Mariusz Wiktorowicz: – Mam czyste sumienie

Mariusz Wiktorowicz przestał być trenerem Developresu. Na stanowisku wytrwał 10 miesięcy. Fot. Wiesław Kozieł
Mariusz Wiktorowicz przestał być trenerem Developresu. Na stanowisku wytrwał 10 miesięcy. Fot. Wiesław Kozieł

ORLEN LIGA. Developres SkyRes Rzeszów jest jedynym klubem ekstraklasy, który w tym sezonie zwolnił trenera.

Mariusz Wiktorowicz nie jest już trenerem Developresu SkyRes. O rozstaniu z trenerem zadecydowały słabe wyniki zespołu. Jeszcze nie wiadomo, kto poprowadzi rzeszowianki w niedzielnym wyjazdowym starciu z Atomem Trefl Sopot.

Takiej decyzji szefów Developresu należało się spodziewać. Rozczarowanie postawą drużyny narastało z tygodnia na tydzień, a czarę przelały niedawne porażki w Pile i Bydgoszczy. Po meczu z Pałacem Wiktorowicz oddał się do dyspozycji zarządu, ale ten poczekał z werdyktem do zakończenia I rundy. Wiktorowicz pracował w stolicy Podkarpacia 10 miesięcy, zostawił zespół na przedostatnim miejscu. W 11 spotkaniach udało się zdobyć raptem 4 punkty po zwycięstwach 3-2 nad KSZO Ostrowiec Świętokrzyski i Legionovią Legionowo.

Włączała się blokada
– Co poszło nie tak? Zbudowaliśmy skład w oparciu o doświadczone zawodniczki, również zagraniczne. Solidnie pracowaliśmy, ale na pewne rzeczy wpływu, jako trenerzy, nie mieliśmy. Na zajęciach wychodziło niemal wszystko, podczas meczów o stawkę włączała się jakaś blokada. A my nie jesteśmy w stanie wejść aż tak głęboko w psychikę zawodniczek – odpowiada Mariusz Wiktorowicz. Z decyzją właścicieli klubu nie polemizuje. – Trenera rozlicza się z wyników, a te były dalece niezadowalające – przyznaje. – Jednak nie mówię: „żegnaj” tylko „do widzenia”. Nigdy nie paliłem za sobą mostów. Rozwiązaliśmy umowę za porozumieniem stron, jak na dżentelmenów przystało – dodaje.

Były już opiekun Developresu nie ma sobie nic do zarzucenia. – Dałem z siebie maksa. Razem ze swoim sztabem poświęciliśmy się drużynie bezgranicznie. Z czystym sumieniem staję przed lustrem. Zabrakło tylko wyników, ale taki jest sport – uśmiecha się gorzko.

Grałem w otwarte karty
Po bolesnych porażkach z Budowlanymi Łódź w Rzeszowie (0-3) i w Bielsku-Białej z Aluprofem (0-3) działacze pożegnali Chorwatkę Nikolinę Jelić i Adriannę Budzoń. W ich miejsce sprowadzono doświadczone Ewę Cabajewską i Justynę Raczyńską. Obie od razu wskoczyły do „szóstki”, doszło też do roszad na pozycji środkowych bloku. Do mediów zaczęły przeciekać informacje, iż odsunięte od składu Bułgarka Weseła Bonczewa i Czarnogórka Ana Otasević źle znoszą pobyt na ławce. – To bzdury. Plotki wyssane z palca – dementuje Wiktorowicz. – Z każdą zawodniczką grałem w otwarte karty, wobec każdej byłem lojalny. Nie było i nie ma między nami animozji.

Ale i on przyznaje, że nie wszystkie transfery się sprawdziły. – Kilka dziewczyn zawiodło, kilka zrobiło postęp i jeśli nadal będą tak mocno pracować, jeszcze o nich usłyszymy. Czasami bywa tak, że nie uda się poukładać puzzli w jedną całość. Powiedziałem dziewczynom, żeby umiały wyciągać wnioski. Bo tylko wtedy spożytkują wiedzę, którą posiadły – zaznacza trener. – Co teraz będę robił? Nigdy nie wybiegam w przyszłość, bo życie potrafi porządnie zaskoczyć. Jedne drzwi się zamyka po to, żeby otworzyć kolejne. Może większe?

Kto po… Pieczonce?
– Na razie obowiązki po Mariuszu Wiktorowiczu przejął jego asystent Stanisław Pieczonka. Do momentu podpisania umowy z nowym szkoleniowcem będzie on odpowiedzialny za treningi – poinformował Wiesław Kozieł, wiceprezes rzeszowskiego klubu.

Niewykluczone, że Pieczonka pokieruje zespołem w meczu z Atomem, choć w jego przypadku nic nie wiadomo. Na początku lutego zastąpił zwolnionego Marcina Wojtowicza, zdołał poprowadzić dwa treningi, by dowiedzieć się, że stery w drużynie przejmie jednak… Wiktorowicz.

Developres to pierwszy klub Orlen Ligi, który zmienił w tym sezonie trenera.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.