
Grasował po Rzeszowie przez co najmniej trzy dni. Wybierał przypadkowe młode kobiety, które w odludnych i ciemnych miejscach chciał gwałcić.
Samotnie idąca kobieta widzi przed sobą młodego, wysokiego, ale mizernie wyglądającego mężczyznę. Ten ogląda się i patrzy na nią. Po chwili znika z pola widzenia. Kobieta skręca. Nagle jak spod ziemi wyrasta za jej plecami ten sam mężczyzna. Tyle że tym razem łapie ją dłonią za usta, drugą ręką dotyka rąk, ramion, ud i krocza. Szarpie ją w pobliskie krzaki i nerwowo próbuje zedrzeć z ofiary legginsy.
Serce kobiety bije ze strachu jak szalone, próbuje walczyć. Kopie napastnika ile sił w nogach, bije rękami, napastnik w pewnym momencie na chwilę wypuszcza swoją ofiarę z rąk. To wystarczyło. Przerażona kobieta natychmiast ucieka. Takie sceny rozegrały się w ub. niedzielę, 3 kwietnia, około godziny 21 na ulicach Króla Augusta i Jagiełły w Rzeszowie.
Kolejny atak…
Ta sama niedziela, tyle że zbliża się godzina 22. Miejsce – ul. Reja od strony ul. Baczyńskiego, czyli jakieś 500 metrów od poprzedniego napadu. Samotna kobieta idzie na nocną zmianę do firmy mieszczącej się przy ul. Reja. 21-latek znów atakuje od tyłu. Powtarza ten sam scenariusz – jedną ręką silnie zaciska dłoń na ustach kobiety, dotyka rąk, ramion, ud, krocza. Żąda seksu. Kobieta, tak jak poprzednia ofiara ataku, choć zszokowana nie poddaje się, walczy ze wszystkich sił, bije i drapie go po twarzy i to dotkliwie. W końcu udało jej się wyrywać z uścisku zboczeńca. Biegnie ile sił w nogach do firmy, w której pracuje. Tam zszokowana opowiada o wszystkim kolegom. Ci, nie namyślając się długo, wsiadają z nią do samochodu i ruszają na poszukiwania niedoszłego gwałciciela. Dostrzegają go kilkaset metrów dalej, więc zaczynają pościg. Mężczyzna, uciekając, wskakuje na siatkę i próbuje sforsować ogrodzenie. Jeden z kolegów ofiary błyskawicznie ściąga go na ziemię. Panowie zawiadamiają policjantów, ci natychmiast zjawiają się na miejscu.
Próbował co najmniej trzy razy
Policjanci rozmawiają z niedoszłym gwałcicielem o dwóch napadach, ale niespodziewanie 21-latek przyznaje się jeszcze do trzeciego, do którego miało dojść w piątek, 1 kwietnia, w okolicach placu Wolności. Funkcjonariusze weryfikują informacje i okazuje się, że rzeczywiście doszło do ataku na młodą kobietę.
Było to w piątek, 1 kwietnia, około godziny 21. Zatrzymany mężczyzna kręcił się po placu Wolności. Na ofiarę upatrzył sobie atrakcyjną kobietę idącą w pobliżu popularnych w Rzeszowie „szczęk”. Podobnie jak teren przy ul. Jagiełły i Reja, tak i to miejsce jest słabo oświetlone i praktycznie nikt tamtędy nie przechodzi. 21-latek zaatakował kobietę, ale nie dotykając miejsc intymnych, próbował zaciągnąć ją pomiędzy pobliskie pawilony handlowe. Ofiara chciała oswobodzić się, ale nie udało jej się, krzyczała. W pobliżu na szczęście przechodziło dwóch mężczyzn. Słysząc nawoływania, ruszyli na pomoc. Przestraszony zboczeniec puścił kobietę, ale uciekając krzyczał, że ją zabije.
– W trakcie przesłuchania mężczyzna przyznał się do stawianych zarzutów i złożył wyjaśnienia – mówi Dorota Sokołowska-Mach, z-ca szefa Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie. Za przestępstwo, jakiego dopuścił się w pobliżu placu Wolności, w rzeszowskiej Prokuraturze Rejonowej usłyszał zarzut naruszenia nietykalności cielesnej pokrzywdzonej i kierowania wobec niej gróźb, natomiast w przypadku czynów, do których doszło w niedzielę, usłyszał dwa zarzuty usiłowania gwałtu.
Niewykluczone, że do policjantów lub prokuratury zgłoszą się także inne kobiety, które mogły zostać zaatakowane przez zboczeńca lub nawet zgwałcone, tylko ze względu na przeżycia i ogromny wstyd do tej pory tego nie zrobiły.
Od niedawna mieszkał z babcią
W środę o godzinie 11 w Sądzie Rejonowym w Rzeszowie doszło do posiedzenia aresztowego. Sąd podzielił zdanie prokuratury i tym samym 21-latek trafił do aresztu śledczego, tyle że na 2 miesiące, a nie jak wnioskowała prokuratura, na 3. Sąd uznał, że okres dwóch miesięcy wystarczy prokuraturze na wykonanie wszelkich czynności. Jak słyszymy jednak od śledczych, raczej nie wystarczy i będą za 2 miesiące wnioskować o przedłużenie aresztu. 21-latek podczas pobytu za kratami będzie musiał zostać przede wszystkim przebadany przez biegłych psychiatrów i seksuologów, a takie badania trwają dosyć długo. Choć grozi mu wysoka kara, dopiero biegli określą, czy w momencie dokonywania przestępstw był poczytalny. Jeżeli nie, niestety nie trafi do więzienia. Policjanci, z którymi rozmawialiśmy, chwalą decyzję sądu o zastosowaniu aresztu, ponieważ uważają, że mężczyzna nie poprzestałby tylko na trzech napadach i w końcu mogłoby mu się udać zgwałcić jakąś kobietę.
Co wiadomo o niedoszłym gwałcicielu? Niewiele, poza tym, że nie przewijał się w policyjnych kartotekach. Do lutego 2016 r. mieszkał w jednej z tzw. wiosek dziecięcych. Wioski dziecięce to domy założone przez stowarzyszenie, w których to małżeństwa lub osoby samotne zajmują się opieką dzieci w grupach 6 – 8-osobowych – wychowują je, dbają o ich zdrowie i edukację. Do takich domów trafiają dzieci, których biologiczni rodzice nie są w stanie, z różnych powodów, zająć się ich opieką. 21-latek po opuszczeniu takiego domu zamieszkał w Rzeszowie ze swoją babcią.
Do gwałtów najczęściej dochodzi w domach
Co policyjne statystyki mówią o gwałtach? Wbrew obiegowej opinii, gwałciciele zwykle nie grasują, jak w filmach, na ulicach, wybierają przypadkowe osoby. Do gwałtów i ich prób najczęściej dochodzi w mieszkaniach i domach, dość często napastnik i ofiara znają się. Napastnikami są zazwyczaj domownicy, współpracownicy z pracy, koledzy z uczelni czy ze szkoły. Do gwałtów dochodzi także na imprezach suto podlewanych alkoholem, gdzie napastnik nie potrafi odczytać rzeczywistych intencji kobiety lub włącza mu się w głowie tryb „Casanovy”, który może mieć każdą, a przynajmniej tak mu się wydaje, i w końcu dochodzi do tragedii. Takich przypadków, wręcz filmowych, gdzie napastnik idzie za przypadkowymi kobietami, atakuje je i wciąga w krzaki, a następnie próbuje je zgwałcić, jest mało. Ostatnie tego typu głośne przypadki gwałtów na Podkarpaciu miały miejsce kilka lat temu w Jarosławiu. Przez półtora roku Paweł R. zgwałcił i napadł w tym mieście aż na 8 kobiet. Podczas szturmu policyjnych antyterrorystów na dom, w którym mieszkał 42-letni gwałciciel strzelił sobie w głowę.
Niedoszły gwałciciel z Rzeszowa zeznał w prokuraturze z rozbrajającą szczerością, że on chciał „tylko” seksu. Na szczęście wszystkie ofiary zdołały mu uciec, a jedna z pań broniąc się dotkliwie uszkodziła twarz zboczeńca…
Grzegorz Anton



11 Responses to "Marzył mu się seks w krzakach"