
Collegium Intermare to uczelnia, stworzona przez znaną z postępowego widzenia świata, absolutnie apolityczną i całkowicie bezpartyjną organizację Ordo Iuris. Zadaniem uczelni jest kształcenie kadr przywódczych dla Międzymorza (ze szczególnym uwzględnieniem oczywiście Polski) w duchu tradycyjnych wartości europejskich, specjalnie zaś chrześcijańskich.
Uczelnia ma już bogatą i wspaniale utytułowaną kadrę z – nieprzypadkowo chyba wymienioną na pierwszym miejscu – autentyczną zagraniczną księżną; w zespole kształcącym nie zbrakło również kilku osób duchownych. Wspiera uczelnię szeroko znana firma – PZW Inwestycje Sp. z o.o. (wspólnikami są bracia Witaszkowie), istniejąca od 2013 roku i dysponująca kapitałem założycielskim 5000 zł.
Nie wątpię, że zarówno wspomniana spółka, jak i wspierana przez nią uczelnia odniosą spektakularny sukces, także finansowy. Pod jednym wszakże warunkiem: że cele naszego państwa, a specjalnie jego zarząd specjalnie się nie zmienią. W przeciwnym wypadku może być inaczej, bo któż będzie chciał zdobywać formalną podstawę do zarządzania czymkolwiek, co nie jest czysto chrześcijańskie, a nade wszystko gwarantowane?
Jeśli czytelnicy tych słów doszukali się w nich cienia ironii – nie moja to wina. Taki jest świat. Ale z drugiej strony – mnie przynajmniej – narzuca się pytanie: dlaczego ludzie o innych zapatrywaniach myślą głównie o tym, jak wyonacyć rywala w walce o opozycyjny rząd dusz, a nie podejmują takich rozsądnych (bez kpiny!) działań, jak tworzenie własnego szkolnictwa?
Dlaczego intensywnie walczymy o feminatywy lub przeciw nim, zamiast pomyśleć o reaktywowaniu czegoś na kształt przedwojennego (i powojennego też) Towarzystwa Przyjaciół Dzieci?
Mógłbym takie pytania, zaczynające się od „dlaczego”, ciągnąć długo. Nie zrobię tego, bo dla wielu będzie to kolejny atak na opozycję, pchanie kija w szprychy i w ogóle symetryzm.
Bo przecież powinno być jasne dla każdego, że my jesteśmy wyłącznie cacy. Piękni dwudziestoletni.
Sęk w tym, że nie jesteśmy. I bez nudnej i żmudnej pracy od podstaw nie będzie inaczej.
Choćbyśmy zorganizowali setkę śpiewów ulicznych i wymyślili tysiąc inteligentnych i zabawnych haseł. Ani dali sobie wrzepić stodwudziestyósmy mandat.
Ktoś kiedyś powiedział: od machania sztandarem wiatr się nie robi. A w każdym razie nie ma burzy.
Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.



5 Responses to "Mamy więc otóż nową wyższą uczelnię. I to jaką!"