Mamy dość pytań o pieniądze

Roman Borawski ma 41 lat, pochodzi z Mazur. W naszym regionie kojarzony głównie ze Stalą Mielec i pracą z tamtejszą młodzieżą. W Resovii od lipca 2013 roku. Prowadzi zespół seniorów, ale też angażuje się w rozwój tutejszej Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Miłośnik szybkiej jazdy na motorze. Fot. Paweł Bialic
Roman Borawski ma 41 lat, pochodzi z Mazur. W naszym regionie kojarzony głównie ze Stalą Mielec i pracą z tamtejszą młodzieżą. W Resovii od lipca 2013 roku. Prowadzi zespół seniorów, ale też angażuje się w rozwój tutejszej Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Miłośnik szybkiej jazdy na motorze. Fot. Paweł Bialic

STARTUJE III LIGA. Trener Resovii Roman Borawski o zespole po przejściach i młodzieży, która otrzyma szansę.

W weekend w bój ruszają piłkarze III ligi podkarpacko-lubelskiej. O awans i utrzymanie walczy 8 naszych drużyn. Zimą najgłośniej było o kłopotach finansowych wicelidera Resovii.

– Miło pana widzieć. Nie byłem pewien, czy się jeszcze spotkamy, bo po tym, co się wydarzyło w Resovii zimą, niejeden trener uciekłby, gdzie pieprz rośnie.
– Upominanie się o swoje to nic przyjemnego. Gdy rzetelnie wykonujesz obowiązki, to oczekujesz zapłaty. Mam nadzieję, że działacze uregulują wszystkie finansowe sprawy i nastąpi stabilizacja. Tylko wtedy można myśleć o rozwoju klubu. Z drugiej strony, wszyscy mamy dość pytań o pieniądze. To strasznie męczący temat.

– Jednak musiał pan gasić pożary, mobilizować chłopaków, podtrzymywać ich na duchu – nie miał pan chwil zwątpienia? Ani razu nie dopadł pana kryzys?
– Życie polega głównie na rozwiązywaniu kłopotów. Nie zamierzam uderzać w filozoficzne tony, więc powiem tylko tyle, iż widzę, jak szefowie klubu starają się, by Resovia wyszła na prostą.

– Co cię nie zabiję, to cię wzmocni. Po tak trudnych doświadczeniach można oczekiwać, że i pan, i zespół będziecie mocniejsi?
– Ta walka o swoje to bezsensowna walka, bo tworzy się zły klimat wokół klubu. Dla wszystkich działaczy piłkarskich mam zawsze jedną radę: nie obiecujcie złotych gór. Z punktu widzenia zawodników mniejsze pieniądze są lepsze niż żadne.

– Drużyna przez te kilka miesięcy bardzo się zmieniła, ale kręgosłup pozostał. Marcin Pietryka, Piotr Szkolnik, Konrad Domoń, Andrij Nikanowycz, Mateusz Świechowski, Michał Ogrodnik – na tych piłkarzy liczy pan najbardziej?
– Bez wątpienia. Tylko oni mogą udźwignąć ciężar. Reszta to młodzież, zdolna, ale jednak stanowiąca wielką niewiadomą. Zimą Resovię opuściło 11 zawodników. To dużo. Sprowadziliśmy zaledwie trzech graczy, przy czym dwóch Ukraińców załatwia swoje sprawy i nie trenuje z nami od dwóch tygodni.

– Pan, specjalista od młodzieży, ma teraz w szatni pełno gołowąsów. Nie zatoną, jeśli zostaną wpuszczeni od razu na głęboką wodę?
– Z konieczności postawiliśmy w większym stopniu na młodzież, chłopaków, którzy dopiero co grali w juniorach. Dostaną szansę i tylko od nich zależy, czy ją wykorzystają. Porażka 2-6 w sparingu z Wisłą Sandomierz dała nam wiele do myślenia, z drugiej strony nie ma co demonizować rzeczywistości. To w końcu zaledwie czwarty poziom rozgrywek. Jeśli ktoś umie grać w piłkę, to w jednym meczu może „nie zapalić”, ale w kolejnych już pokaże możliwości. Obraliśmy kurs na młodzież, podobnie jak wiele innych klubów, również tych z ekstraklasy. Ludzie poszli po rozum do głowy i już nie płacą kokosów za średniej klasy zagranicznych grajków. Wychowankowie bądź zawodnicy z regionu, którzy utożsamiają się z danym środowiskiem – oto przyszłość polskiego futbolu.

– Zespół buduje się od tyłu i Resovia obronę posiada solidną. Kłopot jest w ofensywie. Zimą nie udało się pozyskać napastnika.
– To kiepski okres na robienie transferów. Lepsi zawodnicy są związani kontraktami, a jeśli już ktoś jest wolny, to chce dużo zarabiać. Mimo wszystko w tej naszej ofensywie urodziło się coś pozytywnego. Mam na myśli Kacpra Ropa, nietuzinkowego zawodnika, który musi tylko uwierzyć, że jest w stanie przeskoczyć kolejną poprzeczkę. Są: Szymon Kaliniec, Andrij Vatseba, który piłki uczył się w Dynamie Kijów, Michał Ogrodnik i ciągle skuteczny Mateusz Świechowski. A co do napastnika – potrzeba jest matką wynalazków. Myśmy odkryli 18-letniego Przemka Pyrdka z naszego SMS-u. Jeśli wytrzyma ciśnienie, będzie trafiał do siatki.

– Ćwiczyliście jakiś wariant na wypadek braku klasycznej „9”? Ma pan przygotowany plan B?
– Tak. Nieźle to wyglądało, więc jestem w miarę spokojny. Najistotniejsze będzie nastawienie psychiczne. Każdy zespół stanie na głowie, żeby wygrać z Resovią. Musimy być na to przygotowani.

– Wie pan, co działo się w innych klubach?
– Jestem nieźle zorientowany w temacie. Zimą był ruch w interesie, spore ambicje mają w Radzyniu Podlaskim, ale jak zwykle boisko zweryfikuje wszystkie plany. Po co się bawić w typowanie faworytów, skoro przed sezonem nikt nie postawiłby na JKS Jarosław, a to ten zespół zdobył jesienią najwięcej punktów.

– Zajmujecie drugie miejsce, kibiców interesuje wyłącznie wygranie ligi. Działacze też postawili przed wami taki cel?
– Ambicje klubu są jak najbardziej zrozumiałe i postaramy się im sprostać. Resovia to określona marka, tutaj trzeba walczyć o wysokie cele.

– Resovię, choćby w połowie składała się z zawodników na dorobku, będzie się traktować jak faworyta. Z kontry raczej nie pogracie, a to może być kolejna przeszkoda.
– Jesienią nie przypominam sobie meczu, w którym ktoś zmusił nas do obrony. Będziemy zmuszeni prowadzić grę. Ważne, żebyśmy byli skuteczniejsi i tracili mniej goli.

– Słyszałem, że ma pan sprawdzony sposób na odreagowanie stresów i pozbycie się trosk…
– Ale chyba się pan nie dziwi, że zabawa z 5-latkiem to najlepsza odskocznia od wszelkich problemów? Syn Gabriel jest uroczym facetem, choć czasem potrafi dać w kość (śmiech).

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.