
STALOWA WOLA. Pracodawcy tak się spieszyło ze zwolnieniem radnego, że kilku dni nie chciał zaczekać. Teraz radny idzie do sądu i Temida zdecyduje, kto i jaką dyscyplinę złamał.
Marszałek Władysław Ortyl wystąpił do samorządu Stalowej Woli o zgodę na zwolnienie z pracy radnego Dariusza Przytuły. Zrobił to w zaskakujący sposób, bo najpierw radnego zwolnił, a dopiero potem zwrócił się do Rady Miejskiej o zgodę. Powinno być dokładnie odwrotnie. Radni zgody nie dali i teraz Urząd Marszałkowski będzie miał problem. Marszałkowi chcieli pomóc radni PiS, ale im się nie udało.
Radny każdego szczebla ustawowo podlega szczególnej ochronie. Jego pracodawca za każdym razem, próbując zmienić radnemu warunki pracy, a w zasadzie chodzi tu tylko o zwolnienie, powinien wystąpić o zgodę do samorządu. Samorządy też w zasadzie na zwolnienie się nie zgadzają. Zazwyczaj solidarnie i ponad podziałami stają za kolegą z ław samorządowych.
W Stalowej Woli tej solidarności nie było
Dariusz Przytuła jest wiceprzewodniczącym miejskiego samorządu. Należy do PO, a ostatnio pracował w Departamencie Dróg UM w Rzeszowie. Zajmował tam nawet kierownicze stanowisko. Do sierpnia, bo z początkiem tego miesiąca marszałek wszczął procedurę jego zwolnienia. Urzędnik, zdaniem przełożonych, więcej czasu spędzał wpisując różne treści na forach społecznościowych, niż realnie pracując. Kierownik Przytuła o zarzutach dowiedział się z prasy, ale złudzeń nie miał.
– To sprawa ewidentnie polityczna – wyciągnął w obronie najcięższy zarzut wobec rządzącego w Urzędzie Marszałkowskim PiS. Mógł tym się dobić, bo niedługo dostał wypowiedzenie dyscyplinarne. Marszałek z wypowiedzeniem nie chciał nawet kilku dni zaczekać do sesji stalowowolskiego samorządu, na której sprawa wiceprzewodniczącego miała być omawiana.
Na sesji w Stalowej Woli psikusa radnemu Przytule chcieli zrobić radni z opozycyjnego PiS. Domagali się, by sekretarz marszałka publicznie przedstawił uzasadnienie zwolnienia. Sekretarz Lesław Majkut nawet na sesję przyjechał, ale słowa nie powiedział. Część radnych sprzeciwiła się urządzaniu publicznej chłosty i tak już zwolnionego Przytuły. Na znak protestu „koledzy” Przytuły z PiS wyszli z sali, gdy przewodniczący zarządził głosowanie nad prośbą marszałka. Pozostali na sali stanęli w obronie wiceprzewodniczącego.
Legalność zwolnienia zbada sąd
Powracającym na salę radnym z PiS zebrało się m.in. za błyskawiczne awanse kilku z nich w ostatnim czasie. Tak się złożyło, że do Urzędu Marszałkowskiego i instytucji mu podległych. A Przytuła już zapowiedział, że przez sąd będzie się domagał powrotu do pracy. – Nie dam się zastraszyć PiS-owi – mówi. Resztę dopowie w sądzie.
Jerzy Mielniczuk



One Response to "Marszałek zgody nie dostał"