
RZESZÓW. W sobotniej manifestacji poparcia dla pielęgniarek udział wzięło ok 2,5 osób. Stanisław Kruczek, który wyszedł do manifestantów przed urząd marszałkowski został wygwizdany.
Do Rzeszowa przyjechały pielęgniarki z całej Polski, m.in. ze Szczecina, Gdańska, Katowic, Lublina, Chełma, Krakowa, Łomży, Warszawy, Biłgoraja, Zakopanego, Olkusza, Opola, Sosnowca, Radomia, ze Świętokrzyskiego, Przemyśla, Jarosławia i Żurawicy. Byli również pracownicy pozostałych rzeszowskich szpitali. – Przyjechałyśmy, żeby wesprzeć koleżanki, które walczą o swoje, czyli także nasze prawa. „Sprawa Rzeszowa” jest wspólną sprawą nas wszystkich, jeżeli zostanie rozwiązana tu i teraz, protesty nie rozleją się dalej, na cały kraj – mówiła Bernarda Machnia, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych z Lublina.
– Manifestacja jest pokojowa. Nie chcemy nikogo obrazić, znieważyć, ani poniżyć. To nie jest protest polityczny – mówili organizatorzy kilka minut po godz. 11, gdy przed szpitalem przy ul. Lwowskiej w Rzeszowie zgromadziły się tłumy ludzi. Uczestnicy protestu mieli ze sobą transparenty: „Żądamy wycofania pozwu wobec naszej koleżanki”, „Przepisy prawa obowiązują także dyrektorów szpitali”, „Współpraca & dialog, a nie strach”, „Stop mobbingowi wobec pielęgniarek”, „Żądamy szacunku i godności”, „Stop poniżaniu pielęgniarek przez pracodawców”, „Pielęgniarki i położne cenione w całej Europie, są złem koniecznym w kraju”.
– Dialog z nami jest prowadzony plastikowo, sztucznie i na ścianie (to odniesienie do banneru powieszonego na ścianie frontowej szpitala „Tak dla konstruktywnego dialogu. Nie dla szantażu, destabilizacji pracy Szpitala oraz bezprawnych działań niektórych związkowców”). Jest teoretyczny, za pomocą właśnie banerów, oświadczeń. Nie zauważyłam żadnego dialogu pomiędzy stroną pracowniczą a pracodawcą – mówiła Sylwia Rękas, szefowa OZZPiP w KSW nr 2 Rzeszowie, którą dyrektor Bałata pozwał do sądu za „oczernianie szpitala”. I która jest jedną z osób obok Katarzyny Ciury i Joanny Buż (dyrektor zwolnił dyscyplinarnie z pracy za „ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych”) „przyczyną” sobotniej akcji protestacyjnej. Organizatorzy podkreślali również, że pracownicy szpitala wyszli na ulice, bo mają dość szykanowania związkowców, którzy bronią załogi. – Protestujemy przeciwko warunkom pracy w szpitalu, przeciwko łamaniu przepisów prawa, braku współpracy ze związkami. Walczymy o godność naszego zawodu, o godność naszej pracy, o godne warunki pracy. Walczymy o szacunek dla pracownika i pacjenta – mówiła do protestujących Sylwia Rękas. I pytała: – Czy pracownik powinien się bać przychodzić do pracy, bać swojego przełożonego, pracodawcy, dyrektora? – Nie! – odpowiadali uczestnicy manifestacji. – W tym szpitalu się boimy. Boimy się zabrać głos, zapytać, zwrócić uwagę, boimy się być na cenzurowanym, boimy się konsekwencji, bo te mogą spotkać każdego z nas za cokolwiek. – Nawet za mówienie prawdy może być kara, pozew do sadu, nawet dyscyplinarne zwolnienie – podkreślała przewodnicząca.
– Cieszę się, że do Rzeszowa przyjechała cała Polska. Rzeszów to dziś sprawa ogólnopolska – mówiła Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, i dodała, że Światowa Organizacja Zdrowia rok 2020 ogłosiła rokiem pielęgniarki. – W tym szpitalu dyrektor i pielęgniarki rozpoczął go dość ciekawie, zwalniając pielęgniarki z zakładu pracy, zastraszając je, próbuje podporządkować sobie związki zawodowe, bo dobry związek to ten, który jest podległy pracodawcy. Nie, panie dyrektorze! Dobry związek to ten, który w sposób właściwy reprezentuje interesy pracownicze – podkreślała Ptok. Mówiła też, że na to, jak w Rzeszowie wypłacane są wynegocjowane z ministerstwem wyższe wynagrodzenia, patrzą dyrektorzy innych szpitali w kraju. – Nie godzimy się na łamanie praw pracowniczych pielęgniarek. Nie damy się zastraszyć! Jeżeli dyrektorzy nie zmienią swojej polityki, protesty rozleją się na całą Polskę – zapowiedziała Ptok, co spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem.
Przed szpitalem odczytano także list Katarzyny Ciury i Joanny Buż, które z powodu choroby nie mogły uczestniczyć w manifestacji. Obie napisały, że są wdzięczne za wsparcie, za ich działalność związkową, i podkreśliły, że zostały zwolnione dyscyplinarnie w „nikczemny sposób”. „W tym szpitalu od pewnego czasu wszystko wolno, człowiek nic nie znaczy” – napisały.
Nobel dla Krzysztofa Bałaty
Swojego poparcia protestującym pielęgniarkom udzielił także Zdzisław Szramik, szef podkarpackiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (zwolniony dyscyplinarnie przez dyrektora Bałatę w 2018 roku). – Za dyrektorem Bałatą ciągnie się zła sława, pewnie dlatego został zatrudniony w naszym szpitalu, żeby dokonał „cudu”, cud się jednak nie dokonał – mówił. Szpital KSW nr 2, największy na Podkarpaciu, został „prywatnym folwarkiem”, obowiązuje w nim „prawo kaduka”, prawo, które ten szpital niszczy, schodzi w dół, z okrętu flagowego, powoli staje się jednostką drugo lub trzecioligową, bo liczy się tylko ekonomia i do tego źle pojęta. Pan dyrektor zlikwidował łóżka na papierze tylko po to, żeby zlikwidować liczbę etatów pielęgniarskich. Wykończone kobiety pracują ponad siły, a jednocześnie rośnie ryzyko, że coś przeoczą, czegoś nie zauważą, co szczególnie niebezpieczne jest w oddziałach zabiegowych, ktoś to może przypłacić życiem. Sprzeciwiamy się więc łamaniu praw pacjenta, łamaniu praw pracowniczych, nieprzestrzeganiu przepisów rozporządzeń ministerialnych, kodeksu pracy. W dodatku pod parasolem ochronnym w urzędzie marszałkowskim. Pan dyrektor nie raczy zauważyć, że pielęgniarka jest zawodem medycznym i nie można jej traktować jak „sztukę”. A według niego może być na V i X piętrze, a w razie potrzeby i odśnieżyć szpital. Jako ludzie wolni nie możemy pozwolić, by jedna osoba terroryzowała 2500 pracowników. Nie zgadzajmy się na to. Po początkowych działaniach pseudonaprawczych myślałem, że pan dyrektor ubiega się o nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii, potem, jak zaczął umieszczać długie epistoły w Internecie i nie tylko, myślałem, że marzy mu się nagrodą literacka, a po treści baneru („Tak dla konstruktywnego dialogu. Nie dla szantażu, destabilizacji pracy Szpitala oraz bezprawnych działań niektórych związkowców”) myślę, że ubiega się o beatyfikację. Nie gódźmy się na dzierżymordstwo, na to, żeby deptać naszą godność. Czas próby minął, ten człowiek się nie sprawdził – dodał Zdzisław Szramik.
Po godzinie 12 uczestnicy protestu przeszli ulicami miasta przed siedzibę Podkarpackiego Urzędu Marszałkowskiego przy alei Cieplińskiego, gdzie manifestacja się zakończyła. Do protestujących wyszedł Stanisław Kruczek, członek zarządu województwa podkarpackiego, odpowiedzialny za służbę zdrowia. Protestujący go wygwizdali, gdy usłyszeli, że tuż przed zeszłorocznymi świętami Bożego Narodzenia pracownicy KSW nr 2 dostali nagrody: 300 zł. Kruczka wyśmiano również, gdy powoływał się na wyniki audytu, z którego wynika, że dyrekcja KSW nr 2 właściwie wypłaca pracowników pieniądze z tytułu podwyżek. – Dymisja! Gdzie Bałata? Gdzie Bałata? Gdzie Bałata? – skandowali protestujący. Stanisławowi Kruczkowi w pewnym momencie odebrano głos, gdy zaczął mówić, że wiele pielęgniarek pracuje na kilku etatach, a tym samym narażają życie i zdrowie pacjentów na niebezpieczeństwo. – Będzie pozew! Będzie pozew! – odgrażali się uczestnicy manifestacji. – Wróćmy do rozmowy i dialogu – zdążył zaapelować na koniec Kruczek.
W czasie manifestacji dyrekcja KSW nr 2 w Rzeszowie wysłała do mediów oświadczenie (TUTAJ). Swoje stanowisko media dostały także od Urzędu Marszałkowskiego (TUTAJ).
Anna Moraniec








16 Responses to "Manifestacja solidarności z pielęgniarkami pokazała ich siłę i determinację"