
Ponad 30 rannych policjantów, pożar w mieszkaniu – pracowni witkacologa, postrzelony fotoreporter i zniszczenia na „zaledwie” kilkadziesiąt tysięcy złotych to smutny bilans tegorocznego Marszu Niepodległości w stolicy. Robert Bąkiewicz, szef stowarzyszenia organizującego Marsz mówi o prowokacji …policji. Milczy natomiast wicepremier odpowiedzialny za bezpieczeństwo narodowe i prezes PiS w jednym, czyli Jarosław Kaczyński. Zamiast niego mówi rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości, posłanka Anita Czerwińska, która winą za demolkę, jaką urządzili w Warszawie narodowcy i kibole obarcza opozycję.
W tym roku ze względu na sytuację epidemiczną Marszu Niepodległości 11 listopada miało po prostu nie być. Tak zdecydował prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski i jego zdanie podzielił sąd, do którego organizatorzy Marszu zaskarżyli tę jego decyzję. Mimo to stowarzyszenie Marsz Niepodległości nie chciało tego wydarzenia „odpuścić i zachęciło oficjalnie, by chętni na świętowanie odzyskania przez Polskę niepodległości przyjeżdżali w minioną środę do stolicy na rondo Romana Dmowskiego samochodami i motocyklami. Tyle „oficjałki”, bo kibole z całej Polski umawiali się w mediach społecznościowych na piesze spotkanie w Warszawie.
Padały hasła „Nadchodzi Marsz” i „Ruch to zdrowie”.
Czy można było spodziewać się, że pseudopatrioci i pseudokibice wykorzystają rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, by zrobić demolkę i zademonstrować swe poglądy na temat osób nieheteronormatywnych i Ogólnopolskiego Strajku Kobiet? Owszem, nie tylko można było, ale trzeba było się tego spodziewać. Szczególnie po tym, jak prezes PiS i jednocześnie, o zgrozo, wicepremier odpowiedzialny za bezpieczeństwo narodowe, Jarosław Kaczyński oficjalnie wezwał chuliganów do pacyfikowania marszów OSK pod pretekstem obrony kościołów przed rzekomymi atakami ich uczestniczek. Tyle tylko, że chuliganów nazwał patriotami.
A chuliganom było w to graj!
Nie wiadomo w czym im zawinił Empik na Nowym Świecie, ale uznali, że należy obrzucić salon wyrwaną z chodnika kostka brukową i racami. Niektórzy komentują, że może niechęć „patriotów” wobec Empiku wynika z tego, że to wszak także księgarnia, a z takimi miejscami chuliganom bardzo nie po drodze. Doszło do starć z policją, a Empik wydał zabawne oświadczenie. – Drodzy Panowie! My też tęsknimy za koncertami i chcielibyśmy jak najszybciej znaleźć się pod sceną. Dlatego sugerujemy łatwiejszy i bezstresowy sposób zakupu biletów – czytamy na facebookowym profilu Empik Bilety. Tyle jednak do śmiechu w tej całej sytuacji, bo reszta jest po prostu dramatyczna.
Kamienie i race leciały też w okna Domu Kultury Śródmieście oraz Muzeum Narodowego, a także po prostu w budynki mieszkalne. Na balkonie jednego z nich przy moście Poniatowskiego wisiały flagi: Ogólnopolskiego Strajku Kobiet i tęczowa. „Patrioci” chcieli je spalić racami, ale trafili nieco niżej, na balkon pewnego mieszkania, które jest jednocześnie pracownią artystyczną należącą do wybitnego witkacologa, Stefana Okołowicza. Jego samego nie było wówczas w tym miejscu, ale były tam zbiory na przyszłoroczną wystawę poświęconą Witkacemu. Na szczęście dzięki wysiłkom strażaków specjalnie nie ucierpiały. Jednak gdyby ucierpiały, to najpewniej sprawcy takiej straty dla kultury nie odczuliby jej, bo istnieje spore prawdopodobieństwo, że nie wiedzą wcale kim był Witkacy, który pewnie, jak to się mówi, w grobie się przewraca z powodu tego, co czynią tacy „patrioci”.
Rannych zostało 35 policjantów
Jednak kostka brukowa, barierki, czy miejskie hulajnogi, którymi pseudopatrioci obrzucali obiekty kulturalne i zwyczajne ludzkie domy, to tylko rzeczy. A niebezpieczeństwo groziło także ludziom! Do największych starć chuliganów z policją doszło w pobliżu ronda de Gaulle’a oraz na błoniach Stadionu Narodowego. Rannych zostało 35 policjantów, jeden z nich musiał przejść operację po uderzeniu kamieniem w głowę. Policja użyła w starciach z chuliganami broni gladkolufowej. Policja użyła w starciach z chuliganami broni gladkolufowej, Jedna z kul trafiła w twarz fotoreportera „Tygodnika Solidarność”, Tomasza Gutrego, a dziennikarka „Newsweeka”, Renata Kim została „spałowana” przez policjantów, pomimo iż wiadomo było, iż jest dziennikarką i jest w pracy. Nie była jedyna, o tym, że policja brutalnie obchodziła się z dziennikarzami mówi wielu z nich.
Zdaniem organizatorów Marszu, z Robertem Bąkiewiczem na czele, to policja sprowokowała uczestników Marszu Niepodległości. Bąkiewicz stwierdził też, co nie jest prawdą, że podczas marszów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet policja nie reagowała na żadne zachowania uczestników tychże, a w przypadku tych, którzy uczestniczyli w nieoficjalnej i pieszej części Marszu Niepodległości zareagował nadmiarowo. Jednocześnie szef stowarzyszenia odżegnał się od pieszego Marszu podkreślając, że poczuwa się tylko do odpowiedzialności za „marsz” w formie zmotoryzowanej. Tymczasem Mariusz Kamiński, szef MSWiA oficjalnie stwierdzi, że takie zachowania nie będą przez policję tolerowane i niezależnie od tego, kto będzie je prezentował spotkają się z właśnie taką reakcją.
Milczący i ukryty Kaczyński
Ku zdumnieniu, ale i zniesmaczeniu wielu na temat dramatycznych wydarzeń na Marszu Niepodległości milczy Jarosław Kaczyński, który jest nie tylko prezesem partii rządzącej, ale od niedawna także przecież wicepremierem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo! Za niego mówi rzeczniczka PiS, posłanka Anita Czerwińska za całą sytuację obwiniając wyłącznie organizatorów Marszu oraz opozycję. Na pytanie dziennikarza, czy wicepremier Kaczyński nie powinien czasem zaapelować o spokój, tak jak apelował o obronę kościołów i pacyfikowanie marszów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet arogancko odpowiedziała, że jeśli będzie od dziennikarzy potrzebować porady to się p nią zwróci.
Codziennie za pośrednictwem Ministerstwa Zdrowia dowiadujemy się, że coraz więcej Polaków choruje i umiera na covid-19. Codziennie też słyszymy i czytamy w niezależnych mediach, że sytuacja w służbie zdrowia jest coraz bardziej dramatyczna, choć rządowe media przekonują nas, że jest świetnie i nie potrzebujemy żadnej pomocy. W takiej właśnie sytuacji prezes rządzącej partii i wicepremier od bezpieczeństwa wzywa chuliganów by bili kobiety i walczyli na ulicach Polski w imię „wartości” polegających na pielęgnowaniu ksenofobii, nienawiści i dyskryminacji. Bezmyślni chuligani to robią 11 listopada z hasłami o Bogu, honorze i ojczyźnie na ustach. A wspomniany wicepremier i jedyna podejmująca w Polsce decyzje polityczne osoba umywa ręce. W takiej rzeczywistości aktualnie żyjemy…
Monika Kamińska



12 Responses to "Marsz nienawiści, podłości, zezwierzęcenia. Po prostu marsz wstydu"