
Zabieram państwa na wycieczkę po polskich stadionach i boiskach piłkarskich. Oto kilka obrazków z weekendu.
1. Poznań, mecz Lecha ze Śląskiem Wrocław. Finał akcji „Piątka dla Piątka”. Poznański klub zadecydował, że każde 5 zł z biletu trafi do kieszeni Waldemara Piątka, byłego bramkarza „Kolejorza”. Od lat choruje on na wirusowe zapalenie wątroby typu C i musi przejść kosztowną terapię. – Nie jestem tak stary, aby nie spróbować wrócić na boisko. Długo czekałem, żeby wyszły odpowiednie leki. Trzeba je wziąć i zobaczyć, jak będzie. Wierzę, że dobrze… – mówił w rozmowie z dziennikarzem lechpoznan.pl. wychowanek Wisłoki Dębica. Podczas meczu ze Śląskiem kibice zbierali również pieniądze do puszek, a w przerwie prezes Lecha licytował koszulki, m.in. Artura Boruca i Roberta Lewandowskiego. Zapłacono za nie ponad 15 tysięcy zł. Wzruszony Piątek pod koniec spotkania pojawił się w „kotle”, czyli w sektorze najbardziej zagorzałych kibiców, skąd poprowadził doping.
2. Kraków, mecz Cracovii z Górnikiem Łęczna. Piłkarze „Pasów” rozgrzewali się w koszulkach z napisem „Krystek, wracaj do zdrowia”. Wspierali w ten sposób Krystiana Pydycha, zawodnika Wólczanki Wólka Pełkińska, walczącego o życie w szpitalu po wypadku, w którym zginęli jego dwaj bracia Kamil i Rafał oraz trzech innych kolegów. Akcję zainicjował Mateusz Cetnarski, pochodzący z Kolbuszowej pomocnik Cracovii, który dobrze znał braci Pydychów.
3. Chorzów, mecz Ruchu z Wisłą Kraków. Piłkarze „Białej Gwiazdy” wystąpili w czarnych opaskach na ramionach. W ten sposób uczcili pamięć tragicznie zmarłych graczy Wólczanki.
4. Rzeszów, mecz Resovii ze Stalą Rzeszów. Gospodarze wyszli na boisko w koszulkach z podobiznami zmarłych w kraksie pod Werynią i napisem „Przyjaciele… Będziemy o Was pamiętać!”.
5. Mielec, mecz Stali z Gryfem Wejherowo. I tutaj nie zabrakło okolicznościowych trykotów ani przejmującej minuty ciszy. Kibice z czarnych kartonów i złotego materiału ułożyli symboliczny krzyż, zbierali pieniądze do puszek.
Chwalebne przykłady solidarności, otwartych serc i bezinteresownej pomocy. Nie jest to jednak pełny obraz futbolowej rzeczywistości.
– Kibicujmy godnie. Uszanujmy pamięć o zmarłych, również o Janie Pawle II w 11. rocznicę jego śmierci – apelował spiker podczas derbów Rzeszowa. I było kulturalnie, przez całe pięć minut. Sielanka skończyła się wraz z przybyciem przed stadion fanów Stali. Na ich widok resoviacy dostali piany na ustach i zaczęła się długa lista przebojów na „k”, „p” i „ch”. Najsmutniejsze, że właśnie tego typu zachowania są STANDARDEM na trybunach. Kibice potrafiący pomagać dzieciom z oddziałów onkologicznych, zawożący na Kresy tony żywności i produktów pierwszej potrzeby, oddający krew, nie umieją zdusić w sobie prymitywnych instynktów wraz z pojawieniem się w zasięgu wzroku sympatyków konkurencyjnej drużyny. Mecz traktują jak pole bitwy, a przecież na wojnie wrogów się eliminuje. Tu nie ma miękkiej gry. Trzeba działać z pozycji siły, bo jak odpuścisz, to cię załatwią. Więc zamiast wspierać swój zespół, grupa koncentruje się na obrażaniu przeciwnika.
Zapewne naiwnością byłoby sądzić, że mogłoby się to zmienić nawet w tak niecodziennych okolicznościach, dwadzieścia kilka godzin po uroczystościach pogrzebowych. Wyciszenie, głębsza refleksja? Marzenie ściętej głowy…
W amoku puszczają wszelkie hamulce, zwłaszcza gdy wynik jest niekorzystny. Dotyczy to każdego stadionu. Obserwowałem to kilka tygodni temu podczas meczu Cracovii z Legią. Po każdej serii wyzwisk, która czyniła spustoszenie w umysłach dzieciaków zajmujących sektor rodzinny, z głośników płynęły komunikaty nagrane przez najmłodszych fanów. – Drodzy kibice, mam na imię Kasia, przyszłam tutaj z braciszkiem. Przestańcie używać brzydkich słów, bo drugi raz mama nie zabierze mnie na stadion.
Pomysł skopiowali działacze Stali Mielec, taka była bowiem potrzeba. Ale jak sądzicie, drodzy Czytelnicy, apele dzieciaków poskutkowały?
Tomasz Szeliga




3 Responses to "Mama na stadion już nie zabierze?"