Marszałek lub starosta dokupi deficytowych zabiegów i skróci kolejkę?

- Pomysł jest dobry, bo każde dodatkowe źródło finansowania zwiększa dostęp dla pacjenta, tyle tylko, że ustawodawca coraz więcej zadań zrzuca na samorządy, a już teraz są takie, które nie mają nawet zdolności kredytowej czy własnego wkładu przy funduszach unijnych - mówi Stanisław Kruczek, członek zarządu regionu odpowiedzialny za służbę zdrowia Fot. Wit Hadło
– Pomysł jest dobry, bo każde dodatkowe źródło finansowania zwiększa dostęp dla pacjenta, tyle tylko, że ustawodawca coraz więcej zadań zrzuca na samorządy, a już teraz są takie, które nie mają nawet zdolności kredytowej czy własnego wkładu przy funduszach unijnych – mówi Stanisław Kruczek, członek zarządu regionu odpowiedzialny za służbę zdrowia Fot. Wit Hadło

PODKARPACIE. Minister zdrowia chce, by samorządy mogły kupować mieszkańcom świadczenia zdrowotne (np. konkretne zabiegi czy porady u specjalistów) w podległych sobie placówkach.

Samorządy mogłyby kupować takie same usługi zdrowotne, jakie kontraktuje NFZ (obecnie władze samorządowe mogą opłacać jedynie programy profilaktyczne). Biorąc pod uwagę to, że na nowe kolano czeka się średnio 67, a na biodro 61 miesięcy (ponad pięć lat) to dokupienie kilkuset zabiegów rocznie mogłoby skrócić kolejki.

Umożliwienie samorządom finansowanie świadczeń to jedna z ważniejszych zmian zaproponowanych w założeniach do projektu ustawy o zmianie ustawy o działalności leczniczej. Co jednak, gdy samorząd jest biedny i nie ma pieniędzy na tego typu manewr? Czy jego mieszkańcy nie będą czuć się dyskryminowani obywatelami II gatunku?

Kupowanie zdrowia
Markowi Wójcikowi ze Związku Powiatów Polskich pomysł z kupowaniem świadczeń się nie podoba. – To jest podrzucanie nam nowych zadań i wskazywanie, że powiaty powinny je wykonywać bez zapewnienia nań pieniędzy – uważa ekspert ds. ochrony zdrowia. Gdy zgłaszaliśmy w resorcie zdrowia pomysł, żeby można było łączyć finansowanie w ramach samorządowych programów polityki zdrowotnej ze środkami NFZ, to mówiono nam, że nie wolno, bo byłoby to rozwiązanie niekonstytucyjne. Powstaje zatem pytanie, czy jest konstytucyjne rozwiązanie, że część obywateli ma mieć możliwość dostępu do świadczeń w większym wymiarze tylko dlatego, że mieszkają w gminie, którą stać na kupowanie świadczeń?

– Uważam, że to bardzo dobry pomysł. Niektóre samorządy zarabiają na podatku od nieruchomości, dlaczego wiec nie mogłyby tych pieniędzy wydać na wykupienie świadczeń dla mieszkańców? – mówi Stanisław Kruczek, członek zarządu regionu odpowiedzialny za służbę zdrowia. – Jako organ założycielski w ubiegłym roku przekazaliśmy 15 mln zł na pokrycie strat naszych placówek, to nic innego jak sfinansowanie świadczeń, które nie zostały pokryte przez NFZ Same marszałkowskie maja 100 mln zł niezapłaconych nadwykonań.

Wojewoda skontroluje
Proponowane w założeniach do projektu ustawy o zmianie ustawy o działalności leczniczej rozwiązania wpisują się natomiast w koncepcję wzmocnienia roli wojewodów. Po nowelizacji ustawy uzyskaliby oni szerokie uprawnienia do kontrolowania podmiotów leczniczych działających w województwach. Wojewodowie mieliby uzyskać uprawnienia analogiczne do tych, jakie posiada minister zdrowia i kontrolować podmioty zarówno pod względem medycznym, jak i zgodności z prawem.

Anna Moraniec

2 Responses to "Marszałek lub starosta dokupi deficytowych zabiegów i skróci kolejkę?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.