
RADOMYŚL n. SANEM. To jedyne miejsce w regionie, a może i w Polsce, gdzie chodzą mięsopustne korowody.
W każdy ostatni wtorek karnawału przez wieś z dwoma rynkami idzie pochód przebierańców. Korowód w milczeniu przemieszcza się od instytucji do urzędu, a w każdej placówce ma jakąś potrzebę. Nie omija nawet komisariatu policji. Na czele idzie młoda para, która zamierza złożyć śluby małżeńskie. Związek zatwierdza kierownik radomyskiego USC, ale największy kłopot ma miejscowy proboszcz. On na koniec musi rozpoznać, kto pod jaką postacią się kryje.
To pozostałość po zapustnych zabawach radomyskich chłopów. Zawsze we wsi nad Sanem trafiała się jakaś Maryna, co cały karnawał przehulała i narzeczonego sobie nie znalazła. Musiała to zrobić ostatniego dnia karnawału, a że sama nie była przedniej urody, to i podobnie przystojnego narzeczonego znajdowała. I tak co roku od kilku stuleci.
jam


