
Marcin Kaczmarzyk ma 31 lat i jest rzeszowianinem. 13 grudnia 2007 r. w wyniku wypadku (wybuch odczynników chemicznych) stracił całkowicie wzrok, lewą dłoń i trzy palce prawej. Nie przeszkodziło mu to w zdobywaniu wiedzy. Uzyskał licencjat z filologii angielskiej na Uniwersytecie Rzeszowskim, ukończył budownictwo na Politechnice Rzeszowskiej uzyskując tytuł magistra inżyniera. Aktualnie jest asystentem w Zakładzie Budownictwa Ogólnego na Wydziale Budownictwa, Inżynierii Środowiska i Architektury Politechniki Rzeszowskiej oraz znajduje się na studiach doktoranckich z budownictwa i studiach 2. stopnia (magisterskich) z fizyki na Uniwersytecie Rzeszowskim. W październiku tego roku weźmie udział w międzynarodowej misji symulującej pobyt na Marsie – jako pierwszy na świecie niepełnosprawny astronauta analogiczny.
– Bardzo dużo tej nauki. Kiedy Pan ma na to czas?
– Wypadek bardzo dużo zmienił w moim życiu. Wiele rzeczy jest mi zrobić dużo trudniej, niektórych w ogóle się nie da i musiałem z nich zrezygnować, np. z kierowania samochodem lub gry na komputerze, ale też są rzeczy, które teraz jest mi zrobić łatwiej. Na przykład skupić się na pracy naukowej. Ograniczony kontakt z otoczeniem spowodowany niepełnosprawnością powoduje, że mniej rzeczy mnie rozprasza i mogę się łatwiej koncentrować na wybranym problemie. Co prawda, wolniej piszę i trochę trudniej mi korzystać z komputera jeśli chodzi o sprawy graficzne i geometryczne, jestem jednak do tego przyzwyczajony i przeprowadzam nawet bardzo skomplikowane obliczenia.
– Czy jako dziecko chciał Pan być kosmonautą?
– O tak! Kosmosem pasjonowałem się już od drugiej klasy szkoły podstawowej. W czasach młodzieńczych trochę precyzyjniej zainteresowałem się astronautyką i astrofizyką. Od 2006 roku działam w Polskim Towarzystwie Meteorytowym zrzeszającym naukowców, popularyzatorów wiedzy, ale też pasjonatów, handlarzy i kolekcjonerów tych „przybyszy z kosmosu”. Regularnie publikuję w branżowych periodykach i posiadam zbiór ponad stu meteorytów.
– Czy obecnie pisana przez Pana rozprawa doktorska również dotyczy kosmosu?
– W pracy doktorskiej połączyłem zainteresowanie kosmosem z pracą zawodową związaną z budownictwem. Dotyczy ona analizy zapotrzebowania energetycznego przyszłych budynków księżycowych. Jeśli kiedyś będziemy chcieli stworzyć stałą bazę na naszym naturalnym satelicie, to zetkniemy się tam z zupełnie innymi warunkami termicznymi niż na Ziemi. Nie ma tam atmosfery ani hydrosfery, które są głównymi czynnikami stabilizującymi temperaturę powierzchni ciał niebieskich. Wahania dobowe na Ziemi wynoszą kilka, kilkanaście, lub w najbardziej ekstremalnych przypadkach kilkadziesiąt stopni Celsjusza, a na Księżycu jest to aż około 300 stopni. W dzień na równiku jest tam ponad 120 plus, a w nocy do minus 180 stopni Celsjusza. Poza tym nasza doba trwa 24 godziny, a księżycowa 29 i pół naszego dnia. Zachodzi tam też nieco inna wymiana ciepła, gdyż nie ma atmosfery lecz próżnia. Są jednak rzeczy, na których można próbować się oprzeć w księżycowym budownictwie. Tamtejszy grunt jest świetnym izolatorem ciepła i zaledwie pół metra pod powierzchnią panuje stała temperatura minus 20 stopni Celsjusza, a więc stosunkowo ciepło jak na tamtejsze warunki i można próbować na tym bazować.
– Ostatnio bardzo popularne stały się zwroty misji analogowej i astronauty analogowego.
– Uważam, że nazwa misja analogowa czy astronauta analogowy jest niepoprawnym pojęciem. W języku angielskim mamy jedno słowo analogue lub krócej analog które w zależności od kontekstu określa sposób zapisu i przekazu informacji – jak np. ze zdjęciami – cyfrowo lub analogowo, lecz w innym kontekście oznacza, że coś jest odpowiednikiem czegoś innego, czyli, że jest analogiczne. W języku polskim mamy na to dwa odrębne słowa i uważam, że prawidłowe określenie to misja analogiczna.
– Od jak dawna mamy do czynienia z astronautyką analogiczną?
– Od początku lotów kosmicznych. Dzięki takim misjom możemy ominąć kosztowne i brzemienne w skutkach błędy, szybciej, taniej, łatwiej i bezpieczniej zasymulować pewne wybrane aspekty tego, co się później będzie działo w podróży kosmicznej czy na powierzchni obcej planety.
Przed misjami kosmonauci godzinami doskonalili pewne czynności, które na przykład w skafandrze w kosmosie dużo trudniej jest wykonać. Amerykańscy astronauci ćwiczyli przed lotami na księżyc w zbliżonych do niego warunkach w Kraterze Barringera, zwanym też Meteor Crater w Arizonie doskonale naśladującym księżycowy krajobraz.
Misję analogiczną widać też doskonale w filmie „Apollo 13”, który pokazuje autentyczne zdarzenie. Gdy zaistniała trudna sytuacja na statku kosmicznym (słynne: „Houston, mamy problem”) rezerwowa załoga weszła do modelu lądownika, takiego samego który leciał na Księżyc, i mając takie same wyposażenie i warunki próbowała rozwiązać problemy astronautów, co w końcu się udało.
– Przejdźmy jednak do Pana misji analogicznej, która będzie się odbywała w naszym kraju. Gdzie to będzie miało miejsce?
– W Pile w habitacie Lunares. Jest to połączenie łacińskich nazw Luna – Księżyc i Ares – Mars, co sugeruje, że będą się odbywały misje analogiczne do księżycowych i marsjańskich. Habitat jest pojęciem z ekologii określającym niszę ekologiczną niezbędną pod względem środowiskowym do życia danego organizmu. Po przeszczepieniu do astronautyki określa mocno ograniczoną przestrzeń, która zapewnia odpowiednie warunki dla życia człowieka, otoczoną skrajnie niegościnnymi warunkami zewnętrznymi, np. wcześniej przytoczone środowisko księżycowe – próżnia, krańcowo wysokie lub niskie temperatury, brak powietrza, wysokie promieniowanie. Na świecie jest kilka takich habitatów, najbardziej znane są na Antarktydzie i na Hawajach. Nasz jest pierwszy w Europie i znajduje się na terenie nieużywanego lotniska wojskowego, na którym panuje cisza i spokój. Do dyspozycji analogicznych misji są dwie odcięte od świata części: mieszkalno-laboratoryjna składająca się z sześciu kontenerów połączonych wspólnym pomieszczeniem pod kopułą, czyli właściwy habitat, oraz symulacji warunków zewnętrznych ciała niebieskiego. Jest to duży hangar, tak samo odcięty od świata, w którym wcześniej stacjonował samolot bojowy. Znajduje się obok habitatu i można do niego przejść w skafandrach na spacer kosmiczny i symulować prace na powierzchni Marsa czy Księżyca, na przykład pobrać próbki kosmicznej gleby.
– Jakie są cele takiej misji?
– Stawiane są jej dwojakie zadania. Po pierwsze są to badania naukowe przeprowadzane na uczestnikach misji, a po drugie to zadania naukowe przeprowadzane bezpośrednio przez jej uczestników. W naszym przypadku będzie to subiektywna percepcja czasu – jak postrzegamy upływ czasu nie mając żadnego punktu odniesienia z powodu braku zegarów i naturalnego światła słonecznego oraz kwestia regulacji rytmu dobowego. W ogóle badanie kosmosu często przekłada się na polepszenie jakości życia na Ziemi, i tak badane kwestie czasu i rytmu dobowego mogą poprawić takie trudności jak jetlag, czyli, bardzo uciążliwa rzecz dla osób podróżujących samolotem przez kilka stref czasowych. Po takim locie i „przeskoczeniu” kilku godzin przylatujemy gdzieś, gdzie jest późna pora i pasowałoby iść spać, lecz nam się jeszcze nie chce i jesteśmy rozbici do czasu, aż nasze ciało załapie nowy rytm i się dostosuje do nowych warunków. Liczę, że wyniki naszych badań mogą w tym pomóc.
– Wiele z technologii i materiałów kosmicznych znalazło już ziemskie zastosowanie.
– Oczywiście, a wiele innych czeka jeszcze na swoją kolejkę. Na przykład, bardzo ważną rzeczą w kosmosie jest system uzdatniania wody i ponownego jej używania ponieważ jej transport jest szczególnie trudny i bardzo kosztowny, a potrzebna jest jej duża ilość. Odzyskiwanie wody zużytej przy myciu lub wręcz z odchodów człowieka w kosmosie jest niezbędną koniecznością, lecz się o tym nie mówi, bo jest to mało medialne. A takie technologie mogą przełożyć się na życie w wielu krajach trzeciego świata, w których panuje susza.
– Będzie Pan brał udział w pionierskiej misji.
– Tak, to pierwsza na świecie misja analogiczna z udziałem niepełnosprawnego astronauty. Do tej pory wszystkie misje zakładały stan jak tuż po lądowaniu w pełni sprawnej załogi na ciele niebieskim. Natomiast dr Aleksander Waśniowski, pomysłodawca naszej misji ICAres-1 zaproponował symulację wyprawy, której członkowie już od dawna przebywają na Czerwonej Planecie. Księżyc znajduje się w odległości 1,3 sekundy świetlnej od Ziemi, a Mars od 3 do 20 minut świetlnych – są to odległości ogromne i nie ma możliwości przetransportowania osoby, która by uległa wypadkowi z powrotem na naszą planetę. Poza tym sam lot na Marsa będzie trwał co najmniej 8 miesięcy i już na wstępie kosmonauci nie będą w pełni sprawni z powodu przebywania w stanie nieważkości podczas lotu a następnie w niskiej, marsjańskiej grawitacji. Odwapniają się wtedy kości, słabną mięśnie, rośnie ciśnienie wewnątrzczaszkowe i pojawiają się problemy ze wzrokiem. Do tego możliwe są przypadkowe nieszczęśliwe wypadki i trzeba się wstępnie przygotować na takie sytuacje. Trzeba też przygotować habitat na takie osoby. Na przykład, gdy ja byłem w habitacie to okazało się, że nie mogę korzystać z kuchenki mikrofalowej. Miała ona bowiem panel dotykowy, a nie zwykłe pokrętła. Wiele rzeczy, które są problemem dla osób niepełnosprawnych normalnym ludziom nawet nie przychodzą do głowy i będziemy pracować nad tymi prostymi, a nie zawsze oczywistymi sytuacjami. Lecz czasem może się zdarzyć też sytuacja odwrotna, np. gdy byłem u rodziny w domu pod miastem, to wieczorem zabrakło prądu wszyscy mieli kłopoty z poruszaniem się w ciemności, poza mną, bo z taką sytuacją stykam się cały czas i jestem do tego przyzwyczajony, więc gdyby podczas misji wysiadło oświetlenie, to ja działałbym najlepiej.
– Jaki poza tym jest Pana wkład do misji?
– Poza eksperymentami przeprowadzanymi na nas, my sami robimy własne indywidualne badania. Mój eksperyment będzie polegał na przetworzeniu meteorytu. Do dyspozycji będę miał meteoryt kamienny chondryt zwyczajny, w którego cieście skalnym znajduje się żelazo z niklem w postaci metalicznej. Moim zadaniem będzie wydobycie magnetyczne frakcji metalicznej ze sproszkowanego meteorytu, a następnie oczyszczenie i przetopienie tego materiału i zbadanie jego właściwości mechanicznych. W przyszłości ma to pomóc w pozyskiwaniu stali w kosmosie i wykorzystywaniu jej jako materiału konstrukcyjnego. Poza tym z kamiennego odpadu zamierzam wyprodukować substytut gleby do uprawy roślin, bo sam marsjański grunt jest mocno zanieczyszczony chloranami i się do tego nie nadaje. Jest to ważne doświadczenie, ponieważ na Marsie jest bardzo dużo meteorytów, gdyż znajduje się on bliżej pasa planetoid, skąd one pochodzą, niż Ziemia i są na nim świetne warunki dla meteorytów, by długo przetrwały – panuje niskie ciśnienie, nie ma na nim ciekłej wody, a wiec nie ma erozji. Potwierdziły to zresztą łaziki marsjańskie.
– A jak doszło do tego, że dołączył Pan do tych misji?
– Można powiedzieć, że był to wyjątkowy zbieg okoliczności. W zeszłym roku odbywały się w Jasionce zawody łazików marsjańskich połączone z debatą zorganizowaną przez Europejską Agencję Kosmiczną, by zasięgnąć opinii obywateli na tematy związane z lotami kosmicznymi. Biorąc czynny udział w tej debacie poznałem Matta Harasymczuka, który jest weteranem licznych misji analogicznych. Skontaktował mnie on z ludźmi z jeszcze nieukończonego habitatu Lunares, którego model prezentowany był na korytarzu. Przedstawili mi oni projekt misji niepełnosprawnego astronauty pomysłu dr Aleksandra Waśniowskiego i problem ze znalezieniem takiej osoby. Szybko doszliśmy do porozumienia, bo bardzo dobrze spełniałem ich kryteria jako człowiek o bardzo znacznym stopniu niepełnosprawności, a zarazem osoba, która ma bardzo duże pojęcie o kosmicznych misjach i zaproponowano mi, bym do nich dołączył, co bardzo mi się spodobało. W maju tego roku odbyłem pierwsze szkolenie w tunelu aerodynamicznym do symulacji swobodnego spadku oraz kurs pierwszej pomocy z wykorzystaniem defibrylatora. Następnie mieliśmy trening w terenie i marsz na orientację, budowę schronienia i trening wodny ćwiczący ewakuację z zatopionego śmigłowca.
– A kiedy odbędzie się Pana misja?
– W ostatni weekend lipca nastąpiło oficjalne otwarcie habitatu i od razu w poniedziałek 31 lipca zaczęła się pierwsza misja rozruchowa Polish Analogue Mars Simulation. Trwała ona 2 tygodnie i wzięło w niej udział 6 osób reprezentujących aż sześć narodowości: Izrael, Hiszpanię, Francję, Indie, Portoryko i Nigerię skupionych wokół organizacji Space Generation Advisory Council. To ciało doradcze ONZ, skupiające młodych pasjonatów astronautyki z całego świata. Z tego, co wiem, wszyscy są cali i zdrowi i bardzo zadowoleni z warunków życia w habitacie. Trzymali się procedur i nic nieoczekiwanego się nie zdarzyło, a na wyniki badan naukowych trzeba będzie poczekać jeszcze kilka miesięcy. 15 sierpnia rozpoczęła się druga dwutygodniowa analogiczna misja księżycowa Lunar Expedition 1, w której biorą udział tylko polscy astronauci. Ja będę musiał jeszcze zaczekać. Moja misja marsjańska ICAres-1 potrwa od 9 do 23 października i będzie miała międzynarodową obsadę, bo poza czwórką Polaków wezmą w niej udział astronautki z Niemiec i Francji. Komunikacja w habitacie ma się odbywać wyłącznie w języku angielskim a symulowane warunki kontaktu z Ziemią będą prowadzone z najdłuższym, 20 minutowym opóźnieniem.
Rozmawiał WIT HADŁO



One Response to "Marsjańska misja niewidomego astronauty"