
ORLEN LIGA. Developres SkyRes Rzeszów jest jedynym klubem ekstraklasy, który w tym sezonie zwolnił trenera.
Mariusz Wiktorowicz nie jest już trenerem Developresu SkyRes. O rozstaniu z trenerem zadecydowały słabe wyniki zespołu. Jeszcze nie wiadomo, kto poprowadzi rzeszowianki w niedzielnym wyjazdowym starciu z Atomem Trefl Sopot.
Takiej decyzji szefów Developresu należało się spodziewać. Rozczarowanie postawą drużyny narastało z tygodnia na tydzień, a czarę przelały niedawne porażki w Pile i Bydgoszczy. Po meczu z Pałacem Wiktorowicz oddał się do dyspozycji zarządu, ale ten poczekał z werdyktem do zakończenia I rundy. Wiktorowicz pracował w stolicy Podkarpacia 10 miesięcy, zostawił zespół na przedostatnim miejscu. W 11 spotkaniach udało się zdobyć raptem 4 punkty po zwycięstwach 3-2 nad KSZO Ostrowiec Świętokrzyski i Legionovią Legionowo.
Włączała się blokada
– Co poszło nie tak? Zbudowaliśmy skład w oparciu o doświadczone zawodniczki, również zagraniczne. Solidnie pracowaliśmy, ale na pewne rzeczy wpływu, jako trenerzy, nie mieliśmy. Na zajęciach wychodziło niemal wszystko, podczas meczów o stawkę włączała się jakaś blokada. A my nie jesteśmy w stanie wejść aż tak głęboko w psychikę zawodniczek – odpowiada Mariusz Wiktorowicz. Z decyzją właścicieli klubu nie polemizuje. – Trenera rozlicza się z wyników, a te były dalece niezadowalające – przyznaje. – Jednak nie mówię: „żegnaj” tylko „do widzenia”. Nigdy nie paliłem za sobą mostów. Rozwiązaliśmy umowę za porozumieniem stron, jak na dżentelmenów przystało – dodaje.
Były już opiekun Developresu nie ma sobie nic do zarzucenia. – Dałem z siebie maksa. Razem ze swoim sztabem poświęciliśmy się drużynie bezgranicznie. Z czystym sumieniem staję przed lustrem. Zabrakło tylko wyników, ale taki jest sport – uśmiecha się gorzko.
Grałem w otwarte karty
Po bolesnych porażkach z Budowlanymi Łódź w Rzeszowie (0-3) i w Bielsku-Białej z Aluprofem (0-3) działacze pożegnali Chorwatkę Nikolinę Jelić i Adriannę Budzoń. W ich miejsce sprowadzono doświadczone Ewę Cabajewską i Justynę Raczyńską. Obie od razu wskoczyły do „szóstki”, doszło też do roszad na pozycji środkowych bloku. Do mediów zaczęły przeciekać informacje, iż odsunięte od składu Bułgarka Weseła Bonczewa i Czarnogórka Ana Otasević źle znoszą pobyt na ławce. – To bzdury. Plotki wyssane z palca – dementuje Wiktorowicz. – Z każdą zawodniczką grałem w otwarte karty, wobec każdej byłem lojalny. Nie było i nie ma między nami animozji.
Ale i on przyznaje, że nie wszystkie transfery się sprawdziły. – Kilka dziewczyn zawiodło, kilka zrobiło postęp i jeśli nadal będą tak mocno pracować, jeszcze o nich usłyszymy. Czasami bywa tak, że nie uda się poukładać puzzli w jedną całość. Powiedziałem dziewczynom, żeby umiały wyciągać wnioski. Bo tylko wtedy spożytkują wiedzę, którą posiadły – zaznacza trener. – Co teraz będę robił? Nigdy nie wybiegam w przyszłość, bo życie potrafi porządnie zaskoczyć. Jedne drzwi się zamyka po to, żeby otworzyć kolejne. Może większe?
Kto po… Pieczonce?
– Na razie obowiązki po Mariuszu Wiktorowiczu przejął jego asystent Stanisław Pieczonka. Do momentu podpisania umowy z nowym szkoleniowcem będzie on odpowiedzialny za treningi – poinformował Wiesław Kozieł, wiceprezes rzeszowskiego klubu.
Niewykluczone, że Pieczonka pokieruje zespołem w meczu z Atomem, choć w jego przypadku nic nie wiadomo. Na początku lutego zastąpił zwolnionego Marcina Wojtowicza, zdołał poprowadzić dwa treningi, by dowiedzieć się, że stery w drużynie przejmie jednak… Wiktorowicz.
Developres to pierwszy klub Orlen Ligi, który zmienił w tym sezonie trenera.
Tomasz Szeliga


