przyznała, że Olha w końcu zaczęła się uśmiechać. – Przyjechała bardzo wystraszona i zawiedziona tym, że nie może kontynuować swojej drogi do Włoch. Ale zaaklimatyzowała się u nas. Myślę, że nie spodziewała się tak komfortowego pobytu w polskim szpitalu, a przede wszystkim tego, że może ją spotkać tyle ciepła. Cieszymy się, że mogliśmy ją zaskoczyć. Staramy się, by nasze hospicjum było domowym miejscem. Mamy bardzo dobrych i ciepłych pracowników. Wszyscy dbają o Olgę. A ona zaczyna stawać na nogi – podkreśla w rozmowie z nami Maria Grzegorzewska – kierownik Klinicznego Oddziału Opieki Paliatywno-Hospicyjnej.
Każdy tu o niej słyszał. I wszyscy pokochali. Odwiedza ją pani salowa, która jest Ukrainką i babcia.
– Niestety, czeka ją od nas wyprowadzka, ale po to, żeby było jej jeszcze lepiej – zaznacza Maria Grzegorzewska. – czekamy na ostateczne wyniki i będzie kwalifikowana do dalszego leczenia w innym szpitalu.
Młodzi potrzebują młodych
Magdalenie Koryl zależało, by o 18-latce z Ukrainy dowiedzieli się inni. – Olha nie ma tutaj swoich przyjaciół, znajomych ani rodziny. Ale to nie oznacza, że musi się czuć samotna. Jest ciężko chora, ale czy musi być tylko anonimowym pacjentem? Chcę, żeby ją zapamiętano, żeby mogła liczyć na wsparcie innych. Nie powinna czuć się sama – tłumaczyła.
Wpadła na pomysł powtórnej osiemnastki – dokładnie w miesiąc po właściwych urodzinach. Jej podopieczna niczego się nie domyśliła. – Powiedziałam jej tylko, że przygotowuję dla niej małą niespodziankę i poprosiłam, by mi zaufała.
28 marca o godz. 18 na parkingu przed rzeszowskim hospicjum zebrał się spory tłum, głównie młodych ludzi. Nie pojawili się przypadkowo. Przygotowali specjalne plakaty, laurki, ułożyli z liter imię solenizantki. Dowiedzieli się o wydarzeniu od Magdy z Facebooka i informacji medialnych.
– Nasza szkoła chciała okazać jej wsparcie. Przyszliśmy, by dodać jej sił, żeby poczuła się lepiej – mówiła Sofia, która sama pochodzi z Ukrainy.
– Moja mama pracuje w szpitalu. Była przy Oli w czasie zabiegu. Jej sytuacja jest okropna. Musiała uciekać z własnego kraju i jeszcze ta choroba, która nie daje jej spokoju – tłumaczyła z kolei jej imienniczka. – Poruszyła nas jej historia – wtrąciła Wiktoria.
Gdy tylko Olha pojawiła się na tarasie, nieznajomi, lecz serdeczni goście zaśpiewali jej „Happy birthday”. Próbowała powstrzymać płacz, ale zupełnie się rozkleiła. A kiedy wokaliści z Centrum Sztuki Wokalnej w Rzeszowie rozpoczęli swój kameralny koncert, nie było osoby, której nie zakręciłaby się w oku łza. o były krótkie i niezwykle wzruszające 18. urodziny.
– Nie spodziewałam się tego! – przyznała gorąco Olha. – Wszystko bardzo mi się podobało. Najbardziej występ solistów. Lubię, kiedy chłopcy śpiewają. A oni zrobili to tak pięknie! – mówiła oszołomiona.
A jak się dziś czuje w Polsce? – Stan mojego zdrowia się poprawił. Nadal jestem trochę słaba, ale czuję się lepiej niż na początku. Nie jestem przyzwyczajona do tego, że tyle osób tak bardzo się o mnie troszczy. Odwiedzają mnie: pani Magda, pani Aleksandra, moja babcia. No i pielęgniarki codziennie do mnie przychodzą – podkreśliła. – Mam tu bardzo dobrą opiekę. Dziękuję.
Jeszcze rano powiedziała, że nie lubi niespodzianek, ale te urodziny przerosły wszelkie oczekiwania Olhi. – To niesamowite, że na nasz parking przyszło tyle osób! – cieszyła się Maria Grzegorzewska. – W hospicjum na ogół są tylko starsi, a dziś otrzymała wsparcie od rówieśników, którzy dobrze jej życzą i podarowali jej dużo siły. Myślę, że młodzi ludzie potrzebują… młodych ludzi – podkreśliła.
Jak cenne może być takie wsparcie? – To bardzo pomaga. Pacjenci, którzy są otoczeni opieką bliskich, miłością, troską, lepiej się czują i dłużej żyją. To absolutnie niepodważalne – przekonuje kierownik oddziału. – Cieszę się, że Olha może kontynuować leczenie. Mam nadzieję, że przyszłość gotuje jej jeszcze wiele wspaniałych niespodzianek – dodaje.
Obcy ludzie okazali serce
Jedną z nich był specjalny film z życzeniami z całego świata. To prezent od córki Magdaleny Koryl.
– Kiedy po raz pierwszy spotkałam Olhę w szpitalu, dowiedziałam się, że miała urodziny 4 dni po wybuchu wojny. Bardzo mnie to poruszyło, bo rok temu sama obchodziłam osiemnastkę – opowiada Wiktoria.
– Chciałam zrobić coś, żeby jej pokazać, że są ludzie, którzy ją wspierają, dać jej nadzieję – kontynuuje. Napisała więc post na Instagramie, w którym opisała historię Ukrainki oraz pomysł. W ciągu tygodnia zgłosiło się około 100 osób!
– Nie spodziewałam się aż takiego odzewu – przyznaje Wiktoria. – Nikogo nie zmuszałam ani nie prosiłam. Każdy, kto wysłał nagranie, zrobił to z własnej inicjatywy – dodaje. Słowa wsparcia, życzenia, a także błogosławieństwa popłynęły do Olhi m.in. z: Stanów Zjednoczonych, Meksyku, Australii, Wielkiej Brytanii, RPA, Tajlandii, Hiszpanii i wytęsknionej Ukrainy.
– Cieszę się, bo Olha może się przekonać, że są tacy, którzy mówią: „Jesteśmy z tobą. Jesteśmy dla ciebie!”. O to chodziło – uśmiecha się. – Ona stała się nam bardzo bliska. Traktuję ją jak siostrę, choć nie znam jej dobrze. Jest dla nas kimś bardzo ważnym i chcemy, żeby dzień urodzin i każdy następny były dla niej jak najlepsze.
Inicjatorka całego zamieszania wyznaje, że ją też zaskoczyło tak duże zaangażowanie aż tylu osób. – Jestem pod ogromnym wrażeniem wszystkiego, co wydarzyło się od momentu sprowadzenia Olhi. Cały czas pomagają – pieniędzmi, darami, a przede wszystkim swoją obecnością oraz własnym czasem – wylicza Magda. – Chcieliśmy, żeby ktoś przyszedł na urodziny Olhi. Naszym największym pragnieniem było zobaczenie uśmiechu na jej twarzy. I to się udało. Ona płakała ze szczęścia. Wielka radość mieszała się ze smutnymi przeżyciami, bo nie świętowała u siebie, wśród rodziny. Przyszły osoby, których nie znała. Obcy ludzie okazali jej serce!
Zależało jej, by inni poznali historię nastolatki z Ukrainy. – I żeby ona sama przekonała się, że są ludzie gotowi jej pomóc, być razem z nią. Tacy, na których może liczyć. Myślę, że to się udało – cieszy się Magda. – Wszyscy pytali, czy przynosić prezenty. Odpowiadałam, że nie. Ale Olha i tak została obsypana podarunkami. Dostała piżamę, biżuterię, rzeczy pielęgnacyjne, kwiaty, słodycze. Niektórzy przekazali dla niej kartki i laurki z bardzo osobistymi życzeniami. To była prawdziwa osiemnastka.
Wśród gości była nawet… Myszka Miki. Kryjąca się pod kostiumem Dorota dotarła na urodziny prosto z pracy. – Kiedy dowiedziałam się o tym wydarzeniu, musiałam tu przyjechać – podkreśliła. Założyła specjalną bluzę z napisem: „Jesteś super”. Miało być przesłaniem dla solenizantki. Przyniosła też wyjątkowy prezent. – To lampa Aladyna – zdradziła, ostrożnie wyjmując z torebki mosiężny przedmiot. – Należy wyjąć korek i potrzeć lampę, by uwolnić Dżina, a potem wypowiedzieć życzenie. Trzeba tylko bardzo mocno w nie uwierzyć, a na pewno się spełni – przekonywała.
O co poprosiłaby Olha? – Mam tylko dwa marzenia – wyznała, nie mogąc powstrzymać łez. – Wyzdrowieć. I żeby wojna w Ukrainie już się skończyła. Bardzo chciałabym tam wrócić i kolejne urodziny spędzić już w domu…
Wioletta Kruk



One Response to "Mam tylko dwa marzenia"