Mam układy na górze

Specjalista od awansów nie zawiódł. Pod wodzą trenera Włodzimierza Gąsiora (rocznik 1948) Stal Mielec po 16 latach wróciła na szczebel centralny – do drugiej ligi. Fot Marcin Studnicki/www.stalmielec.com
Specjalista od awansów nie zawiódł. Pod wodzą trenera Włodzimierza Gąsiora (rocznik 1948) Stal Mielec po 16 latach wróciła na szczebel centralny – do drugiej ligi. Fot Marcin Studnicki/www.stalmielec.com

Rozmowa z WŁODZIMIERZEM GĄSIOREM, trenerem Stali Mielec.

– W jaki sposób świętował pan awans do II ligi?
– Poruszam się samochodem, więc “procentów” nie przyjmowałem. Toast wznosiłem colą i wodą mineralną. Ale moi zawodnicy po meczu z Izolatorem nie żałowali sobie (śmiech).

– Po rundzie jesiennej, gdy Tomasovia wyprzedzała Stal o 8 punktów mówił pan: spokojnie, jeszcze wszystko możliwe. Chyba się pan jednak nie spodziewał, że straty odrobicie w tak imponujący sposób. Wiosną nie przegraliście meczu, tylko dwa razy zremisowaliście!
– Znałem drużynę, wiedziałem, że stać nas na dobry wynik. Choć w rundzie rewanżowej to była już inna Stal. Przecież zimą odeszło z klubu 11 piłkarzy. Przyszło mniej, za to bardzo wartościowych. Po pierwszej części sezonu sceptyków było więcej niż optymistów. Remis w Tomaszowie Lubelskim na inaugurację wiosny sprawił, że niedowiarków przybyło. Ale ja wierzyłem w drużynę. I najważniejsze, że zawodnicy wierzyli we własne umiejętności. Pracowali w pocie czoła, wkrótce przyszły tego owoce.

– Jest pan specjalistą od awansów, więc pewnie ten sukces nie smakuje jakoś wyjątkowo?
– To prawda, nie przeżywam tego tak mocno jak moi piłkarze, działacze czy kibice. Twardo stąpam po ziemi i zdaję sobie sprawę, że druga liga stawia przed wszystkimi w klubie większe wymagania.

– Los was nie oszczędzał, co rusz jakiś zawodnik wypadał ze składu z powodu kontuzji. Jednak nie robił pan z tego problemu.
– Sytuacja skomplikowała się już podczas meczu z Tomasovią, po kontuzji Mariusza Korzępy, zawodnika, który “robił” grę w środku pola. Po Stali Sanok wypadł Łukasz Rogala, potem pech dopadł Damiana Buczyńskiego. Nie lubię płakać, ale to byli piłkarze podstawowego składu. Dziury udało się jednak załatać. Zaskoczyli inni, jak Michał Walski, 16-latek, który właśnie odchodzi do Pogoni Szczecin. Generalnie, my Polacy mobilizujemy się w trudnych momentach. Ze Stalą było podobnie.

– Zimą do klubu wrócił po latach Bogusław Wyparło. To jednak nie oznaczało degradacji Wojciecha Daniela. To, że bronili na przemian, było częścią pańskiej strategii?
– Boguś przez pół roku nie grał w meczu o stawkę, ale podjąłem ryzyko i wystawiłem go przeciwko Tomasovii. To była zagrywka psychologiczna. Rywale stracili pewność siebie, moja drużyna je zyskała. Dzięki Bogusiowi podciągnął się Wojtek. To dziś zupełnie inny bramkarz.

– Pierwszy krok ku odbudowie mieleckiej piłki został zrobiony, ale schody dopiero się zaczną. Klub jest przygotowany na takie wyzwania?
– To pytanie proszę kierować do działaczy, ja jestem za krótki. Nawet nie wiem, czy będę pracował z tą drużyną. Nikt ze mną w tej sprawie jeszcze nie rozmawiał.

– To spytam inaczej. Stal to dziś dobre miejsce pracy?
– W ostatnich latach klub idzie w górę pod względem organizacyjnym, infrastrukturalnym, nawet finansowym. Awans jeszcze bardziej zmobilizuje ludzi do działania, widać, jak wielkie jest w mieście zapotrzebowanie na dobry futbol. Lada dzień kibice będą oglądać mecze w komfortowych warunkach, na pięknym stadionie. Bazy treningowej już teraz może nam pozazdrościć niejeden klub ekstraklasy.

– Druga liga rusza już 27 lipca. Zdąży pan wziąć choć kilka dni wolnego?
– We wtorek jadę na 2 tygodnie nad Bałtyk, moje obowiązki przejmie Andrzej Jaskot. Wypoczywać będę w Dębkach niedaleko Wejherowa, gdzie znajduje się najszersza plaża w Polsce. Zastanawiałem się nad wyjazdem do Chorwacji, ale po raz trzeci postawiłem na bałtycki mikroklimat.

– Na Bałkanach pewniejsza pogoda…
– Żartuje pan? Mam układy na górze, więc i w Dębkach zaświeci słońce (śmiech).

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.